Chyba najbardziej wirtualny i życzeniowy w serialach polskich jest nasz rodzimy rynek pracy, na którym sytuacja jest do tego stopnia dobra, by ładnie komponowała się z serialową rzeczywistością, gdzie, jak mówi tytuł bollywoodzkiego filmu, jest „czasem słońce, czasem deszcz”, ale generalnie jest słonecznie z chwilowymi tylko zachmurzeniami i opadami.
REKLAMA
Oto Igor Nowak, jeden z przedstawicieli młodego pokolenia serialu „Na Wspólnej”, który wykształcił się i pracował zawodowo jako rehabilitant - masażysta, nagle odkrywa w sobie „żyłkę” do dziennikarstwa i praktycznie bez większych problemów, prawie że z „ulicy”, zostaje zatrudniony w wyimaginowanej gazecie „Kraj”. Redaktor naczelny tejże gazety, wcześniej podczas jednego z podchodów Igora o zatrudnienie, oznajmia mu, iż jego styl i technika pisania tekstów muszą być jeszcze sporo dopracowane, jednak wszystkiego Igor się nauczy w trakcie pracy w redakcji. W realiach serialowego rynku pracy, nie jest potrzebne żadne doświadczenie, nie zaczyna się na początku od praktyki czy stażu, tylko od razu można bez większych problemów załapać się do pracy na etat. W realu z pewnością takie historie zdarzają się, jednak nie aż tak często, jak jest to w serialowej rzeczywistości, gdzie można o nich powiedzieć, że to „normalka”.
Innym ciekawym przykładem jest Olka Lubicz z „Klanu”, która zaraz po ukończeniu studiów z zakresu resocjalizacji, szukając pierwszych, konkretnych doświadczeń zawodowych, jest oceniana na rozmowie w zakładzie penitencjarnym jako osoba z świetnym wykształceniem, znakomitymi kompetencjami – wynikającymi wyłącznie z faktu ukończenia studiów. Ponadto kierownik zakładu, będąc zachwycony kandydaturą Olki, proponuje średnią krajową jako pensję na dobry początek kariery w polskim systemie penitencjarnym. Wiele osób uważa, że dla dobrych zarobków trzeba zostać np. lekarzem, farmaceutą, prawnikiem, architektem, a ostatnio ponoć inżynierem. Okazuje się jednak, że nie tędy droga! To praca w polskim systemie penitencjarnym, w resocjalizacji, da absolwentom zaraz po studiach pewną pracę (gdzie przyjmą chętnie i z marszu!), ponadprzeciętne zarobki i umowę o pracę na pełny etat, początkowo, na czas określony, ale zaraz potem na nieokreślony (a nie jakąś tam „śmieciową” umowę!).
Jeszcze innym frapującym przykładem jest postać Kuby z „M jak miłość” (w tej roli Przemysław Cypryański), który od chwili pojawienia się w serialu, pracuje jako policjant i wynika, że trudni się tym fachem już od ładnych paru lat. Okazuje się potem, że studiował on gdzieś, kiedyś, jakoś informatykę i cały czas jest w tym dobry, przez co, dla poprawy bytu, bez problemu zmienia pracę i wskakuje do branży IT, aby w firmie znajomego serialowej Mirki, być świetnym informatykiem. Trzeba wierzyć scenarzystom, że Kuba przez cały czas pracy w policji miał kontakt ze specjalistyczną wiedzą informatyczną (z akcji serialowej to nie wynika), którą odświeżał i poszerzał by w końcu zacząć gdzieś, kiedyś pracować zgodnie ze swoim kierunkiem.
Jedynym rzeczywistym i dobrze ukazanym aspektem rynku pracy w telenowelach, jest to, iż większa część serialowych bohaterów zdobywa pracę według metody uważanej przez Polaków za najskuteczniejszą, tj. po znajomości. Bohaterowie seriali zawsze mają w zanadrzu jakichś znajomych, przyjaciół, rodzinę, którzy jeśli nie mogą załatwić pracy gdzieś u siebie, to już na pewno mają wielu swoich znajomych, a oni prawie zawsze dysponują jakimś wakatem, a jak nie to go wynajdą, tak jak iluzjonista, co wyciąga nagle królika z kapelusza.
