Pairbuilding przypomina nam o tym, że o związek trzeba dbać
Pairbuilding przypomina nam o tym, że o związek trzeba dbać Fot. naTemat

Bez problemu znajdziemy informacje o tym, jak kogoś poderwać lub jak ratować związek. Brakuje nam jednak wiedzy i narzędzi do dość ważnego etapu, gdy już zawiążemy związek - wiedzy jak go pielęgnować. Zacieśnić relacje pomoże nam nowatorska gra miejska stworzona przez psychologów z Warszawy. Wybrałem się na nią z moją dziewczyną i muszę przyznać, że jestem zaskoczony wynikami.

REKLAMA
Pairbulding jest jak randka dla par, ale żeby nie było za nudno - ma formę uproszczonego wyzwania z escape roomu. Nie dość, że możemy fajnie spędzić czas (i coś przekąsić), to dowiemy się sporo o drugiej osobie, a także co nieco o sobie. Dostaniemy też spersonalizowane porady o tym co robić, by nasza relacja nie rozleciała się jak zbudowany przez nas domek z kart.
Pairbuilding - z czym to się je?
Zanim przejdziemy do clue czyli zabawy i kolacji, najpierw musimy dopełnić formalności. Kwestionariusz, który trzeba wypełnić może ostudzić zapał, ale jest szalenie ważny w dalszej części, a jego rezultat zdumiewa. To na jego podstawie dopasowywana jest gra.
logo
Screen z pairbuilding.pl
Odpowiadamy w nim na pytania o nas, naszej partnerce bądź partnerze i o naszym związku. Przypomina to typowy psychotest, ale w przeciwieństwie do internetowych quizów - ten jest przygotowany naukowo i można go wypełnić na stronie projektu. Każdy dostaje oddzielne test i wypełnia go samodzielnie, dlatego nie sprawimy w ten sposób niespodzianki.
W naszym przypadku wyszło, że łączy nas... miłość fatalna. Jest w niej dużo namiętności i zaangażowania, a nieco mniej intymności. Pomóc nam w rozpaleniu namiętności miała jedna z trzech gier, które nam zaproponowano. Najpierw jednak w ramach pierwszej gry mieliśmy wcielić się w Agentów Specjalnych W Służbie Jej Królewskiej Miłości i jeszcze lepiej poznać siebie nawzajem.
Poczuliśmy dreszczyk emocji wynikający z aury tajemniczości - serio nie wiedzieliśmy co nas czeka. Moja partnerka-agentka była podekscytowana, bo spędzimy wieczór robiąc coś innego niż oglądając seriale. Ja lekko się bałem, że misja nam się nie powiedzie, pokłócimy się i ochrzczę tę grę mianem Pairdestroying. Na szczęście obyło się bez ofiar.
Pairbulding to nie astrologia
W przeddzień randki (trzeba ją zaplanować z minimum tygodniowym wyprzedzeniem) dostaliśmy esemesa z koordynatami miejsca, do którego musimy się udać - nie zwykły adres, ale długość i szerokość geograficzną.
Na miejscu czekały nas... oddzielne stoliki z różami. Pani kelnerka przyniosła nam koperty z plikiem zdjęć, kluczem deszyfrującym i zadaniem: zidentyfikowaniem agenta, z którym przyjdzie nam pracować (to musiało dziwnie wyglądać oczami innych gości restauracji). Określając jego cztery cechy osobowości, dostawaliśmy wskazówki dotyczące jego wyglądu i tak naprawdę definiowaliśmy kim jest nasz partner.
logo
Wypełnienie kwestionariusza było potrzebne do kolejnego etapu gry Fot. naTemat
Gdy mieliśmy rozszyfrowane cechy wyglądu - szukaliśmy takiej osoby na zdjęciu. Następnie wysyłaliśmy esemesa z numerkiem i dostawaliśmy odpowiedź, czy mieliśmy rację. Mi udało się za drugim razem (szans jest pięć). Mojej dziewczynie powiodło się dopiero za czwartym razem. Nie winię jej za to - czasem wydaje mi się, że sam siebie nie znam. Możliwe też, że coś namieszałem w kwestionariuszu.
