
Teatry nie mają marketingowego potencjału kin. I całe szczęście, bo gdyby miały, zamiast trzech dzwonków, przed rozpoczęciem spektaklu słuchalibyśmy trzech bloków reklamowych, a w antrakcie - uczestniczyli w ankietach konsumenckich zleconych przez producenta kabanosów. Aby jednak utrzymać ten komfort odbioru, dyrektorzy teatrów muszą zapełniać sale, co w przypadku scen o bardziej artystycznym profilu bywa trudne. Warszawski teatrgaleria Studio przyciąga widzów zniżkami - sporymi.
Przez nową nazwę odwołuję się do interdyscyplinarnej tradycji tego miejsca, do czasów Józefa Szajny i Jerzego Grzegorzewskiego. To oni zaproponowali formułę takiego teatru w Studio w latach 70. i 90., kiedy było to jeszcze zupełnie nieoczywiste. Szajna nazwał tę instytucję: Teatr Studio Galeria. Chcąc kontynuacji tego kierunku, postawiłam na połączenie słów "teatr" i "galeria" w jedno. Szajna otworzył w Teatrze niezależną Galerię, żeby korzystać z doświadczeń sztuki współczesnej przy tworzeniu przedstawień. Wszystko to w zgodzie z myślą awangardy o teatrze jako o syntezie sztuk, gdzie każda z dyscyplin składająca się na spektakl traktowana jest na równych prawach.
Artykuł powstał we współpracy z Citi Handlowy.