
Tego nie mówili żadnemu dziennikarzowi na studiach, ani w trakcie przygotowania do zawodu. Hejt, z którym przyjdzie im się mierzyć, momentami przerasta najszczersze wyobrażenia. Przekonaliśmy się o tym w naTemat za sprawą Zbigniewa K., radcy prawnego, który od wielu miesięcy nękał naszych dziennikarzy mailami z wyzwiskami, obelgami, a z czasem także mniej lub bezpośrednimi groźbami. Dziś dowiedzieliśmy się, że walka z hejtem ma sens. Okręgowy Sąd Dyscyplinarny skazał mężczyznę na kilka lat zakazu wykonywania zawodu! Poniżej możecie zobaczyć, za co dokładnie.
Nasza "znajomość" z Panem Zbigniwem K. trwa już dość długo, bo od 2016 roku. Na początku wiadomości, które przychodziły z oficjalnego maila jego kancelarii radcy prawnego (!) nie wyróżniały się z morza innych, również hejterskich. Po czasie okazało się, że mężczyzna nie zamierza odpuścić. Wyjątkowo zajadle zasypywał naszych dziennikarzy mailami z wyzwiskami, obelgami, a także groźbami. Charakteryzował je brak ładu i składu, chamstwo i swoisty "strumień świadomości".
Maile nie ustępowały, a wręcz się nasilały, dlatego z racji pełnionego przez niego zawodu, zgłosiliśmy sprawę do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach. Tamtejszy Sąd Dyscyplinarny rozpatrzył sprawę i skazał go ówcześnie na 10 tys. złotych kary pieniężnej oraz pokrycie kosztów postępowania.
To jednak nie był koniec sprawy. Maile wcale nie przestały przychodzić. Ba, wydawało się jakby było ich więcej. W naTemat nie ma chyba dziennikarza, który by choć raz nie dostał od niego obraźliwej wiadomości. Jako że nosiło to znamiona nękania i naruszania dóbr osobistych dziennikarzy, a także realnych gróźb, ponowiliśmy zgłoszenie sprawy do Okręgowej Izby Radców Prawnych.
To przyniosło skutek, bo właśnie dzisiaj do naszej redakcji wpłynęły dwa pisma w tej sprawie. W każdym z nich mężczyzna został uznany za winnego zarzucanych mu czynów. Na podstawie ustawy o radcach prawnych i Kodeksu Etyki Radcy Prawnego wymierzono mu karę zakazu wykonywania zawodu radcy prawnego na czas dwóch lat, a także zakaz sprawowania patronatu na czas dziesięciu lat. Obciążono go także kosztami postępowania dyscyplinarnego w wysokości 1235,80 zł. Wyroki nie są prawomocne i Zbigniewowi K. przysługuje do nich prawo odwołania.
Podczas przesłuchania obwiniony przyznał się do zarzucanych mu czynów, twierdząc, że jako obywatel ma prawo reagować w ten sposób na artykuły naTemat. W uzasadnieniu czytamy, że Zbigniew K. nie uważa, aby jego postawa naruszała zasady etyki zawodu radcy prawnego.
Okręgowy Sąd Dyscyplinarny stwierdził, że każdy ma prawo do wyrażania swoich przekonań i własnych poglądów, ale sposób w jaki robił to Zbigniew K. z pewnością jest rażąco nieodpowiedni. "Obwiniony (...) odnosił się do intelektu dziennikarzy, dyskredytując go w sposób oczywisty, a także do ich cech osobistych, wyglądu, wagi czy wreszcie - co jest szczególnie naganne - nawet powoływał się na rodzinę jednej z osób, odnosząc się do śmierci rodziców i ewentualnej wizyty jego osoby na cmentarzu wraz z opisem ewentualnego tam działania" – czytamy w uzasadnieniu.

OSD bez cienia wątpliwości stwierdza, że takie zachowanie nie przystoi żadnemu obywatelowi, a już zwłaszcza radcy prawnemu. Żeby tego było mało, on sam wysyłał to z oficjalnego maila powiązanego z jego kancelarią i nie wykazał żadnej skruchy. Dodatkowo – poza zakazem pełnienia funkcji radcy prawnego w określonym czasie – zabroniono mu obejmowania patronatem przyszłych radców prawnych, argumentując to faktem, że wartości przekazywane przyszłym radcom przez taką osobę raczej nie będą zgodne z etyką.
Pozostaje mieć nadzieję, że ktokolwiek wyciągnie z tego nauczkę.
