Lewicowe partie zawsze dużo mówią o sprawach kobiet, ale czy są na ich obecność w polityce otwarte?
Dzięki opublikowanym w tym tygodniu badaniom Instytutu Spraw Publicznych, możemy ocenić jakie było podejście poszczególnych ugrupowań do udziału kobiet w wyborach parlamentarnych.
W 2011 odsetek kobiet na listach wyborczych przedstawiał się następująco: RP - 44,5% SLD - 44,4% PO - 43,4% PSL - 41,7% PiS - 39,8%. W tym zestawieniu różnice są minimalne, warto więc sięgnąć po kolejne. Spośród pań następujący odsetek został przez partie umieszczony na miejscach "biorących": PO - 37,8%, PiS - 24,7%, SLD - 22,6%, PSL - 16,1%. Tutaj zdecydowanym hegemonem jest Platforma, która ze wszystkich partii umieszczała panie na najlepszych miejscach. Niestety brakuje infografiki dotyczącej Ruchu Palikota. Po ostatecznych wynikach wyborów (ilości pań w poszczególnych klubach) można wnioskować, że odsetek ten w Ruchu nie był znaczący. PO - 72 posłanki (35% klubu), SLD - 5 posłanek (18,5%), PiS 29 posłanek (18%), PSL - 4 posłanki (14%), RP - 5 posłanek (12,5%).
W Sejmie otrzymaliśmy więc mało sfeminizowane kluby, a zdecydowanym liderem jest Platforma Obywatelska. Zdziwienie może budzić fakt, że najgorzej jeśli chodzi o obecność kobiet w klubach parlamentarnych wypadają ugrupowania lewicowe, które bardzo często nawiązują właśnie do poprawy sytuacji pań na wszelkich możliwych płaszczyznach. Można zaryzykować opinię, że decydenci w tych partiach dużo o prawach kobiet mówią, ale sami nie są do ich kompetencji specjalnie przekonani, stąd na listach spełniają one funkcję "dekoracyjną".
Zachęcam do zapoznania się z pełnym zestawem infografik i prezentacją Instytutu Spraw Publicznych.
