fragm. okładki "Polityki"

Kultura masowa prowokuje szaleńców? Realistycznie pokazana przemoc sprzyja jej realizacji w rzeczywistości? Popkulturowi "złole", którzy wygrywają z dobrem, zachęcają nas do przemocy? Zarówno okładka dzisiejszej "Polityki", jak i tekst o przemocy w popkulturze, który ta okładka zapowiada, są bardzo niepokojące.

REKLAMA
Logo "Polityki" na okładce świadczy zwykle o jakości, wyważeniu podejmowanych materiałów i ich społecznej istotności. To jedno z najbardziej wiarygodnych źródeł informacji na rynku, leżące na przeciwległym biegunie do dziennikarstwa, które epatuje sensacyjnymi zdjęciami, krzyczącymi nagłówkami i rozwiązaniami graficznymi, od których zęby bolą.
Nie rozumiem dlaczego okładkę dzisiejszej "Polityki" można pomylić z okładką "Faktu", co wcześniej raczej się nie zdarzało, mimo że obie winiety używają czerwonego koloru. Okładka przestawia Heatha Ledgera jako Jokera, który uśmiecha się jokerowym, krzywym uśmiechem. Podpis brzmi: "Jak kultura masowa prowokuje szaleńców. Joker zabija w Denver". Nie spodziewałam się po "Polityce", że zabierze głos w dyskusji o tragedii w Denver i jej związkach z popkulturą właśnie w taki sposób.
Po pierwsze taki tytuł z twarzą Heatha Ledgera powoduje, że zaczyna się utożsamiać tego wspaniałego aktora z rolą którą grał, a przez przeniesienie, jakiego dokonała na tej okładce "Polityka", także z Denverskim zabójcą. Czy wszyscy aktorzy, który grają kultowe czarne charaktery mają się teraz bać, bo zostaną z nim zrośnięci? Media wykorzystują wizerunek Heatha Ledgera przy omawianiu tej sprawy bardzo radośnie i bezproblemowo. Aktor nie jest tymczasem jedynie nośnikiem dla postaci – to osoba, która ma prawo do regulacji użycia swojego wizerunku. Cóż, Heath nie żyje, nie może zbyt wiele.
logo

Na tej okładce dokonuje się jeszcze jedno niebezpiecznie przeniesienie – Joker staje się tutaj symbolem całej dzisiejszej popkultury, jej wyrazem. A popkultura prowokuje!, krzyczy nagłówek, jakby to była jakaś sensacja. Oczywiście, że prowokuje – a raczej wpływa na to, jak kształtujemy nasze życie.

Prowokacja to słowo, które tylko niepotrzebnie "usensacyjnia" ten nagłówek. Prosciej byłoby powiedzec, ze popkutlura i szerzej kultura, po prostu, wpływają na to, jak budujemy nasze zycie

Prowokacja to słowo, które tylko niepotrzebnie "usensacyjnia" ten nagłówek. Prościej byłoby powiedzieć, ze popkutlura i szerzej kultura, zwyczajnie wpływają na to, jak budujemy nasze życie, jakie są nasze wyobrażenia na swój i innych temat. Żyjemy zanurzeni w kulturze i popkulturze i to się raczej nie zmieni.
Każdy jednak korzysta z kultury inaczej – osoby psychicznie zaburzone korzystają z niej w sposób, którego nie rozumiemy, wiec demonizujemy wpływ popkultury. Nazywanie ich "szaleńcami" wydaje mi się usensacyjnianiem i przypomina mi mówienie o SS-manach per bestie, potwory, nie-ludzie. Oczywiście, że ten chłopak jest szalony – ale szkoda, żeby klasyfikować go jako Jokera, dziwnego nie-człowieka, wcielone zlo, które nie ma nic z nami, normalnymi ludźmi, wspólnego. To wygodnie odsuwa od nas problem. Tymczasem James Holmes jest człowiekiem jak my.
Ma podobną do wielu z nas biografie, tak jak my płaci podatki, ale działy się w jego życiu lub umyśle rzeczy, które doprowadziły do tego, że Joker z historii o Batmanie stał się dla niego więcej niż bohaterem komiksu. I te rzeczy, które się na to złożyły, mnie interesują.
Nie zaś demonizowanie popkultury i robienie z Jokera postaci-symbolu dla kondycji współczesności ( choć nie zaprzeczam, że jest dla niej ważny) Oczywiście, takie ćwiczenia intelektualne sa bardzo potrzebne i otwierają wiele drzwi, ale za wcześnie na generalizacje, które mogą być bardzo krzywdzące tak szybko po tym tragicznym wydarzeniu. Kończy się to stygmatyzacją tekstu kultury, tak jakby on sam działał, puszczając złe soki, jakby byl dziwnym duchem w maszynie, który nas zatruwa jak gaz strachu rozpuszczony w Gotham przez Stracha na Wróble.

Tymczasem teksty kultury obsługujemy my, a nie abstrakcyjny duch dziejów, i jest ich w nas multum, często nawet sobie tego nie uświadamiamy. Każdy gra zgodnie z jakimiś z nich – tylko nie każdy tak świadomie i spektakularnie, jak James. Każdy morderca, jestem pewna, miał w głowie jakieś teksty kultury przy dokonywaniu swoich zbrodni. Tylko nie przy każdym morderstwie odkrywamy tę oczywistą oczywistość, że – tak, kultura na nas wpływa i tak – stoi za każdym naszym działaniem, dobrym czy złym.
Tekst Janusza Wróblewskiego zaczyna się od Denver, a potem przywołuje koncerty rockowe, które skończyły się tragediami pod sceną. Co ma piernik do wiatraka? Co maja źle zabezpieczone koncerty do czynów chłopaka, który zabił kinowych widzów? Może tylko to, że w obu przypadkach niedopełnione zostały procedury zabezpieczające. Nadzorowanie koncertu w pierwszym przypadku, w drugim zaś przypadku, nadzór nad dostępem do broni. Ale czy naprawdę można to porównywać? I po co ładować przykłady zwykłych wypadków do tekstu o masakrze?
Nie za bardzo rozumiem też, dlaczego Janusz Wróblewski pokusił się o tłumaczenie, kiedy popkulturowa przemoc nam szkodzi, a kiedy nie. Szkodzi więc w następujących sytuacjach:
1. Kiedy budzi podniecenie - Czyli, że kiedy ekscytuje mnie przemoc o Quentina Tarantino, z przyjemnością czytam "American Psycho" Bretta Eastona Ellisa oraz jako nastolatka byłam absolutnie zauroczona Hannibalem Lecterem, znaczy, że jestem społecznie podejrzana?
2. Kiedy zostaje ukazana w sposób realistyczny – realizm to przecież tylko jedna z konwencji, a obawianie się jej prowadzi do naznaczenia jako niebezpiecznych całej kawalkady filmów wojennych, kryminałów oraz tak wybitnych obrazów jak "Funny Games" Michaela Hanekego, czy "Nieodwracalne" Gaspara Noego.
3. Kiedy przestępca, któremu poświęcony jest utwór zdobywa to, na czym mu zależało bez konsekwencji – czyli, że

Każdy tekst kultury powinnien, jak Bóg, "za dobro wynagradzać, a za zło karać"? Niestety, życie jest równie niesprawiedliwe, jak teksty kultury, którymi je żyjemy.

każdy tekst kultury powinien, jak Bóg, "za dobro wynagradzać, a za zło karać"? Niestety, życie jest równie niesprawiedliwe, jak teksty kultury, którymi je żyjemy. I tak, na tym najlepszym ze światów, zdarza się, że przestępca zdobywa coś bez konsekwencji. Zdarza, że z konsekwencjami. Zdarza, że nie zdobywa. Zdarza, że zdobywa coś dobry. Ile tekstów kultury, tyle możliwości. Nie można, moim zdaniem, zakazywać żadnego przypadku. Zakazywanie jest często bardziej "kulturowo prowokujące".
Dalej tekst traktuje o sławie, jaka otacza masowych morderców w Ameryce i o swobodnym dostępie do broni. Wszystko słusznie, nie są jednak sprawy, które mogą prowadzić do generalizowania na temat roli popkultury w dzisiejszym świecie, ale co najwyżej na temat amerykańskich bolączek społecznych. Mieszanie grochu z kapustą nie dość, że jest niesmaczne, to jeszcze może zaszkodzić nie tylko na żołądek.
Mam wrażenie, że autor chciał powiedzieć za dużo na raz, patrząc ze zbyt wysoka. Przeraża mnie też puenta tego tekstu, która twierdzi, nie mniej ni więcej, że urealnienie fantastycznych historii w obrębie fikcji prowadzi następnie do ich urealnienia już w rzeczywistości. Zmiana konwencji z sc-fi czy gotyckiej czy innej bądź, na realistyczną, bardziej dokumentalną, miałby więc stanowić większe zagrożenie dla zrealizowania opowiedzianej historii w prawdziwym życiu.
logo

Masakra w Denver miałaby być potwierdzeniem, że Nolanowi udało się świetnie urealnić Batmana. Tak dobrze – że ten zaczął działać w rzeczywistości. Stąd tylko krok do wprowadzenia cenzury prewencyjnej. Kto ma oceniać, czy dany tekst kultury sprowokuje czy nie? Jaka konwencja jest najlepsza? Czy podnieca czy nie podnieca? Dlaczego konwencja realistyczna ma być najbardziej niebezpieczna? Przecież sam autor w tekście przywołuje film "Dogville", który miał jakoby sprowokować do mordu Andersa Breivika, a który był stworzony z inspiracji teatrem Brechta i rzeczywistość była w nim zaznaczona jedynie umownie?
Zaczynam się martwić, że popkultura zostanie zakneblowana szybciej niż ktokolwiek zająknie się na temat ograniczenia dostępu do broni.