Po tym etapie przenieśliśmy się do wspólnego stolika i dostaliśmy teczkę z napisem "Top Secret". Zgłodniałem, więc nie byłem zadowolony z tego, że znów trzeba będzie główkować - okazało się, że teraz pozostało nam omówienie wyników przy herbacie i przekąsce.
Plik papierów, który dostaliśmy zawierał raport z naszego związku. Jego lektura pozwala przejrzeć na oczy. O ile pod względem znaku zodiaku się pokrywamy (temperamentne Skorpiony), o tyle z perspektywy psychologii wyszło na to, że jesteśmy kompletnymi przeciwieństwami. Ja ekstrawertyk, ona introwertyczka, ja strateg, ona taktyk - jedynie w kwestii opierania się na faktach i logice jesteśmy zgodni.
logo
fot. naTemat
Uwierzyłem w tym momencie w psychotesty - do tej pory zwykle dawały mi bzdurne wyniki. Teraz czułem się jakby ktoś mnie przejrzał na wylot, a wydawało mi się, że jestem bardziej skomplikowany i nieprzewidywalny. Oboje byliśmy zgodni np. co do porad dotyczących radzenia sobie z konfliktami, których, przy naszych osobowościach, nie da się uniknąć. No i spędziliśmy całkiem miły wieczór bez seriali czy kłócenia się ze sobą.
Pairbulding - miłosny teambuilding
Gra miejska dla par to dość świeży projekt - powstał z inicjatywy czwórki warszawiaków, którzy w styczniu założyli start-up pomagający budować relacje. A wszystko zaczęło się od artykułu w "New York Times" - były w nim zdania pomagające pokochać drugą osobę. Kolejna inspiracja przyszła z prezentu urodzinowego i z biznesu.
Paweł Cieślak, jeden z założycieli Pairbuilding, na swoje urodziny dostał od Maty Walczyny i ich wspólnej koleżanki grę karcianą związaną ze wspomnianym artykułem. Dzięki niej kilka dni później doznał oświecenia.
– Paweł jest trenerem i prowadzi w firmach teambuilding. Pomyślał sobie, że jest tyle szkoleń w tym zakresie, a nie ma nic skierowanego dla par – mówi naTemat Kamila Bilska z zespołu Pairbuilding. – Jest też tyle sposóbów na poznanie drugiej osoby, jak Tinder czy portale randkowe, ale nie ma narzędzi pomagających pielęgnować dalej ten związek. To nisza do zagospodarowania – dodaje.
I tak razem z Matą przygotowali łącznie dziewięć gier, które są dopasowane do rodzajów osobowości oraz relacji. – Jako psychologowie wiemy, że istnieją testy pozwalające określić takie aspekty (oparte na teoriach: Sternberga, Reissa i Junga). Kwestionariusz, który wypełniacie na początku ma zatem zaplecze naukowe. Możemy określić jakimi jesteście osobami, co napędza wasz związek i na jakim jego etapie jesteście – tłumaczy rozmówczyni.
Nie każda gra, jak w naszym przypadku, toczy się w restauracji. W niektórych dostajemy klucze do wynajętego mieszkania i tam przebiega scenariusz. W jednym para buduje miasto z klocków, a w innym wciela się w ogrodników i pieli grządkę - metaforę życia. Do tej pory w Pairbuildingu wzięła udział setka osób.
Cena za umocnienie naszego związku nie należy do najniższych: gra z herbatą kosztuje 169 zł, a z kolacją 229 zł - byliśmy w japońskiej restauracji, poprosiliśmy o zestaw Gua Bao, którym ciężko się najeść - nie nastawiajmy się zatem na wypasiony lunch. Kolacja VIP to już spory wydatek rzędu niemal 400 zł, ale z pewnością w Warszawie jest mnóstwo par, które na to stać.
Trzeba też zadać sobie pytanie: ile warta jest nasza miłość? Nie będzie też wstydu, jeśli złożymy się we dwójkę - przecież na randce w związku nie obowiązują już te same zasady, co na pierwszej.