
A gdyby tak… rzucić to wszystko i zamieszkać w vanie? O Bieszczadach nawet nie wspominam, to już przecież oklepany motyw. Są jednak tacy, co decydują się na ten szalony krok. Rezygnują z dotychczasowego poukładanego życia i opuszczają strefę komfortu na rzecz życia w zgodzie z naturą.
Nie trzeba być wykwalifikowanym socjologiem, żeby stwierdzić, że ludzi pociągają historie osób, które mają odwagę żyć w zgodzie ze sobą, podróżować, cieszyć się słońcem i - mówiąc ogólnie - odkrywać prawdziwą wolność. A jeśli te wszystkie parametry kumulują się w jednej osobie, sukces murowany. Trudno jednak nazwać sukcesem coś, co z założenia było ucieczką od sukcesu. A jednak.
Philippe Leblond jeszcze trzy lata temu był modelem, który wiódł typowe dla tego zawodu życie. Niby miał piękny dom w Beverly Hills, ale sporo podróżował po świecie, realizując kolejne kampanie. Żył na walizkach. Weekendy upływały mu na imprezach i życiu towarzyskim. I tak tydzień za tygodniem. Przed 30. urodzinami Leblond stwierdził, że nie czuje się szczęśliwy i chciałby coś zmienić. Tym, co go zawsze fascynowało i pociągało, była natura i piękno przyrody. Dlatego kupił vana i ruszył w podróż z Los Angeles do Vancouver, odwiedzając po drodze wszystkie parki krajobrazowe. W ten sposób złapał bakcyla i - jak wyznaje w wywiadach - wrócił do Los Angeles uzależniony od życia w vanie. To był początek nowego etapu.
Model wybrał minimalistyczny styl życia. Zamieszkał w vanie, w którym spędza obecnie 365 dni w roku, podróżując po Ameryce. W vanie znajduje się miejsce do spania, półki na ubrania (które nie są niczym osłonięte, co uczy go spokojnej jazdy samochodem, jak sam żartuje w wywiadach) oraz deski do surfingu i snowboardu. Gotuje sobie sam. – Nigdy żaden nauczyciel nie mówił mi, jak mam żyć. Jedyne, co słyszysz w młodości, to ”żyj zgodnie z zasadami”. Życie w vanie i kontakt z przyrodą to najlepsza szkoła życia. Wiele się dowiedziałem o sobie: czego naprawdę chcę, dokąd chcę się udać i co chcę robić. Wówczas wszystko staje się wyjątkowe. Mieszkałem w wielkim domu w Beverly Hills, ale nie byłem szczęśliwy. Zamieniłem to na życie w vanie i… jestem teraz tysiąc razy bardziej spełniony. To trochę tak jakbyś zapytał Dalaj Lamę lub Boba Marleya czy byli bogaci. Nie jestem bogaty, ale życie w vanie uczyniło mnie milionerem – mówi w wywiadzie przeprowadzonym przez Dylana Magastera na YouTube.
Mimo że karierę w modelingu dawno zamknął, wszystko wskazuje na to, że nadal żyje z sesji. Agencję zamienił jednak na Instagram - to właśnie tutaj jego życie i przygody śledzi prawie 300 tys. osób. Leblond chętnie dzieli się ze swoimi obserwatorami nietypową codziennością i zachęca do realizowania swoich pasji oraz do podróżowania. ”Lepiej zobaczyć coś raz niż słuchać o tym tysiąc razy” – pisze pod jednym ze zdjęć. Tym, co wyróżnia jego Instagram na tle innych profili o podróżach, jest - poza życiem w vanie - poczucie humoru. Trudno również przemilczeć urodę Leblond, na którą nie pozostają obojętne również fanki obserwujące jego profil. Przez grzeczność jednak motyw ten podkreślam w ostatnim zdaniu.