Serialowe rozterki
Bardzo zabawna według mnie była scena w „M jak miłość” (tak, to zdecydowanie mój ulubiony polski serial!), kiedy pan doktor medycyny Rogowski, serialowy mąż Marii Zduńskiej-Rogowskiej – matki Piotra i Pawła, wyznaje jej, że doszedł do wniosku, iż zawodowo i materialnie jest po prostu nieudacznikiem(!). To, jakże mocne i melodramatyczne, wyznanie pana doktora w średnim wieku, wyniknęło z spotkania z dawnym kolegą ze studiów, który zrobił międzynarodową karierę jako znakomity naukowiec z zakresu medycyny. Sytuacja zawodowa i finansowa dr-a Rogowskiego z pewnością jednak nie mogłyby służyć za podręcznikowy przykład „loser’a” (ang. nieudacznik, przegrany), no chyba że jako „lucky loser’a”. Doktor Rogowski może nie jest ogólnopolską, czy tym bardziej ogólnoświatową lekarską sławą, jednak w swoim zawodzie uznawany jest za dobrego specjalistę, a ponadto jest współwłaścicielem prywatnej kliniki, co na pewno pokazuje jego przedsiębiorczość, mieszka w ładnym domu - posiadłości z ogrodem, ma też wreszcie swoją upragnioną rodzinę. Czy to są dowody na bycie nieudacznikiem? Można zrozumieć jego chęć bycia sławnym, cenionym specjalistą oraz chęć posiadania majątku a nie „mająteczku”, jednak postrzeganie siebie w kategorii faceta, któremu „w życiu nic nie wyszło” (jak śpiewa Budka Suflera), to chyba szczyt przesady i jakiś totalny absurd, wywołany przez chwilową aberrację umysłową, z której doktor otrząsnął się szybko, ku radości fanów serialu. Ta negatywna ocena życia przez doktora R., to znakomity przykład na widzenie przysłowiowej szklanki do połowy pustej, a nie do połowy pełnej, co objawia się niedostrzeganiem swoich dotychczasowych osiągnięć i tego kim się jest.
Ciekawe co pomyśleli widzowie o swoim życiu słysząc to kuriozalne wyznanie lekarza medycyny, siedzącego w swoim pięknym domu – posesji i narzekającego na swoje nieudane życie, będące jedną wielką porażką i przykładem nieudacznictwa. Pan doktor Rogowski powinien chyba przyjść do programu pani redaktor Jaworowicz i tamże posłuchać historii o ludzkich niepowodzeniach i tragediach.
Bardzo zabawna według mnie była scena w „M jak miłość” (tak, to zdecydowanie mój ulubiony polski serial!), kiedy pan doktor medycyny Rogowski, serialowy mąż Marii Zduńskiej-Rogowskiej – matki Piotra i Pawła, wyznaje jej, że doszedł do wniosku, iż zawodowo i materialnie jest po prostu nieudacznikiem(!). To, jakże mocne i melodramatyczne, wyznanie pana doktora w średnim wieku, wyniknęło z spotkania z dawnym kolegą ze studiów, który zrobił międzynarodową karierę jako znakomity naukowiec z zakresu medycyny. Sytuacja zawodowa i finansowa dr-a Rogowskiego z pewnością jednak nie mogłyby służyć za podręcznikowy przykład „loser’a” (ang. nieudacznik, przegrany), no chyba że jako „lucky loser’a”. Doktor Rogowski może nie jest ogólnopolską, czy tym bardziej ogólnoświatową lekarską sławą, jednak w swoim zawodzie uznawany jest za dobrego specjalistę, a ponadto jest współwłaścicielem prywatnej kliniki, co na pewno pokazuje jego przedsiębiorczość, mieszka w ładnym domu - posiadłości z ogrodem, ma też wreszcie swoją upragnioną rodzinę. Czy to są dowody na bycie nieudacznikiem? Można zrozumieć jego chęć bycia sławnym, cenionym specjalistą oraz chęć posiadania majątku a nie „mająteczku”, jednak postrzeganie siebie w kategorii faceta, któremu „w życiu nic nie wyszło” (jak śpiewa Budka Suflera), to chyba szczyt przesady i jakiś totalny absurd, wywołany przez chwilową aberrację umysłową, z której doktor otrząsnął się szybko, ku radości fanów serialu. Ta negatywna ocena życia przez doktora R., to znakomity przykład na widzenie przysłowiowej szklanki do połowy pustej, a nie do połowy pełnej, co objawia się niedostrzeganiem swoich dotychczasowych osiągnięć i tego kim się jest.
