Lek na padaczkę chciała przywieźć do Warszawy aż z Kutna. Nieznani bohaterowie protestu w Sejmie

Kiedy protestująca w Sejmie Katarzyna Milewicz poprosiła na Facebooku o lek na padaczkę dla swojej córki, dostała wiele odpowiedzi z Warszawy i nie tylko.
Kiedy protestująca w Sejmie Katarzyna Milewicz poprosiła na Facebooku o lek na padaczkę dla swojej córki, dostała wiele odpowiedzi z Warszawy i nie tylko. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Mieszkanka Kutna odpowiedziała na apel jednej z matek protestujących w Sejmie, która na Facebooku poprosiła o lek na padaczkę dla swojego dziecka. Protestujący są "uwięzieni" w budynku parlamentu, więc kobieta nie mogła go po prostu kupić. Pani Ewa zadeklarowała, że przywiezie go, jeśli będzie taka potrzeba. Protestujący w Sejmie mają wielu takich cichych bohaterów.


Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Tkaczyk-Stawska, szefowa PAH Janina Ochojska, prezydent Lech Wałęsa i masa polityków opozycji to ci, którzy odwiedzili lub pomogli protestującym w Sejmie niepełnosprawnym.


Niektórzy z nich mogli odwiedzić osobiście rodziny i ich dzieci, które od ponad miesiąca koczują na posadzce korytarza sejmowego walcząc o poprawę bytu dla niepełnosprawnych w Polsce. Inni, tak jak Janina Ochojska, nie zostali wpuszczeni do budynku.

Ale protest niepełnosprawnych w Sejmie to nie tylko osoby otoczone kordonem strażników i wspierający je ludzie ze znanymi nazwiskami. To także dziesiątki, jak nie setki tysięcy głosów poparcia, które płyną z całej Polski.

"Państwo powinno pomóc tym biednym ludziom, żeby mogli godnie żyć i na pewno by ich tam nie było, gdyby byli zdrowi i mogliby podjąć pracę"; "Nie poddawajcie sie. Jesteście dzielni a my jesteśmy z wami"; "Wspieram was całym swoim sercem wraz z niepełnosprawnym wnuczkiem" – to tylko namiastka komentarzy, które pojawiają się pod postami na Facebooku publikowanymi przez protestujących.


Ludzie dobrej woli
Są też osoby, które są cichymi bohaterami protestu. Pamiętacie sprawę skarpet od 80-letniej warszawianki? Paczka z prezentem od niej nie przeszła jednak przez drzwi Sejmu decyzją Kancelarii Sejmu. Musiała więc znaleźć inną drogę. Ostatecznie dostarczył ją niepełnosprawnym poseł PO Michał Szczerba.



Do takich osób należy także Ewa Pogorzelska. Jakiś czas temu jedna z matek, która protestuje w Sejmie, Katarzyna Milewicz, zapytała na FacebookuL "czy jest ktoś w grupie z Warszawy lub okolic, kto swemu dziecku podaje Kepprę syrop i Relsed 10?". Dodała także, że leki potrzebne są natychmiast. Jedną z osób, które odpowiedziały na apel kobiety, była właśnie pani Ewa. Postanowiła pomóc, chociaż tak naprawdę nie zna pani Kasi ani jej dzieci.

– Nie znam ich, natomiast wiem, że jej córka choruje na padaczkę – mówi naTemat Ewa Pogorzelska. – Mój syn również choruje na padaczkę i wiem, że to jest lek, który ratuje życie i przerywa atak. Więc skoro pani strajkuje już tyle dni i nie była na tyle dni przygotowana, to zdaję sobie sprawę, że nie wzięła ze sobą dużego zapasu tego leku. Jeżeli umieściła taki post, no to solidarnie, bo solidaryzuję sie z mamami, które tam strajkują, po prostu w ten sposób chciałam im pomóc.

Ostatecznie nasza rozmówczyni nie została poproszona o dostarczenie leku aż z Kutna. Zrobił to ktoś inny. – Nie wiem kto dostarczył ten lek. Ja po prostu w ten sposób chciałam pomóc i podałam swoje namiary, powiedziałam, że w razie czego można się ze mną skontaktować i ja ten lek przywiozę, ale do tej pory nie miałam telefonu od tej mamy – dodaje pani Ewa, która sama ma 20-letniego syna chorego na padaczkę oraz wnuka, który także cierpi na tą chorobę.

Pomoc jest, ale liczymy na zryw
W sprawie leku udało nam się porozmawiać także z Katarzyną Milewicz, która wraz z mężem i dwiema córkami od początku protestu przebywa w Sejmie.

– Odzew był błyskawiczny, zgłosiło się wiele osób, także mamy już sporą ilość tych leków – mówi pani Katarzyna.

Ale Ewa Pogorzelska nie tylko takim gestem wsparła protestujących. Sama nie może osobiście pojawić się pod Sejmem, więc wysłała kartkę. – Wysłaliśmy mailowo do Sejmu kartki popierające i wspierające tych rodziców, także w jakikolwiek sposób staram się pomóc – podkreśla.

Katarzyna Milewicz docenia każdą pomoc, ale stwierdza, że protestujący czekają także na większy zryw.
Katarzyna Milewicz
mama niepełnosprawnych Madzi i Wiktorii, protestująca w Sejmie

Cieszymy się bardzo z tych kartek, za wsparcie w mediach, czy na portalach społecznościowych. Nam jednak zależy także na takim fizycznym zaangażowaniu się społeczeństwa. To nie jest tylko puste hasło, że każdy z nas kiedyś może być osobą niepełnosprawną. Każda kobieta może urodzić niepełnosprawne dziecko, dziecko może ulec wypadkowi, sami możemy mu ulec. Ten problem dotyczy nas wszystkich, każdego, nawet tych zdrowych i pełnosprawnych, bo w każdej chwili możemy stać sie osobami niepełnosprawnymi.


– I na pewno nikt nie chciałby znaleźć sie w takiej sytuacji jak my, że jesteśmy my kontra państwo. Potrzebny jest taki zryw, to jest czas, żebyśmy my, społeczeństwo, wykazali sie takim aktem odwagi i wsparli nas i pomogli nam, bo my chcemy zrobić coś nie tylko dla naszych dzieci, ale dla całego społeczeństwa – podsumowuje Katarzyna Milewicz.