Porównują go do Almodovara i Hitchcocka. Jego “Neapol spowity tajemnicą” właśnie wchodzi do polskich kin

"Neapol spowity tajemnicą" - najnowszy film Ferzana Ozpetka w kinach od 3 sierpnia
"Neapol spowity tajemnicą" - najnowszy film Ferzana Ozpetka w kinach od 3 sierpnia Fot. materiał yprasowe
Prosta historia: pojawił się nie wiadomo skąd na przyjęciu u jej znajomych. Stwierdził, że jest najpiękniejsza na świecie, a ona zdecydowała, że mu uwierzy. Spędzają u niej noc, której szczegóły której reżyser bardziej zachowawczy niż Ferzan Özpetek pewnie w większości by pominął. W “Neapolu spowitym tajemnicą” w warstwie wizualnej nie ma niedopowiedzeń. Co innego w fabularnej. Następnego dnia ona i on mają się spotkać znowu. Umówili się w muzeum, do którego on nigdy nie dotrze. Ona, zrezygnowana wraca do pracy, gdzie on niespodziewanie ją "odwiedza". Ona jest patologiem sądowym. On jest martwy. Prosta historia komplikuje się, gdy w jej życiu pojawia się brat-bliźniak zabitego kochanka.

Tak rozpoczyna się kolejna tajemnicza opowieść Ferzana Özpeteka - włoskiego reżysera tureckiego pochodzenia dla jednych, tureckiego reżysera, mieszkającego we Włoszech dla drugich, włoskiego Pedro Almodovara dla trzecich. Dla polskiej publiczności Özpetek będzie głównie twórcą komediodramatu “Zapnijcie pasy" z Kasią Smutniak, czy “Mine vaganti. O miłości i makaronach” - filmów, które tylko do pewnego stopnia obrazują spektrum inspiracji, z których konsekwentnie czerpie.

Ci, dla których wchodzący właśnie do kin “Neapol spowity tajemnicą” będzie pierwszym filmem z dorobku Özpeteka, być może nie umiejscowią go sobie w szufladce pod tytułem: “reżyser nurtu LGBT”. Od razu jednak przekonają się, że jednym z głównych wyróżników Özpeteka, jest ciekawość w drążeniu tajemnic, jakie skrywają jego bohaterowie - nie tylko w “szafach”.

Włoska szkoła, turecka łaźnia
Özpetek urodził się w Turcji i tam też spędził całe swoje dzieciństwo. Początkowo wcale nie zapowiadało się, że zostanie reżyserem - naprzeciw stanęły obiektywne trudności w osobach rodziców Ferzana, którzy niespecjalnie przychylnie zapatrywali się na artystyczną karierę potomka. Jego przyszłość wyobrażali sobie raczej w USA, z inżynierskim dyplomem jednej z tamtejszych uczelni w ręce i intratnymi zleceniami budowlanymi w perspektywach.
Los chciał, że Ferzan, był uparty i w swoim zacięciu kategorycznie odmówił wyjazdu do USA. Kompromis zakładał wyjazd, ale do Włoch i studia, ale nie na politechnice, a uniwersytecie i to na kierunku reżyserskim. .


Jak to zwykle w podobnych historiach bywa, trudno rodzicom Ferzana odmówić racji i oskarżać o zaborczość. Filmowcy nie dość że z reguły biedni, to jeszcze zazwyczaj butni, więc szansa że młody Özpetek zarobi kokosy była relatywnie niewielka - w przeciwieństwie do szansy, że trafi do więzienia za obrazę czyichś uczuć.

Gdyby został w Turcji, być może tak właśnie tak by się skończyło, zwłaszcza, że po kilku latach noszenia kamery za starszymi i bardziej doświadczonymi, kiedy zrealizował swój pierwszy długi metraż, część historii poświęcił rozliczeniom głównego bohatera z własną seksualnością.

“Hamam - turecka łaźnia” to opowieść o młodym architekcie tureckiego pochodzenia. Pewnego dnia Francesco dostaje wiadomość o śmierci ciotki oraz spadku w postaci tureckiej łaźnie właśnie. Jedzie więc do rodzinnego kraju, żeby zorientować się w sytuacji. Początkowy plan zakłada szybką sprzedaż nieruchomości i powrót do Włoch, ale zagłębienie się w paradoksalnie obcą kulturę staje się kuszące. Francesco poznaje więc swoje dziedzictwo, z czasem zastanawiając się nad tak oczywistymi wcześniej rzeczami, jak miłość do żony, czy miłość do kobiet w ogóle.
Reżyser, gej, imigrant
“Hamam” zadebiutował w 1997 roku w Cannes i został przez krytykę przyjęty bardzo ciepło, otwierając Özpetekowi drzwi do międzynarodowej kariery. I choć jego kolejny film, “Noc w haremie”, jest nadal mocno zakorzeniony w tradycji wschodniej, to azymut jego dalszej drogi wyznaczył obraz numer trzy: “On, ona i on”, czyli opowieść o wdowie, która poszukując długoletniej kochanki męża, dowiaduje się, że zmarły wcale nie zdradzał jej z kobietą.