Ciekawe co pomyśleli widzowie o swoim życiu słysząc to kuriozalne wyznanie lekarza medycyny, siedzącego w swoim pięknym domu – posesji i narzekającego na swoje nieudane życie, będące jedną wielką porażką i przykładem nieudacznictwa. Pan doktor Rogowski powinien chyba przyjść do programu pani redaktor Jaworowicz i tamże posłuchać historii o ludzkich niepowodzeniach i tragediach.
Inteligencja finansowa po serialowemu
Wracając do mojego ulubionego polskiego serialu – „M jak miłość”, muszę koniecznie wspomnieć o wielkim zdarzeniu w życiu Kingi i Piotra Zduńskich, jakim była wygrana w Totka.
Młodzi Zduńscy dostąpili tego wielkiego szczęścia, o którym marzą wszyscy Polacy, i zostali jednymi z kilku szczęśliwców jacy trafili „szóstkę”, dzięki czemu udało im się zgarnąć prawie milion złotych po podziale głównej puli. Tu też została pokazana przez scenarzystów niesamowita „inteligencja” finansowa małżeństwa Zduńskich i ich najbliższej rodziny. Kinga i Piotr zainwestowali w „znakomite” aktywa, kupili sobie duży, ładny dom z ogrodem, gdzie zamieszkali i po jakimś czasie … wpadli w kłopoty finansowe. Zapomnieli o tym, że ta wygrana to był jedynie „zastrzyk” dużej gotówki i że oboje nie mają comiesięcznych, sporych dochodów, pozwalających na utrzymanie ich okazałej posesji oraz na życie w poczuciu bezpieczeństwa finansowego.
Jak naucza znany coach finansowy Robert T. Kiyosaki, autor światowego bestselleru „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, jest to właśnie jeden z najczęściej popełnianych błędów jakim jest nie przeznaczenie pieniędzy na prawdziwe aktywa, czyli mające przynosić dochód na bazie którego będzie się budować swoją finansową niezależność jako przedsiębiorca czy inwestor, tylko pozbycie się pieniędzy na rzeczy generujące jedynie koszty a nie przychody. Gdyby scenarzyści wszczepili młodym Zduńskim więcej inteligencji finansowej, wtedy mogliby dojść do wniosku, iż lepiej byłoby mieć mniejsze mieszkanie niż kosztowny dom – posiadłość i przez to dysponować jeszcze jakąś większą gotówką na zainwestowanie w prawdziwe aktywa, własny biznes czy „biznesik”, by mieć dodatkowy przychód pasywny (taki na który się nie pracuje), który w długim okresie z pewnością wpłynąłby pozytywnie na ich sytuację i bezpieczeństwo finansowe, do czego każdy w ten, czy w inny sposób dąży w swoim życiu. Najbliższa rodzina Kingi i Piotra także się nie popisała i nie wpłynęła na nich w żaden pozytywny sposób. Matka Piotra oraz jej aktualny mąż – doktor Rogowski, są współwłaścicielami prywatnej kliniki lekarskiej, więc nie można powiedzieć o nich, iż są „na bakier” z przedsiębiorczością, a jednak niczego dobrego nie doradzili młodym Zduńskim, a jedynie spokojnie zgadzali się z ich planami.
