Tate Modern - jedna z najbardziej znanych galerii sztuki w Londynie
Tate Modern - jedna z najbardziej znanych galerii sztuki w Londynie Fot. Anna Burdzanowska / Agencja Gazeta

W zeszłym miesiącu British Museum otworzyło pierwszą w Wielkiej Brytanii, i być może w Europie, wystawę dotyczącą Hajj – tradycyjnej dla wyznawców Islamu pielgrzymki do Mekki. Po wyjściu z wystawy miałam jednak mieszane odczucia. Oczekiwałam szczegółów dotyczących wymiaru duchowego i religijnego tego fascynującego, a nieznanego nam rytuału, a otrzymałam sztampowy katalog turystyczny miejsca, którego i tak nie będę mogła zwiedzić, jako że pielgrzymka zamknięta jest dla nie-muzułmanów.

REKLAMA
Powód? Wystawa zorganizowana jest we współpracy z Arabią Saudyjską i muzułmańską filią banku HSBC, co oznacza, że finansowana jest w równym stopniu przez rząd brytyjski, jak i te dwie instytucje. Cóż, każdy radzi sobie, jak może – w październiku 2010 roku konserwatywny rząd Davida Camerona zdecydował o radykalnych cięciach w budżecie, w tym o prawie 30% obniżce środków na kulturę. Budżet brytyjskiego odpowiednika Ministerstwa Kultury, Departamentu ds. Kultury, Mediów i Sportu ma zostać planowo obniżony z 2 miliardów funtów do 1,1 miliarda w 2014 roku.
W Wielkiej Brytanii, która jest światowym pionierem wspierania kultury z publicznych pieniędzy, jest to odwrót o 180 stopni od tradycyjnej polityki w tej dziedzinie. Rząd brytyjski jako pierwszy na świecie ustanowił w latach 40. instytucję, która niezależnie od obecnej linii partii rządzącej miała dystrybuować środki publiczne na kulturę i sztukę, dziś znaną jako Arts Council. To właśnie przez nią, a nie przez upolitycznione ministerstwo, przechodzi obecnie ponad 50% publicznych dotacji. Z przerwą na rząd Margaret Thatcher, która obcięła dotację dla kultury, ale za to wprowadziła ułatwienia dla prywatnych sponsorów, do tej pory wspieranie sztuki pozostawało priorytetem dla wszystkich rządów brytyjskich, zgodnie z tradycją Johna Maynarda Keynesa, swego czasu przewodniczącego Arts Council.
Oto odwieczny dylemat rządów w okresach kryzysu: czy finansowanie instytucji kultury z pieniędzy publicznych w momencie, gdy ważą się kwestie na pierwszy rzut oka bardziej priorytetowe, takie jak emerytury i zasiłki socjalne, jest moralne i przede wszystkim niezbędne? Odpowiedź twórców sztuki jest oczywista – kultura jest tym, co wewnętrznie spaja społeczeństwo (tym bardziej, że żyjemy w czasach największych nierówności społecznych od ponad 50 lat), wyzwala kreatywność i w końcu procentuje nie tylko w wymiarze abstrakcyjnym, ale także w formie zysków do budżetu.
Kultura protestuje…
Reakcja opinii publicznej na cięcia była jednoznacznie negatywna; Polly Toynbee, felietonistka Guardiana, nazwała plan budżetowy „aktem wanadalizmu“. Pracownicy Departamentu ds. Kultury, Mediów i Sportu zorganizowali akcję protestacyjną „Don’t Go Breaking My Art“, w ramach której przebrani za premiera Davida Camerona i wicepremiera Nicka Clegga i leżąc we wspólnym łóżku prosili przechodniów o wypisywanie pocztówek z powodami, dla których kochają sektor państwowy (gdyby tylko nasi górnicy wykazali się podobną kreatywnością...).
Cięcia dotyczą jednak głównie kosztów administracyjnych (brytyjską opinię publiczną boli najbardziej likwidacja prawie 500 tysięcy etatów w sektorze publicznym) i muzeów publicznych, które jednocześnie dostały autoryzację na sięgnięcie po rezerwy finansowe pochodzące głównie od prywatnych darczyńców, które ogółem wynoszą 285 milionów funtów. Dzięki temu utrzymane zostanie darmowe wejście do muzeów, flagowa reforma rządu labourzystów z 2001 roku.
…rząd mówi Olimpiada
Na zarzuty krytyków David Cameron ma jednak gotową odpowiedź - London’s Cultural Olympiad, program wydarzeń kulturalnych organizowanych w ramach przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w lecie 2012. Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że wystartował on już w 2008 . Krytykowany za apatyczność, ruszył z rozmachem dopiero w 2010, kiedy koordynację powierzoną właściwej osobie na właściwym miejscu, Ruth Mackenzie, wieloletniej organizatorce słynnego festiwalu w Bradford. Dysponując budżetem 94 milionów funtów, zaplanowała ona ponad 1,000 wydarzeń kulturalnych, w przeważającej większości darmowych, dla planowanych 10 milionów widzów. Jest wśród nich między innymi akcja „Bus-Tops“, czyli instalacje artystyczne na wiatach przystanków autobusowych, festiwal muzyczny w Hackney Marshes we wschodnim Londynie i World Shakespeare Festival, 37 przedstawień sztuk Szekspira w 37 różnych językach.
Muzea zareagowały na na obniżenie środków finansowych jak na sektor kreatywny przystało – współpracą artystyczną i podziałem kosztów. Royal Ballet i National Gallery przygotowują program artystyczny, który łączy ekspozycję obrazów Tycjana z inspirowanymi jego twórczością dziełami sztuki współczesnej oraz trzema baletami na podstawie trzech konkretnych obrazów. Interesujące jest to, że większość środków na London Cultural Olympiad pochodzi nie z dotacji państwowych, ale z National Lottery, brytyjskiego odpowiednika totalizatora sportowego. Duża część jej zysków jest przekazywana na tzw. „good causes“ i od czasu jej założenia w 1994 roku zarobiła ponad 20 miliardów funtów na rzecz kultury i sztuki. Cóż, dobrze, że to właśnie w czasach kryzysu wszelkiego rodzaju gry losowe osiągają szczyt powodzenia...