Jak ponury żart. W Warszawie za 750 zł na wynajem trafiła 9-metrowa kawalerka – prysznic jest obok łóżka

Kawalerka do wynajęcia od zaraz – ponad 8 m kwadratowych za 750 złotych plus czynsz i media.
Kawalerka do wynajęcia od zaraz – ponad 8 m kwadratowych za 750 złotych plus czynsz i media. Fot. OtoDom
Już za miesiąc zacznie się nowy rok akademicki, więc setki studentów szukają pokoju do wynajęcia w Warszawie. Tanio nigdy nie było, ale wiadomo – stolica. Tyle tylko, że niektóre oferty brzmią jak ponury żart, i to taki, który swój rodowód ma w dalekim Hong-Kongu. Mieszkanie w wersji mikro za cenę makro stanie się nowym standardem?

Warszawa nigdy nie była tania. Wynajęcie mieszkania, obojętne czy kawalerki, czy wielkiego apartamentu, wiąże się z koniecznością wydania dużej kwoty w porównaniu do innych miast. Średnio za wynajem kawalerki zapłacimy 950 zł i jest to kwota wyższa nawet o 52 proc. w stosunku do mieszkań np. na Śląsku.

A jednak te kawalerki schodzą, bo Warszawa przyciąga jak magnes. Szczególnie wrzesień jest miesiącem, w którym można zaobserwować duży ruch na rynku nieruchomości. Przyjeżdżają już ci, którzy od października będą w stolicy studiować na którejś z warszawskich uczelni. Dla tych, którzy zaczną szukać kawałka podłogi pod koniec września, zostaną już ochłapy.

W cenie są mieszkania zlokalizowane w centrum lub blisko stacji Metra. Dużo mniejszym zainteresowaniem cieszą się lokalizacje na Białołęce w Ursusie czy na Bemowie, choć i tu ceny mogą być bardzo zróżnicowane. Droższe będą mieszkania położone obok linii tramwajowej, taniej będzie tam, gdzie za środek transportu służy rower, samochód lub własne nogi.


Generalnie są dwie grupy wynajmujących. Jedni dogadują się w kilka osób, wynajmują wielopokojowe mieszkanie, każdy bierze swój pokój, dzielą się kuchnią i łazienką i żyją wspólnie dzieląc się kosztami. Inni unikają większych grup i szukają mniejszego mieszkania, najlepiej kawalerki, w którym nie muszą dzielić się wanną czy lodówką. O ile jest wanna.
Pośród ofert warszawskich nieruchomości do wynajęcia uwagę przyciąga mieszkanie z Targówka. Choć właściwie mieszkaniem trudno to nazwać, nawet słowo kawalerka wydaje się być lekko na wyrost. Lokal przywozi bardziej na myśl japońskie sypialnie kapsułowe albo maleńkie klitki mieszkalne w jednym z najdroższych na świecie miast – Hong Kongu.

Kawalerka mieści się na warszawskim Targówku i skomunikowana jest nienajgorzej, przystanek autobusowy jest podobno 50 metrów od budynku. W pobliżu jest też posterunek policji i tereny rekreacyjne, są sklepy i kawiarnie, kluby fitness, klub bilardowy, a nawet teatr. Jednym słowem jest gdzie wyjść. I bardzo dobrze.

Bo w samym mieszkaniu trudno byłoby dłużej wysiedzieć. Ma całe osiem i pół metra kwadratowego, obejmuje kawałek podłogi z wersalką, obok której stoi stolik i krzesło. Pozostałą część powierzchni zajmuje mała umywalka z szafeczką na dole, muszla klozetowa i prysznic osłonięty ceratą. Jak w "łazience" rozlejemy wodę, to w "pokoju" będzie powódź.

Kuchni nie ma, pewnie wynajmujący uznał, że studenci to i tak tylko jedzą kebaby i pizze. Może i słusznie, w każdym razie na lodówkę albo nawet kuchenkę mikrofalową miejsca właściwie już nie ma. Rower – jeśli student chciałby trzymać w mieszkaniu – w razie potrzeby powinien zmieścić się w łazience. O ile nie przyjdą goście z własnymi krzesłami.

Jest za to domofon, a kawalerka mieści się w budynku stojącym na terenie ogrodzonym, strzeżonym przez ochroniarzy i monitorowanym. Być może więc rower można trzymać na zewnątrz, ale o tym w ogłoszeniu już nie ma ani słowa.
Posiadaczy większej liczby par skarpetek i majtek na zmianę może zaniepokoić fakt, że w mieszkaniu nie ma właściwie żadnej szafy (pewnie się nie mieści), studentów może też zmartwić brak półek na książki. Indeks można zawsze położyć na stoliku albo nie wyjmować z kurtki. Tę pewnie można powiesić przy drzwiach na przeciwko "łazienki".

Te wszystkie luksusy są do wzięcia od ręki na przynajmniej pół roku lub dłużej za jedyne 750 złotych miesięcznie. Do tego dochodzi czynsz 50 złotych i media. Dobra wiadomość – płaci się tylko za prąd i wodę. Gazu nie ma, bo kuchenka się nie zmieściła.

Jak wynika z danych opublikowanych przez serwis naszemiasto.pl, w ostatnich latach większość studentów woli poszukać kawalerki i mieszkać samotnie, przedkładając spokój nad niekończącą się imprezę. Wydawać by się mogło zatem, że niespełna 9-metrowa kawalerka to wymarzone lokum.

Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...