
Ten wypadek okazał się jeszcze bardziej tragiczny w skutkach, niż wynikało z niedzielnych doniesień. W sobotę wieczorem w województwie lubuskim ford wjechał w drzewo. 27-letni kierowca zginął na miejscu. Jego o rok młodsza żona całą noc czekała na pomoc zakleszczona w samochodzie. Rano znalazł ją grzybiarz. Niestety – w poniedziałek nadeszła informacja, że kobieta nie żyje.
REKLAMA
– Trafiła do nas przytomna, ale w stanie bardzo ciężkim, została od razu przekazana na oddział intensywnej terapii – poinformowała w rozmowie z TVN24 Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka szpitala w Zielonej Górze. 26-latka została do placówki przetransportowana helikopterem w niedzielę rano. Miała liczne urazy wielonarządowe, które doprowadziły do jej śmierci.
Do zdarzenia doszło w sobotę około godziny 23.00 na rzadko uczęszczanym odcinku drogi przez las w okolicach Bytnicy. Kierowca forda wjechał w drzewo, zginął na miejscu. Jego żona była zakleszczona w pojeździe. Czekała ponad osiem godzin na pomoc. Spędziła 8 godzin obok zmarłego partnera. Dopiero około 7 rano znalazł ją przechodzący tamtędy grzybiarz, który wezwał policję i straż pożarną.
Gdy strażacy z PSP ze Świebodzina i Krosna Odrzańskiego oraz jednostki OSP Bytnica, Dąbie i Bobrowice dotarli na miejsce, sprzętem hydraulicznym rozcięli karoserię forda. Kobieta była przytomna.
– Mimo kilkunastogodzinnej walki lekarzy o jej życie, niestety nie udało się jej uratować. Zmarła w niedzielę wieczorem – informuje rzeczniczka zielonogórskiego szpitala. Okoliczności tragicznego wypadku badają policja i prokuratura.
źródło: tvn24.pl