
Mieszkanka Kutna odpowiedziała na apel jednej z matek protestujących w Sejmie, która na Facebooku poprosiła o lek na padaczkę dla swojego dziecka. Protestujący są "uwięzieni" w budynku parlamentu, więc kobieta nie mogła go po prostu kupić. Pani Ewa zadeklarowała, że przywiezie go, jeśli będzie taka potrzeba. Protestujący w Sejmie mają wielu takich cichych bohaterów.
Są też osoby, które są cichymi bohaterami protestu. Pamiętacie sprawę skarpet od 80-letniej warszawianki? Paczka z prezentem od niej nie przeszła jednak przez drzwi Sejmu decyzją Kancelarii Sejmu. Musiała więc znaleźć inną drogę. Ostatecznie dostarczył ją niepełnosprawnym poseł PO Michał Szczerba.
Ostatecznie nasza rozmówczyni nie została poproszona o dostarczenie leku aż z Kutna. Zrobił to ktoś inny. – Nie wiem kto dostarczył ten lek. Ja po prostu w ten sposób chciałam pomóc i podałam swoje namiary, powiedziałam, że w razie czego można się ze mną skontaktować i ja ten lek przywiozę, ale do tej pory nie miałam telefonu od tej mamy – dodaje pani Ewa, która sama ma 20-letniego syna chorego na padaczkę oraz wnuka, który także cierpi na tą chorobę.
W sprawie leku udało nam się porozmawiać także z Katarzyną Milewicz, która wraz z mężem i dwiema córkami od początku protestu przebywa w Sejmie.
Katarzyna Milewicz docenia każdą pomoc, ale stwierdza, że protestujący czekają także na większy zryw.
Cieszymy się bardzo z tych kartek, za wsparcie w mediach, czy na portalach społecznościowych. Nam jednak zależy także na takim fizycznym zaangażowaniu się społeczeństwa. To nie jest tylko puste hasło, że każdy z nas kiedyś może być osobą niepełnosprawną. Każda kobieta może urodzić niepełnosprawne dziecko, dziecko może ulec wypadkowi, sami możemy mu ulec. Ten problem dotyczy nas wszystkich, każdego, nawet tych zdrowych i pełnosprawnych, bo w każdej chwili możemy stać sie osobami niepełnosprawnymi.
– I na pewno nikt nie chciałby znaleźć sie w takiej sytuacji jak my, że jesteśmy my kontra państwo. Potrzebny jest taki zryw, to jest czas, żebyśmy my, społeczeństwo, wykazali sie takim aktem odwagi i wsparli nas i pomogli nam, bo my chcemy zrobić coś nie tylko dla naszych dzieci, ale dla całego społeczeństwa – podsumowuje Katarzyna Milewicz.
