
Dezercja z marynarki czy domniemana kradzież diamentów w powszechnym pojęciu średnio licują z powstańczym honorem. Nie wróżę więc Emilowi Maratowi, że jego nazwisko w najbliższej przyszłości znajdzie się w wykazie szkolnych lektur. Może to i lepiej, bo jego “Sen Kolumba” - biografia Krzysztofa “Kolumba” Sobieszczańskiego, konsekwentnie, strona po stronie, wypisuje się z wiodącej w naszym kraju prym hagiograficznej narracji. Zamiast pomnika, mamy więc mozaikę, złożoną z dziesiątków niepasujących do siebie elementów.
Chcę pokazać, że ci ludzie [“Kolumbowie” - red.] byli wielokroć bardziej skomplikowani niż w tej całej patriotycznej redukcji się wydaje. Myślę, że tylko jako tacy mogą być interesujący dla pokolenia mojej siedemnastoletniej córki. Muszą być malowani szerszą paletą barw niż biel i czerń, czy nawet biel i czerwień.
Artykuł powstał we współpracy z Grupą Foksal.
