"Macie takie rzeczy w Polsce?". Syndrom ekspata to hejt na ojczyznę

Syndrom ekspata dotyka również niektórych emigrantów z Polski.
Syndrom ekspata dotyka również niektórych emigrantów z Polski. Fot. Kamil Krzaczyński / Agencja Gazeta
Poczucie wyższości z powodu zbicia kokosów za granicą. Nieumiejętność dopasowania się do nowych realiów w opuszczonej przed laty ojczyźnie. Niektórych emigrantów dotyka "syndrom ekspata", czyli hejt na kraj, który ich wychował. I ludzi, którzy w nim zostali.

– Syndrom ekspata jest reakcją obronną – obrony poczucia własnej wartości w reakcji na stres wywoływany w procesie migracji – mówi naTemat dr Agnieszka Kwiatkowska, dyrektor ds. badań w Polish Psychologists' Association. – Może się ona przekładać na poczucie wyższości w stosunku do Polaków, którzy zostali w Polsce.

Warto zaznaczyć, że syndrom ekspata działa również w drugą stronę. Bywa przejawem niechęci do ludności miejscowej, jak np. Brytyjczyków. W swojej pracy dr Agnieszka Kwiatkowska bada zachowania polskich emigrantów na Wyspach Brytyjskich. Jesteśmy tam największą mniejszością narodową.

Zgodnie z raportem GUS "Informacja o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji z Polski w latach 2004 – 2016" z 16 października 2017 roku było nas tam 788 tys. (osób przebywających za granicą ponad 3 m-ce). Za to według badań brytyjskiego Office for National Statistics pod koniec 2017 w UK mieszkało już milion Polaków (922 tys. urodzonych w Polsce).
– Z drugiej strony reakcja obronna może się obrócić w kierunku Brytyjczyków. Są osoby, które radzą sobie ze stresem poprzez próbę skopiowania życia, jakie prowadzili w Polsce, np. wprowadzają się do domów zamieszkanych przez Polaków i do nich ograniczają swoje kontakty społeczne – mówi dr Kwiatkowska. – Jednocześnie krytykują style życia innych narodowości. W ten sposób również ograniczają poziom stresu, jednak ich adaptacja do nowej kultury jest bardzo ograniczona i opóźniona w czasie – podkreśla.
Syndrom ekspata pojawił się przypadkiem niedawno w jednym z tekstów Onetu. W serwisie pojawił się artykuł Karoliny Rogalskiej, w którym autorka opisuje, jak wygląda praca w klubie ze striptizem. Na potrzeby publikacji dziennikarka zatrudniła się jako tancerka erotyczna. Ale nie do końca o tym. Jednym z klientów Rogalskiej był pewien Amerykanin, który nie zachowywał się zbyt elegancko. Jak prostak - to odpowiednie słowo.

Fragment tekstu Karoliny Rogalskiej

– Wcześniej mieszkałem w Egipcie, 16 lat temu przeniosłem się do Stanów i żyję, jak trzeba. I wiesz, widziałem już tyle... Ten klub jest słaby. Na pewno żadna z was nie może mi dać czegoś, czego już bym nie doświadczył. You're all stupid – powtarza to słowo "stupid" właściwie co chwila, wznosząc przy tym szklankę z drinkiem. Jakby coś świętował.


Przeciągnięte saksy
Trzy razy wyjeżdżałem zagranicę, żeby sobie dorobić. Raz do Holandii i dwukrotnie na Wyspy Brytyjskie - pracowałem w Anglii i Szkocji. To zawsze były niedługie, maksymalnie kilkutygodniowe wypady, ale co się w tym czasie przyjrzałem rodakom na emigracji, to moje.


Razem z dwójką przyjaciół mieszkaliśmy w angielskim Peterborough. Robotnicze miasto, poza kilkoma wyjątkami (katedra z ciałem Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII), niezbyt urokliwe. To dość duży ośrodek polskiej emigracji. Spis ludności z 2011 roku mówił o 6 666 rodaków w tym brytyjskim mieście. Tak naprawdę jest nas tam znacznie więcej.

