
Cristiano Ronaldo swój debiut w Lidze Mistrzów w barwach Juventusu będzie pamiętał bardzo gorzko. Portugalczyk w meczu na wyjeździe przeciwko Valencii musiał opuścić boisko już w 29. minucie po tym, jak sędzia Felix Brych pokazał mu czerwoną kartkę. Same okoliczności zdarzenia są jednak dość zaskakujące.
REKLAMA
To była sytuacja boiskowa jakich wiele. Ronaldo przedzierał się – bez piłki – w pole karne Valencii i walczył z Jeisonem Murillo. Trudno nawet nazwać to starcie wyjątkowo brutalnym – obaj panowie po prostu nadmiernie machali rękoma w powietrzu. Nagle Murillo wykorzystał delikatny kontakt z nogą Ronaldo do wywrotki.
Gdy już Kolumbijczyk siedział, Ronaldo położył mu na włosach... rękę. I odbiegł dalej. A po chwili miał już czerwoną kartkę.
Na pierwszy rzut oka w tej sytuacji mówić o jakiejkolwiek agresji, ale z drugiej są i tacy, którzy twierdzą, że Ronaldo zacisnął palce na głowie rywala. Zgodnie z przepisami każdy atak na głowę rywala poza walką o piłkę to czerwona kartka z miejsca.
I taką też karę zasądził sędzia Brych bo konsultacji ze swoim asystentem. CR7 długo nie mógł pogodzić się z tą decyzją – zresztą schodził z boiska ze łzami w oczach.
Przy tej okazji wraca zresztą dyskusja o systemie VAR. Sprawdził się na mundialu, jest nawet w polskiej ekstraklasie, a w Lidze Mistrzów, rozgrywkach o największym poziomie na świecie… nie ma go. Z powtórkami łatwiej byłoby ustalić, czy Ronaldo rzeczywiście był agresywny.
Juventus pomimo gry w dziesiątkę mecz wygrał 2:0 – oba gole z rzutów karnych strzelił Miralem Pjanic.