Jak to w serialu bywa, czarny scenariusz sprawdził się. Małżeństwo Zduńskich popadło jednak w tarapaty finansowe, kiedy okazało się, że spory dom, to spore koszty, a razem nie mają odpowiednio wysokich i rosnących zarobków, aby utrzymać swoją 3-osobową rodzinę i dom z ogrodem. Zduńscy żyją obecnie w napięciu, będąc bez oszczędności i martwiąc się czy nie stracą pracy, bo wtedy mieszkanie i utrzymywanie takiego domu, stanie pod znakiem zapytania. Posesję mogą oczywiście starać się sprzedać, jednak czy o taki rozwój zdarzeń chodziło im od początku? Nie przewidywali takich następstw swojej decyzji?
Ten zbieg nielogicznych decyzji i nieszczęśliwych wypadków można wytłumaczyć chyba jedynie tym, iż scenarzyści musieli zadbać o to, by coś się działo w kolejnych kilkuset odcinkach tej popularnej polskiej telenoweli, stąd też tyle problemów wdarło się do udanego i wzorcowego małżeństwa Kingi i Piotra.
Młodzi Zduńscy dostąpili tego wielkiego szczęścia, o którym marzą wszyscy Polacy, i zostali jednymi z kilku szczęśliwców jacy trafili „szóstkę”, dzięki czemu udało im się zgarnąć prawie milion złotych po podziale głównej puli. Tu też została pokazana przez scenarzystów niesamowita „inteligencja” finansowa małżeństwa Zduńskich i ich najbliższej rodziny. Kinga i Piotr zainwestowali w „znakomite” aktywa, kupili sobie duży, ładny dom z ogrodem, gdzie zamieszkali i po jakimś czasie … wpadli w kłopoty finansowe. Zapomnieli o tym, że ta wygrana to był jedynie „zastrzyk” dużej gotówki i że oboje nie mają comiesięcznych, sporych dochodów, pozwalających na utrzymanie ich okazałej posesji oraz na życie w poczuciu bezpieczeństwa finansowego.
Jak naucza znany coach finansowy Robert T. Kiyosaki, autor światowego bestselleru „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, jest to właśnie jeden z najczęściej popełnianych błędów jakim jest nie przeznaczenie pieniędzy na prawdziwe aktywa, czyli mające przynosić dochód na bazie którego będzie się budować swoją finansową niezależność jako przedsiębiorca czy inwestor, tylko pozbycie się pieniędzy na rzeczy generujące jedynie koszty a nie przychody. Gdyby scenarzyści wszczepili młodym Zduńskim więcej inteligencji finansowej, wtedy mogliby dojść do wniosku, iż lepiej byłoby mieć mniejsze mieszkanie niż kosztowny dom – posiadłość i przez to dysponować jeszcze jakąś większą gotówką na zainwestowanie w prawdziwe aktywa, własny biznes czy „biznesik”, by mieć dodatkowy przychód pasywny (taki na który się nie pracuje), który w długim okresie z pewnością wpłynąłby pozytywnie na ich sytuację i bezpieczeństwo finansowe, do czego każdy w ten, czy w inny sposób dąży w swoim życiu. Najbliższa rodzina Kingi i Piotra także się nie popisała i nie wpłynęła na nich w żaden pozytywny sposób. Matka Piotra oraz jej aktualny mąż – doktor Rogowski, są współwłaścicielami prywatnej kliniki lekarskiej, więc nie można powiedzieć o nich, iż są „na bakier” z przedsiębiorczością, a jednak niczego dobrego nie doradzili młodym Zduńskim, a jedynie spokojnie zgadzali się z ich planami.
