Morowe panny czy pin-up girls w moro? Jak chcemy pamiętać powstanki warszawskie?

Grafika – wizualny symbol projektu. Rys. Ernesto Gonzalez
Kim jest "Morowa Panna"? Dzielna i waleczna? A może ładna i zgrabna? Jeśli nie była dzielna i waleczna oraz ładna i zgrabna, ma się dziś wstydzić? Czy dziś jesteśmy jeszcze "morowe"? Tegoroczny "kobiecy" projekt rocznicowy Muzeum Powstania Warszawskiego wzbudza zachwyty i kontrowersje.

Pod koniec czerwca odbyła się debata, „Kim są Morowe Panny?” organizowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Podczas debaty przedstawiono wyniki badania ankietowego zrealizowanego na zlecenie Muzeum. Dla ponad połowy odpowiadających bycie „morowym”, miało wyłącznie pozytywną konotację i kojarzyło się z dzielnym, zaradnym, wspaniałym, wielkim.

Morowość jak kobiecość

Badanie uzupełnia sonda uliczna, przeprowadzona na warszawskich ulicach. "Morowa" to zdaniem warszawiaków: rumiana, wesoła, zabawna, git, z charakterem, super, opiekuńcza, wrażliwa, zaradna, „konie z nią można kraść”, ładna, zgrabna, mądra itd., itp. Krótko mówiąc morowa dziewczyna to kobieta idealna, którą każdy widzi inaczej. Może być fajną, równą babką, co to się „żadnej pracy nie boi”, może być „ do rany przyłóż”.

Wciąż można oglądać towarzyszącą wystawę fotografii Tomasza Sikory „Morowe Panny, czyli współczesne portrety niewiast dzielnych” – trzeba się jednak spieszyć, tylko do końca lipca.

Cieszy fakt, ze "morowe panny" to w obiektywie Sikory kobiety w kazdym wieku i kazdego zawodu. Sikora portretuje "panny" subtelnie i nienachalnie walczy ze stereotypami na temat kobiecosci, i pokazuje, że tyle "morowości", ile rodzajow kobiecości.



Już jutro odbędzie się koncert „Morowe Panny”, który promuje płytę o tym samym tytule. Płyta to historia stolicy opowiedziana przez młode wokalistki – z ich problemami, przemyśleniami i spostrzeżeniami, dotyczącymi Powstania Warszawskiego i współczesnej Warszawy. Anita Lipnicka, Halina Mlynkova, Katarzyna Groniec, Marika, Paulina Przybysz, Jadwiga Basińska, Ania Brachaczek zaśpiewały utwory do swych autorskich tekstów. Muzyką zajął się Darek Malejonek wraz z zespołem Maleo Reggae Rockers.

Piosenki są skomponowane świetnie, fenomenalnie wyśpiewane, napisane z naiwnością, ale dużym zaangażowaniem, czasem trochę irytujące sentymentalizmem na modłę „rozkwitały pąki białych róż”, ale używające potocznego języka, który nie szumi w uszach nadmiernym patosem. Niektórym zresztą to przeszkadza – wciąż jeszcze upamiętnienie wydarzeń historycznych bardziej wiąże się u nas z celebracją pięknej śmierci niż pięknego życia.

Bohaterki i Pin-up Girls

Muzeum Powstania od kilku lat zajmuje się odzyskiwaniem pamięci kobiecej - mówi Sylwia Chutnik - i chociaż niejednokrotnie miewam zastrzeżenia do sposobów, w jaki realizują pomysły - zaznacza - I do kierunków jakie obierają, jestem jak najdalsza od krytykowania jego działalności. Problem pamięci historycznej przecież nie jest domeną tylko jednej instytucji, to kwestia tożsamości narodowej całego kraju. Nie podoba mi się sytuowanie kobiet albo jako postaci-przypisów do właściwej historii – co się na szczęście ostatnio zmienia, ale nie podoba mi się także pokrywanie spektakularnymi, rozrywkowymi akcjami potrzeby prawdziwej dyskusji o języku, w jakim uczymy się pamiętać historię

Album promuje piosenka „Idziemy w noc” Mariki. Autorem animowanego teledysku jest Ernesto Gonlazes, komiksiarz i grafik. Filmik przedstawia animowaną historię trójki młodych ludzi, którzy przenoszą się do powstańczej Warszawy. Podobno autor inspirował się takimi epickimi opowieściami graficznymi jak „Walc z Bashirem” czy „Persepolis” – ile z tych inspiracji udało się zawrzec w teledysku – to sprawa dyskusyjna. Dyskusyjna jest jednak moim zdaniem przede wszystkim grafika, która firmuje cały projekt.
dqwedasq

Podobnie jak grafika zeszłoroczna, widoczna powyżej, ta również pokazuje powstanki jako komiksowe superbohaterki. Wyglądają jak Lary Croft, mają wydęte usta, twarze modelek i biusty Brigitte Bardot. Są sexy, bardzo sztampowo sexy zresztą. Ale oglądając bloga Ernesto Gonzalesa, nie można się chyba było spodziewać czegoś innego.

