
Na sto procent mieliście wątpliwą przyjemność zobaczenia tej reklamy w telewizji. W końcu w trakcie przerwy w spotkaniu jest wyświetlana nie raz, a co najmniej trzy. Po ostatnich klęskach reprezentacji, Grupa Lotos mogłaby się zastanowić, czy nadal warto katować nią kibiców.
REKLAMA
Kiedy po meczu z Kolumbią na ekranie telewizora wyświetliła się reklama Grupy Lotos z euforycznym hasłem "Kibicujmy naszym", gul na szyi rozrósł się do rozmiarów zagrażających życiu. Jednak to nie felerne zrządzenie losu jest największym minusem reklamówki. Po prostu, klip jest niezwykle irytujący.
Po pierwsze reklama jest strasznie głośna. Jej kolejnym mankamentem są nieautentyczne wybuchy euforii kibiców. Najbardziej wkurzające elementy reklamy to jednak fakt, że w trakcie 15-minutowej przerwy, klip jest wyświetlany kilkukrotnie. Druga rzecz to kibic rozkładający skrzydła. Dlaczego jego twarz musi być dosłownie wszędzie? W trakcie jednej przerwy meczowej jest pokazywany kilkakrotnie, od strony technicznej reklama jest przygotowana w taki sposób, że jego twarz mnoży się na ekranie.
Po klęskach reprezentantów Polski, padające w reklamie hasła, mogą obrócić się przeciwko reklamodawcom. Kibice są rozsierdzeni, czego upust dają w licznych komentarzach w mediach społecznościowych. Dlatego aktualnie slogan: "Wsparcie kibiców odbija się w sukcesach naszych piłkarzy" jest trafiony jak kulą w płot.
– W PR jest takie pojęcie - "krótkotrwałe koszty kryzysu". Musimy zapłacić cenę za kryzys, zdjąć felerny towar, albo "zdjąć" kogoś, kto za kryzys odpowiada – mówił INN:Poland Zbigniew Lazar, szef agencji Modern Corp. – Jeżeli bohater naszej kampanii nie dokona już nic nadzwyczajnego, to towar powinien już iść na przemiał. Jak z napojami: jeżeli w jednej butelce napoju wykryto jakieś chemikalia, trzeba wycofać całą partię – wyjaśniał.