Jak to w serialu bywa, czarny scenariusz sprawdził się. Małżeństwo Zduńskich popadło jednak w tarapaty finansowe, kiedy okazało się, że spory dom, to spore koszty, a razem nie mają odpowiednio wysokich i rosnących zarobków, aby utrzymać swoją 3-osobową rodzinę i dom z ogrodem. Zduńscy żyją obecnie w napięciu, będąc bez oszczędności i martwiąc się czy nie stracą pracy, bo wtedy mieszkanie i utrzymywanie takiego domu, stanie pod znakiem zapytania. Posesję mogą oczywiście starać się sprzedać, jednak czy o taki rozwój zdarzeń chodziło im od początku? Nie przewidywali takich następstw swojej decyzji?
Ten zbieg nielogicznych decyzji i nieszczęśliwych wypadków można wytłumaczyć chyba jedynie tym, iż scenarzyści musieli zadbać o to, by coś się działo w kolejnych kilkuset odcinkach tej popularnej polskiej telenoweli, stąd też tyle problemów wdarło się do udanego i wzorcowego małżeństwa Kingi i Piotra.
Serialowa rodzina i przyjaciele
W naszych polskich serialach, na czele z „M jak miłość” i „Klanem”, relacje w rodzinie i między przyjaciółmi, a nawet znajomymi są wręcz wzorcowe, są takie jakich wszyscy życzylibyśmy sobie. Niesnaski, kłótnie, brak wzajemnego zainteresowania losem bliźniego z rodziny lub przyjaciół praktycznie nie występują, a gdy już zdarzają się (dla większego dramatyzmu na parę odcinków), są przelotne jak wiosenna bryza.
Gdy tylko ktoś z grona znajomych, czy w szczególności przyjaciół, ma jakieś kłopoty, wtedy wszyscy od razu ruszają z pomocą, są ogromnie zainteresowani jego losem, robią wszystko by pomóc i taka osoba nigdy nie jest pozostawiona samej sobie ze swoimi problemami.
Gdy trzeba znaleźć pracę, zaraz ktoś wynajduje, że tu i tu jest właśnie potrzebny pracownik.
Gdy komuś z najbliższego grona brakuje pieniędzy albo, co ciekawsze, gdy potrzebuje większej sumy (nawet rzędu kilku czy kilkunastu tysięcy złotych), wtedy wszystkie osoby robią zrzutkę i pożyczają ile mogą albo jeśli któraś z osób ma większą gotówkę, pożycza ją potrzebującemu i dodaje na końcu: „zwrócisz kiedy tylko będziesz mógł/mogła”. W serialach nie sprawdza się prawie nigdy zasada, że „z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach”.
W naszych polskich serialach, na czele z „M jak miłość” i „Klanem”, relacje w rodzinie i między przyjaciółmi, a nawet znajomymi są wręcz wzorcowe, są takie jakich wszyscy życzylibyśmy sobie. Niesnaski, kłótnie, brak wzajemnego zainteresowania losem bliźniego z rodziny lub przyjaciół praktycznie nie występują, a gdy już zdarzają się (dla większego dramatyzmu na parę odcinków), są przelotne jak wiosenna bryza.
Gdy tylko ktoś z grona znajomych, czy w szczególności przyjaciół, ma jakieś kłopoty, wtedy wszyscy od razu ruszają z pomocą, są ogromnie zainteresowani jego losem, robią wszystko by pomóc i taka osoba nigdy nie jest pozostawiona samej sobie ze swoimi problemami.
Gdy trzeba znaleźć pracę, zaraz ktoś wynajduje, że tu i tu jest właśnie potrzebny pracownik.
Gdy komuś z najbliższego grona brakuje pieniędzy albo, co ciekawsze, gdy potrzebuje większej sumy (nawet rzędu kilku czy kilkunastu tysięcy złotych), wtedy wszystkie osoby robią zrzutkę i pożyczają ile mogą albo jeśli któraś z osób ma większą gotówkę, pożycza ją potrzebującemu i dodaje na końcu: „zwrócisz kiedy tylko będziesz mógł/mogła”. W serialach nie sprawdza się prawie nigdy zasada, że „z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciach”.
Myślenie życzeniowe scenarzystów w materii jakości relacji w kręgu rodzinnym i znajomych, osiąga swoje apogeum.