
W czwartek w jednej z elbląskich biedronek klient został ugryziony przez stworzenie "podobne do skorpiona". Wybuchło zamieszanie, sklep zamknięto na kilka godzin, a mężczyzna udał się do szpitala, gdzie dostał leki odczulające. Kłopot w tym, że po zbadaniu "skorpiona" okazało się, iż to kawałek... zupełnie czegoś innego.
REKLAMA
Nie było wyjścia – po takim zamieszaniu, rzekomy skorpion musiał zostać przebadany przez specjalistę. Jak się okazało, "skandal" był zupełnie niepotrzebny, a skorpion był zasuszoną rośliną.
– Dokładnie weryfikujemy wszystkie zgłoszenia ze strony klientów, nawet te, które wydają się nieco wyolbrzymione. W tej konkretnej sytuacji ciało obce wskazane przez klienta zostało poddane konsultacji entomologicznej eksperta – mówi Barbara Tokarz, przedstawicielka Jeronimo Martins w Polsce.
– Z tej opinii wynika jednoznacznie, że nie jest to obiekt pochodzenia zwierzęcego, a fragment rośliny – spłaszczony koszyczek kwiatowy z zawiązującymi się nasionami. W tej sytuacji doniesienia o pogryzieniu przez skorpiona nie znajdują potwierdzenia w faktach – stwierdza przedstawicielka sieci sklepów.
Do korespondencji, sieć dyskontów dołącza też skan dokumentu, w którym specjalista zawarł analizę "znaleziska".
Jak widać, nie zawsze incydenty w supermarketach muszą mieć związek ze szczurami, egzotycznymi pająkami lub innymi jadowitymi stworzeniami.