
Dziennik "Fakt" poinformował, że w aktach sprawy dotyczącej śmierci Igora Stachowiaka znajdują się szokujące informacje. Gazeta podaje, że dotarła do dowodów, które wskazują, że komendant policji wiedział o tragedii, która rozegrała się we wrocławskim komisariacie w 2016 r. Okazuje się bowiem, że już kilka dni po śmierci mężczyzny funkcjonariusz podpisał sprawozdanie, w którym zostały opisane tragiczne wydarzenia na posterunku.
REKLAMA
"Fakt" podaje, że już dziewięć dni po śmierci Igora Stachowiaka komendant Jarosław Szymczyk wysłał do Wrocławia grupę policjantów. Ci przekazali mu kompletne informacje o tym, co przydarzyło się 25-latkowi. Zespół kontrolny z Komendy Głównej Policji powiadomił m.in. o zapięciu kajdanek z przodu, użyciu paralizatora, trzygodzinnym przeszukiwaniu po zatrzymaniu, które było niezgodne z przepisami. Pod dokumentem znalazł się podpis komendanta Jarosława Szymczyka.
Przypomnijmy, że Igor Stachowiak zmarł we wrocławskim komisariacie latem 2016 r. po torturach paralizatorem w toalecie. Stanowiska stracili wówczas komendant wojewódzki policji Arkadiusz Golanowski, jego zastępca Piotr Niziołek, komendant miejski Dariusz Kokonarczyk i Arkadiusz Małecki, który był komendantem miejskim w dniu śmierci Igora Stachowiaka. Po tym, jak wyciekł film z torturami przeprowadzonymi na Stachowiaku, Jarosław Szymczak powiedział: "To, co zobaczyłem, wstrząsnęło mną niesamowicie. Trzeba było podjąć natychmiastowe działania, aby osoba, która dopuściła się takiego zachowania, przestała nosić mundur".
źródło: "Fakt"
