
Wydawać by się mogło, że w centrum Warszawy znajdziemy masę lokali, w których możemy zjeść i napić się po północy. Być może tak jest w weekend, jednak w ciągu tygodnia wiele restauracji otwartych jest maksymalnie do północy. Dla tych, którzy są nocnymi markami, to zdecydowanie za krótko. Co innego twierdzą warszawscy restauratorzy.
Wtedy jako jeden z nielicznych otwarty był bar, gdzie można było wypić tylko piwo. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Jednak bary i kluby nocne rządzą się swoimi godzinami, ale co z lokalami, w których chcielibyśmy wypić nie tylko piwo, ale też coś zjeść w godzinach późno wieczornych. Nawet jeżeli są dłużej otwarte, to i tak tam nie zjemy. W niektórych miejscach, tak jak przykładowo w restauracji "Z 57" na Saskiej Kępie, kuchnia zamykana jest o 22:00, ale bywa, że sama restauracja otwarta jest nawet do ostatniego klienta.

Każde miejsce ma swoją charakterystykę i te godziny otwarcia są dostosowane do potrzeb gości. Jeżeli widzimy, że większość zbiera się po 22:00, to dla nas jest to znak, że te godziny otwarcia się prawidłowe. Zawsze będzie jedna, lub kilka osób, które przyjdą pięć minut po zamknięciu restauracji i będą zaskoczone, że nie mogą już nic zamówić. Moim zdaniem, to sami ludzie, mieszkańcy Warszawy wyznaczają rytm, jak te knajpy pracują.
Tym bardziej, że w centrum miasta, tak jak na ulicy Poznańskiej, dookoła znajdują się kamienice zamieszkane przez Warszawiaków. I to właśnie ze względu na nich dba się o to, żeby cisza nocna nie została zakłócona. Głównie chodzi o letnie ogródki, w których przesiadują goście. Te potrafią być zamykane już o 22:00, co nie znaczy, że cały lokal przestaje funkcjonować o tak wczesnej porze. Przykładowo w lokalu "Beirut", w którym znajdziemy kuchnię bliskowschodnią, ogródek funkcjonuje do 22:00, natomiast knajpa czynna jest od poniedziałku do niedzieli do 02:30 w nocy.
Czy to, że w wielu lokalach nie można już nic zamówić po godzinie 24:00, przeszkadza gościom? Niektórym zdecydowanie tak. – Mieszkam w Warszawie od niedawna i jeszcze nie znam wielu miejsc. Jeżeli idę coś zjeść późno albo napić się na tygodniu, to wybieram centrum. Jedną z knajp poleciła mi koleżanka. Gdy tam poszłam, to musiałam obejść się smakiem, bo ostatnie zamówienia na jedzenie przyjmowane były o 22:30, a ja byłam trochę później – mówi nam Milena.
