
Poczucie wyższości z powodu zbicia kokosów za granicą. Nieumiejętność dopasowania się do nowych realiów w opuszczonej przed laty ojczyźnie. Niektórych emigrantów dotyka "syndrom ekspata", czyli hejt na kraj, który ich wychował. I ludzi, którzy w nim zostali.
Fragment tekstu Karoliny Rogalskiej
– Wcześniej mieszkałem w Egipcie, 16 lat temu przeniosłem się do Stanów i żyję, jak trzeba. I wiesz, widziałem już tyle... Ten klub jest słaby. Na pewno żadna z was nie może mi dać czegoś, czego już bym nie doświadczył. You're all stupid – powtarza to słowo "stupid" właściwie co chwila, wznosząc przy tym szklankę z drinkiem. Jakby coś świętował.
Przeciągnięte saksy
Trzy razy wyjeżdżałem zagranicę, żeby sobie dorobić. Raz do Holandii i dwukrotnie na Wyspy Brytyjskie - pracowałem w Anglii i Szkocji. To zawsze były niedługie, maksymalnie kilkutygodniowe wypady, ale co się w tym czasie przyjrzałem rodakom na emigracji, to moje.
Polish Psychologists' Association, największa organizacja w Wielkiej Brytanii zajmująca się pomocą psychologiczną dla polskich migrantów, prowadziło w 2014 roku badania na próbie internetowej ponad 1500 emigrantów z Polski.
Słowa Kuby mają częściowe potwierdzenie w tym, co powiedziała nam dr Agnieszka Kwiatkowska. – Nie możemy generalizować. Nie wszystkich Polaków przebywających za granicą dotyka syndrom ekspata – zaznacza. – Ludzie różnią się od siebie, dlatego w inny sposób będą przeżywać, czy odczuwać tę wielką zmianę w życiu, jaką jest przeprowadzka od obcego państwa – dodaje.
Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej
