
Po trwającym ponad dwie godziny eksperymencie procesowym biegli nie mają żadnych wątpliwości: gdyby egzaminator wcisnął hamulec, do wypadku w Szaflarach by nie doszło. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" rozmawiał z mężczyzną, który trzykrotnie zdawał u tego egzaminatora. Zapamiętał to, że egzaminator w ogóle nie patrzył na drogę.
REKLAMA
– Zdawałem egzamin u tego pana trzy razy. Za każdym razem kończyłem jazdę z wynikiem negatywnym. Co zapamiętałem z egzaminu? To, że w ogóle nie patrzył na drogę. Czytał gazetę, bawił się telefonem. I robił wszystko, żeby kursant nie zdał egzaminu – opowiedział "GW".
Mężczyzna opowiedział, że gdy przejeżdżał przez tory kolejowe, zatrzymał się przed znakiem Stop, a potem ruszył dalej. Egzaminator zatrzymał samochód tuż przed przejazdem i wmawiał mu, że nie nacisnął hamulca.
Wspólnie z kilkoma innymi osobami, które również miały podobne przejścia z egzaminatorem złożyli zażalenie do WORD w Nowym Sączu. W odpowiedzi usłyszeli, że oskarżenia są bezpodstawne i grożono im sądem.
Egzaminator mógł zatrzymać samochód
Samochód egzaminacyjny miał minąć znak stopu przed feralnym przejazdem kolejowym z prędkością 17 km/h. Według biegłych egzaminator mógł spokojnie zatrzymać auto – podało Radio Zet. Tymczasem mężczyzna nie zareagował na znak. Zeznał, ze zamierzał zatrzymać pojazd dopiero za nim i zakończyć egzamin z wynikiem negatywnym.
Samochód egzaminacyjny miał minąć znak stopu przed feralnym przejazdem kolejowym z prędkością 17 km/h. Według biegłych egzaminator mógł spokojnie zatrzymać auto – podało Radio Zet. Tymczasem mężczyzna nie zareagował na znak. Zeznał, ze zamierzał zatrzymać pojazd dopiero za nim i zakończyć egzamin z wynikiem negatywnym.
Przypomnijmy, w wyniku wypadku na niestrzeżonym przejeździe kolejowym w Szaflarach zginęła 18-letnia kobieta potrącona przez pociąg. 62-letni egzaminator przeżył, gdyż udało mu się uciec.
źródło: "Gazeta Wyborcza"