Wątek homoseksualny pojawia się również w “Oknach” - kameralnej opowieści o odkrywaniu sąsiedzkich tajemnic, na którą w 2003 roku posypał się deszcz nominacji od Włoskiej Akademii Filmowej, a także od festiwalowych jury. Podobne szerokim światowym echem odbiła się produkcja: “Mine vaganti. O miłości i makaronach”. Osią fabularną komedii z 2010 roku jest historia Tomasso, który odwiedza dom rodzinny z mocnym postanowieniem ujawnienia swojej orientacji. Plany krzyżuje mu brat - również gej, który jako pierwszy przyznaje się, że żyje z mężczyzną.

I choć wątki miłości pomiędzy osobami tej samej płci Özpetek potrafi traktować lekko - jak w “Mine Vaganti”, nie jest powiedziane, że decyzja o ujawnieniu własnej seksualności musiała być dla niego łatwa.

Na początku lat dwutysięcznych, a także obecnie, tolerancja w stosunku do osób LGBT w Turcji to koncept podobny do demokracji w dzisiejszej Polsce - czysto teoretyczny. Niby nie istnieje prawo, które zabraniałoby tego typu związków, ale w rzeczywistości z “szaf” wychodzą tylko mieszkańcy Istambułu czy Izmiru o dość ugruntowanej i bezpiecznej pozycji społecznej. Reszta, jeśli w ogóle, najwyżej uchyla drzwi, bo niechęć do osób o odmiennej od państwowego standardu orientacji jest powszechna, a przepisów chroniących przed homofobią - brak.
We Włoszech sytuacja jest oczywiście zgoła odmienna. Pary mężczyzn i kobiet trzymających się za ręce nikogo nie dziwią, a związki osób tej samej płci są legalne już od kilku lat. Sam Özpetek jest szczęśliwie zamężny. Reżyser poślubił swojego długoletniego partnera we wrześniu 2016 roku.

W wywiadach, których udziela obecnie, nieco się kryguje - niby nie chce być postrzegany za ikonę ruchu LGBT. Miłość to miłość - normalne zjawisko, niezależnie od tego, pomiędzy kim się rodzi: - Heteroseksualna love story czy gejowska love story - nie ma dla mnie pomiędzy nimi różnicy. Jedna i druga opisuje sytuacje, w których znajdują się ludzie. Nie znoszę słów: “gej” czy “lesbijka”. To łatki, które zakładają, że ludzi definiuje to, co od pasa w dół. Człowiek jest znacznie bardziej złożony - przekonywał w jednym z wywiadów.

Özpetekowi zdarza się również komentować bieżącą sytuację polityczną, co biorąc pod uwagę jego pochodzenie nie powinno dziwić: - Jestem tureckim imigrantem, który stał się jednym z najważniejszych reżyserów we Włoszech. Pokazałem, że to możliwe. Mimo to, wciąż zalewają nas fale nienawiści ze strony mediów - zarówno tych liberalnych, jak i konserwatywnych. Wydaje się, że całe zło tego świata można przypisać obcokrajowcom. Z drugiej strony, takich ludzi, którzy do tego mówią po włosku bez akcentu, będzie coraz więcej. To nieuniknione - przekonywał.

Być może świat posłucha Özpeteka, który nie dość że sam mówi po włosku nienagannie, to dodatkowo swoimi filmami udowadnia, że jak nikt inny zna się na sekretach włoskich dusz i włoskich miast, czego najlepszym dowodem jest jego ostatni obraz - “Neapol spowity tajemnicą”.
- To kolejne miasto, po Istambule, Rzymie i Lecce, w którym czuję się jak w domu - mówi o Neapolu reżyser. - Atmosfera śmierci jest tam wszechobecna, jednak neapolitańczycy potrafią bawić się tym faktem i przedstawić śmierć jako coś, czego nie należy się obawiać - tłumaczy.

Tajemnica narastająca wokół niespodziewanej śmierci mężczyzny to punkt wyjścia do opowieści, którą gatunkowo najłatwiej opisać jako thriller psychologiczny. Sam reżyser wydaje się zgadzać z taką kategoryzacją: - Słyszałem, że nazywają mnie “śródziemnomorskim Hitchcockiem. Podoba mi się to - zapewniał.

O tym, czy taka opinia jest uzasadniona będzie można przekonać się już 3 sierpnia, kiedy “Neapol spowity tajemnicą” wejdzie do kin. Przed zakupem biletu warto również sprawdzić pozostałe pozycje w filmografii Özpetek i przekonać się, czy równie zasadne jest porównanie do Almodovara.

Artykuł powstał we współpracy z Aurora Films.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...