Cechuje go ten rodzaj rubasznego poczucia humoru, które zakłada, że przedstawianie kobiet jako cycatych debilek w różnychy seksualnych kontekstach jest zawsze zabawne. Taki bardziej hard core'owy Benny Hill. Może kogoś to bawi – mnie nie. Nie podoba mi się, że logo wydarzenia dotyczącego kobiet w powstaniu rysuje artysta, który przedstawia kobiety w zwykle dość ordynardym kontekście. Ok – wszystko da się wybronić konwencją, ale ja konwencji tego rysownika i konwencji wizualnego przedstawienia tak delikatnego tematu bym nie łączyła.

Sylwia Chutnik: – Bardzo bym nie chciała, żeby "morowe panny" oznaczały tylko panny w moro, takie pin-up pamięci o Powstaniu, które podkręcają jego “atrakcyjność”. Istnieje niebezpieczeństwo, że robienie z powstanek seksownych wojowniczek sprawi, że będą postrzegane jako “kociaki”, dekoracja wydarzeń, a nie prawdziwe osoby z jednostkowymi historiami.

Co jest niefajne w byciu cool

Wydaje się, że dla Muzeum najważniejsze jest, żeby wszystko było bardziej cool. Ale czy „cool” naprawdę załatwia sprawę? Sylwia Chutnik: – Co z tego, że dostanę grafikę, komiks, płytę, koncert, skoro I tak przekaz pozostanie ten sam – pięknie i szlachetnie jest ginąć za ojczyznę. Formy tego przekazu zmieniają się w zależności od aktualnej mody, mają być przystępne, sie ma i cool, żeby młodych zainteresowało.

Tymczasem, kiedy jakiś czas temu poszłam na spotkanie z młodzieżą, żeby rozmawiać o patriotyzmie, okazuje się, że ich świadomość jest dokładnie taka sama, jakby żadna z tych kolorowych inicjatyw się nie wydarzyła – wciąż wierzą, że patriotyzm znaczy – ginąć za ojczyznę. Wciąż jesteśmy w XIX wieku, chociaż mamy XXI-czne metody podawcze. Chciałabym, żeby młodzież miała szacunek do swojej historii i powstańców, ale chciałabym także, aby definicja patriotyzmu i języka mówienia o historii była dyskutowana, a nie przyjmowana za daną, na zasadzie hasłowej.

Kto się nadaje na morową pannę?

Weronika Grzebalska, socjolożka i feministka zajmująca się historią kobiet podczas Drugiej Wojny Światowej dopowiada: – Zainteresowanie MPW powstankami i chęć przywrócenia sylwetek jego uczestniczek pamięci zbiorowej bardzo mnie cieszy. Na tym jednak radość się kończy, a zaczynają się wątpliwości. W tegorocznej akcji MPW moje wątpliwości budzi przede wszystkim wyniesienie na piedestał dzielności czy też morowości powstańczych kobiet. Czy w tak skonstruowanej pamięci powstania znajdzie się miejsce na doświadczenia ludności cywilnej? Czy „morową panną” autorzy akcji nazwaliby jedną z moich rozmówczyń, panią Barbarę (imię zmienione), która powstanie spędziła głodując w piwnicach, a następnie została wywieziona do obozu pracy i w wyniku tych doświadczeń do dziś boi się wyjść z domu bez męża?

Kolenda-Zaleska: Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego? Uśmiech powinien być zakazany

Ta i inne akcje MPW dobitnie pokazują różnicę między historią kobiet a historią genderową i to, że samo zajmowanie się kobietami nie gwarantuje przesunięcia dyskursu czy zmiany perspektywy i można je z powodzeniem pogodzić z dość konserwatywną narracją historyczną. Moim zdaniem poza historią kobiet potrzebna jest nam historia feministyczna, czy też genderowa, a więc taka, dla której kierowanie uwagi na kobiety nie jest celem samym w sobie, ale raczej sposobem na odsłonięcie niewidzialnego, płciowego wymiaru polityki państwowej - tego, jak płeć używana jest do produkcji i legitymizacji podstawowych wymiarów życia politycznego i społecznego. Samo powiększanie panteonu bohaterów narodowych o dzielne kobiety nie wystarczy, jeśli nie przyjrzymy się krytycznie samej dzielności.

Zapowiedź koncertu "Morowe Panny" , 28 lipca, godz. 20.00, Plac Wolności, Muzeum Powstania Warszawskiego.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...