– A po co ja tam będę wracał? – mówił Adam*, z którym mieszkałem kilka lat temu w Peterborough. – Przyjechałem na chwilę, miałem sobie dorobić. Jak zobaczyłem różnicę między Polską a Anglią, uznałem że nie wracam. Chyba do tej pory nie odebrałem nawet dyplomu magistra. Ty też lepiej zostań – namawiał.
– Chłopaki, lepiej pomyślcie sobie, co tu będziecie robić za parę lat. Jak zaczną wam wpadać pieniądze, zobaczycie, że nie ma po co wracać – mówił Jacek*, który w Peterborough zajmował się pośrednictwem nieruchomości. – Mam dla was niezłe mieszkanie na start – zachęcał.

W listopadzie w Anglii jest strasznie wilgotno, dlatego powiedzenie "jak grzyby po deszczu" szybko nabrało nowego znaczenia. Zwłaszcza w kontekście naszych ścian i sufitów. Takich cwaniaków jak Jacek za granicą nie brakuje. Na swojej działalności zbili małe fortuny i za nic w świecie nie chcą wracać do ojczyzny.

– Nawet na wigilię nie wracam. No ale powiedzcie mi po ch*j? – pytał nas w drodze do mieszkania na Eastfield Road. – W tej Polsce nic nie ma – powtarzał co chwilę.
Kim jestem?
Polish Psychologists' Association, największa organizacja w Wielkiej Brytanii zajmująca się pomocą psychologiczną dla polskich migrantów, prowadziło w 2014 roku badania na próbie internetowej ponad 1500 emigrantów z Polski.

– Prawie 90 proc. z nich było zadowolonych ze zmiany sytuacji finansowej, a prawie połowa wskazywała na zwiększone możliwości samorozwoju w nowym kraju – dodaje dr Agnieszka Kwiatkowska.

– Jednak najczęściej wskazywanymi niezaspokojonymi potrzebami była potrzeba przynależności i integracji oraz potrzeba kontaktu z ludźmi. Zdecydowana większość mówiła, że czuje się Europejczykami. Jednocześnie dwukrotnie częściej pojawiały się opinie, że w Wielkiej Brytanii czują się bardziej w domu niż w Polsce – podkreśla.

– Mieszkałem w Londynie i w Nowym Jorku, jednak to tutaj jest mój dom. – mówi Kuba, operator filmowy wieloletnim doświadczeniem. – Myślę, że ludzie, którzy narzekają nigdy nie poradziliby sobie w Polsce. Gardzą krajem, który nie dał im się wybić. Niestety często sami sobie są winni. Dla mnie emigracja była zbieraniem doświadczeń, które mogę przełożyć na pracę w Polsce – twierdzi Jakub.
Nie każdy emigrant cierpi na syndrom ekspata
Słowa Kuby mają częściowe potwierdzenie w tym, co powiedziała nam dr Agnieszka Kwiatkowska. – Nie możemy generalizować. Nie wszystkich Polaków przebywających za granicą dotyka syndrom ekspata – zaznacza. – Ludzie różnią się od siebie, dlatego w inny sposób będą przeżywać, czy odczuwać tę wielką zmianę w życiu, jaką jest przeprowadzka od obcego państwa – dodaje.

– Są jednak osoby, które po wyjeździe napotykają na znaczące trudności, jak praca poniżej kwalifikacji, czy zostawienie za sobą całych sieci społecznych w Polsce - rodziny, przyjaciół – podkreśla Kwiatkowska. – Migranci mogą rekompensować sobie podjęte ryzyko, wiążące się z napięciem psychologicznym, utratą częstego kontaktu ze znajomymi czy rodziną, czasem również pozycji zawodowej, obniżając wartość mieszkania w ojczyźnie i twierdząc, że "przynajmniej nie siedzą w tej strasznej Polsce" – podsumowuje.

*Imiona zostały zmienione

Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
WOJCIECH SADURSKIWOJCIECH SADURSKI

"Oskarżenie przez TVPiS jest potężnym przyznaniem się do bezradności argumentacyjnej...". Jak podały media, znalazłem się w znakomitym gronie osób, które TVPiS zamierza ścigać karnie za opinie, dotyczące związku między uprawianą przez tę telewizję propagandą a stworzeniem atmosfery, sprzyjającej mordowi w Gdańsku...

"Jesteście wypier****". [b]Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP[/b]
POLECAMY

"Jesteście wypier****". Dziennikarz opowiada nam, jak wygląda praca w TVP

[b]Owsiak nie puści tego płazem TVP. [/b]"Przez dwa lata to były programy nienawiści"

Owsiak nie puści tego płazem TVP. "Przez dwa lata to były programy nienawiści"