Sprawdziłem, co potrafią usportowione modele Skody. To szkolenie to odpowiedź na potrzeby Polaków

W trakcie Akademii RS nie ma żartów z prędkością. Fot. naTemat
Pisk opon w zakrętach, ruszanie przy wykorzystaniu procedury startu, dynamiczne pokonywanie slalomu. Z czym wam się to kojarzy? Coraz częściej także ze Skodą, ponieważ usportowione modele czeskiego producenta są coraz popularniejsze w Polsce. Na poznańskim autodromie właśnie odbyła się pierwsza edycja Akademii RS organizowanej w ramach Skoda Auto Szkoła. To miejsce dla każdego, kto chce poprawić swoje umiejętności i nauczyć się dynamicznej jazdy.

32 stopnie w cieniu i rozgrzana, gigantyczna asfaltowa płyta. A po środku tego wszystkiego stoją ustawione w rzędzie sportowe modele Skody: octavie RS oraz superby sportline. Tak przywitała mnie stolica Wielkopolski, gdzie udałem się w jednym celu: na własnej skórze sprawdzić się podczas pierwszej Akademii RS. Po co to całe zamieszanie? – Od wielu lat obserwujemy, że klienci coraz częściej decydują się na bardziej usportowione wersje naszych aut. Ten trend sprawia, że musimy odpowiedzieć na potrzeby związane z edukowaniem kierowców, którzy sięgają po takie modele. Stąd pomysł na Akademię RS – mówi mi Hubert Niedzielski, specjalista ds. komunikacji marki Skoda.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Spotykamy się pod samym Poznaniem na Autodromie. To miejsce dla osób, które chcą podnieść swoje umiejętności w wielu aspektach. Zlokalizowany przy samej autostradzie (bardzo łatwo tam dojechać) obiekt poraża swoim rozmachem. Sama płyta poślizgowa z trzema rzędami automatycznie sterowanych kurtyn wodnych ma 100 metrów – a to tylko niewielki wycinek całego obiektu. Jest tu i szarpak, i wysokie wzniesienie, które wymaga od kierowcy dużej odwagi – gdy pierwszy raz starałem się je pokonać, zorientowałem się, że zupełnie nie widzę, gdzie jadę. Z drugiej strony równie dobrze mogłaby być przepaść, a ja i tak dowiedziałbym się o tym dopiero na jej dnie. Kto zjedzie, ten szybko się jednak przekona, że gwałtowny spadek kończy się równie gwałtownym wirażem.

Ale zanim kursanci zaczną sprawdzać swoje umiejętności na tym obiekcie, trzeba swoje "odsiedzieć". Dzień bowiem zaczyna się od… teorii. Najpierw wszyscy muszą się poznać – zarówno kursanci jak i instruktorzy – a później trzeba zapoznać się z planem dnia. I nawet po tym czasie nie zaczyna się nerwowy bieg do szybkich samochodów – na wszystkich czekają przecież skody octavie RS oraz superby w wersji Sportline. Zamiast tego trzeba najpierw nauczyć się odpowiedniej pozycji za kierownicą. Nie każdy wie, ale jazda po torze wymaga zupełnie innego ustawienia fotela niż typowa, codzienna, "półleżąca" poza.
Co wiesz o bezpiecznej jeździe?
W trakcie szkolenia panuje bardzo swobodna, wręcz przyjacielska atmosfera. Aż do momentu, kiedy zbliża się pierwszy moduł – dotyczący awaryjnego hamowania. Instruktor zabiera wszystkich do zamkniętego pomieszczenia tuż obok płyty i żarty się momentalnie kończą.

Już jego pierwsze pytanie pokazuje, jak wielkie zaległości mamy jako naród w kwestii bezpiecznej jazdy, nie mówiąc już o jeździe dynamicznej. – Jak hamujemy awaryjnie, z pedałem sprzęgła czy bez? – pada pytanie. Odpowiedzi są rozbieżne. Część osób twierdzi, że sprzęgła nie wolno dotykać aż do ostatniego etapu hamowania. Ale są i tacy, którzy energicznie w nie kopią od razu – tak jak w pedał hamulca. – To dopiero początek, a już pojawia się polemika – mówi z uśmieszkiem instruktor.
Dla tych, którzy nie wiedzą – kopiemy nie tylko w hamulec, ale i w sprzęgło. Bez sprzęgła możemy zdławić silnik, przez co przestaną działać systemy wspomagające nas – choćby ABS. A skody mają zresztą wiele dodatkowych systemów: elektroniczną blokadę dyferencjału XDS+ czy DSR, który potrafi wykonać manewr kontrujący kierownicą w czasie poślizgu i generalne jest rozszerzeniem kontroli trakcji. Skoro mamy to na pokładzie, to dlaczego z tego nie korzystać?


Ale tyle wstępu – i w końcu wsiadamy do aut, aby sprawdzić się przy hamowaniu awaryjnym. Co z tego zapamiętałem? Na pewno to, co się dzieje z autem, w trakcie nagłej zmiany rodzaju nawierzchni. Zatrzymać sprawne technicznie auto na suchym asfalcie to żadna sztuka. Ale już zupełnie inaczej było, kiedy trzeba było awaryjnie zatrzymać się na płycie poślizgowej. A jeszcze większe wrażenie robi hamowanie, w trakcie którego wpada się z nawierzchni mokrej na suchą. Jakby ktoś nagle podczepił z tyłu pod hak kilkutonowy głaz.
– Najczęstszym błędem jest brak naszej świadomości, co może stać się z autem w trudnych warunkach – mówi mi Daniel. To jeden z kilku instruktorów, towarzyszy mi podczas próby awaryjnego hamowania. – Na szkoleniach pokazujemy, co może się stać, jeśli nie dostosujemy prędkości do panujących na drodze warunków – dodaje.

Hamowanie to tylko początek
Powiedzmy jednak, że kopnąć mocno w pedał hamulca potrafi każdy. Ale po chwili na tej samej płycie poślizgowej wszyscy musimy poradzić sobie ze slalomem. A to już zdecydowanie wyższa szkoła jazdy. To próba, która wymaga delikatnego operowania nie tylko gazem, ale i kierownicą. Nerwowe "dokręcanie" kół w kierunku, gdzie chcemy skręcić, gdy auto jedzie prosto, tylko pogarsza sprawę – opony mają jeszcze mniejszy kontakt z nawierzchnią.
– Delikatny ruch na kierownicy, płynna jazda. Jeśli auto traci przyczepność, niech nas nie kusi próba dodania gazu. Bardzo istotną rzeczą jest prawidłowa obserwacja drogi i delikatne ruchy rąk na kierownicy – tłumaczy Daniel, który pokazuje mi prawidłowe wykonanie tego ćwiczenia.

Kursanci tymczasem mają coraz większe problemy. Pojawiają się pierwsze poślizgi i pierwsze staranowane pachołki. Bo choć superby są wyposażone w napęd 4x4, a octavie RS mają elektroniczną blokadę mechanizmu różnicowego, najważniejszy jest człowiek. Zwłaszcza że prędkości na torze są duże – nawet pod 100 kilometrów na godzinę w niektórych próbach.– Ale właśnie o to w tym wszystkim chodzi – to prędkość najbardziej odróżnia Akademię RS od "zwyczajnych" szkoleń realizowanych przez Skodę na Autodromie.
– Szkolenie łączy bezpieczeństwo jazdy, które jest dla nas najważniejsze, ze sportowymi akcentami. Można zapoznać się z naszymi autami z gamy RS. Sam staram się przekazać uczestnikom techniki sportowej jazdy, ale wszystko jest zgodne z programem Skoda Auto Lab – mówi mi Mikołaj Marczyk. To niekwestionowana "gwiazda" szkolenia, kierowca rajdowy w zespole Skoda Polska Motorsport.

Każda kolejna próba jest trudniejsza. Niedługo po slalomie trafiamy na zalany wodą okrąg, gdzie trzeba jeździć... w kółko. Ale bynajmniej nie z prędkością 5 kilometrów na godzinę. Zaczynają się poślizgi. Jedne bardziej kontrolowane, drugie... No każdemu zdarza się obrócić auto.
Mikołaj Marczyk
Kierowca rajdowy zespołu Skoda Polska Motorsport

Każdy moduł Akademii RS odbywa się na wyższych prędkościach, a do tego mamy moduły zorientowane na sport: pokaz procedury startu czy próbę sportową po naszym torze.

Ostateczny test na koniec dnia
Potem przychodzi czas na kolejne "atrakcje". W trakcie pokazu dynamicznego każdy może zobaczyć, jak wydłuża się droga hamowania wraz ze wzrostem prędkości. Próba opanowania auta na płycie poślizgowej po spotkaniu pierwszego stopnia to kolejny moment, kiedy auta obracają się jedno po drugim.

Ale z minuty na minutę jest coraz lepiej. – Na początku szkolenia wyglądało to różnie. Teraz po kilku modułach widać już duży progres u naszych kursantów, jeśli chodzi o doskonalenie techniki jazdy – mówi z satysfakcją instruktor Daniel.
Na koniec przychodzi "próba ostateczna" – próba sportowa. To kolejny istotny wyróżnik Akademii RS. W jej trakcie każdy uczestnik kursu musi wykorzystać wszystko to, czego się nauczył, i ponownie pokonać tor złożony ze wszystkich modułów. A na dodatek pojawia się presja czasu. – Próba sportowa to nieodłączny element każdej Akademii RS. W jej trakcie kursanci siadają za kierownicą skody octavii RS i pokonują tor złożony ze wszystkich modułów na czas. W trakcie jazdy musimy więc łączyć wiedzę, którą zdobyliśmy podczas całego dnia szkolenia. Nie wystarczy jednak szybko pokonać okrążenie – trzeba jeszcze nie popełnić żadnego błędu po drodze, bowiem np. taranowanie słupków jest karane czasowo – mówi Mikołaj Marczyk.

I nagle zbliża się godzina osiemnasta. Całodzienne szkolenie powoli dobiega końca. Wszyscy są zmęczeni, ale i szczęśliwi. – Rocznie pokonuję około 60 tysięcy kilometrów. To niby są podstawy, ale dobrze od czasu do czasu sobie przypomnieć, jak zachowywać się na drodze. W skrajnych sytuacjach ta wiedza się przydaje – mówi mi jeden z uczestników kursu.
– Takie miejsca uczą pokory. Może nam się wydawać, że jesteśmy sprawni na drodze, mamy dużą pewność siebie, ale w wielu drogowych sytuacjach warto mieć tę wiedzę, którą można zdobyć tutaj, na torze – dodaje Hubert Niedzielski. On sam brał udział w wielu szkoleniach Skody, ale z Akademią RS jeszcze się nie zmierzył.

A dla kogo jest to miejsce? – Nie tylko dla tych, którzy mają usportowioną skodę. Także dla tych, którzy się z takim zakupem dopiero noszą – podsumowuje Niedzielski.

Artykuł powstał we współpracy ze Skodą.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...