''Zwyczajnie Nadzwyczajny Sklep''. Akcja, która pokazuje, jak namiastka normalności to godność dla uchodźców

Emergency Social Safety Net (ESSN) to największy program humanitarny Unii Europejskiej. Dzięki niemu wsparcie otrzymuje blisko 1,4 mln uchodźców w Turcji. Historie jego beneficjentów przybliża międzynarodowa kampania ''Zwyczajnie Nadzwyczajny Sklep''.
Emergency Social Safety Net (ESSN) to największy program humanitarny Unii Europejskiej. Dzięki niemu wsparcie otrzymuje blisko 1,4 mln uchodźców w Turcji. Historie jego beneficjentów przybliża międzynarodowa kampania ''Zwyczajnie Nadzwyczajny Sklep''. Materiały prasowe
Fatma i jej rodzina pochodzą z Aleppo. 10 dni po wyjeździe z ogarniętej wojną Syrii bomba zrównała z ziemią ich dom. Kiedy znaleźli się w Turcji, musieli gnieździć się w dziewięć osób w jednym pokoju. Teraz w nowym domu mają o wiele lepsze warunki. Największą radość przynosi im możliwość gotowania tradycyjnego dania – sarmy.

Co wspólnego – poza traumatycznymi doświadczeniami i ucieczką z ojczystego kraju – mają ze sobą Fatma i rzesze uchodźców przebywających obecnie w Turcji? Wszyscy z nich są beneficjentami największego w historii Unii Europejskiej programu humanitarnego, który pomógł już ok. 1,4 mln osób wygnanych z ojczyzny z powodu wojny.

Emergency Social Safety Net (ESSN) finansowany jest z unijnego Instrumentu Pomocy dla Uchodźców w Turcji (FRIT). W ramach programu, którego realizacją zajmuje się Światowy Program Żywnościowy ONZ (WFP) oraz Turecki Czerwony Półksiężyc przy wsparciu rządu Turcji, najbardziej potrzebujący otrzymują comiesięczne wsparcie finansowe.
Jak to wygląda w praktyce? Uchodźcom przekazywane są płatnicze karty debetowe. Dzięki nim mogą m.in. kupować produkty codziennego użytku, opłacać czynsz czy pokrywać koszty opieki zdrowotnej. Każda rodzina uchodźców będąca beneficjentem programu otrzymuje 120 lir tureckich (ok. 16 euro/70 zł) miesięcznie na jedną osobę.

– Turcja gości blisko 4 mln uchodźców, z czego 3,5 mln pochodzi z Syrii. 9 na 10 z nich mieszka poza obozami. Dla wielu proste czynności takie jak zakupy stają się luksusem. Dzięki programowi ESSN mają możliwość dokonywania prozaicznych wyborów, co przywraca im wolność, godność i tożsamość – mówi Aneta Szczygłowska, przedstawicielka WFP.

WYWIAD Z ANETĄ SZCZYGŁOWSKĄ Z WORLD FOOD PROGRAMME

Jaka jest obecna sytuacja syryjskich uchodźców w Turcji? Jak wygląda ona w porównaniu z początkiem ich pobytu w tym kraju?

Jest nadal bardzo trudna, bo cały czas mówimy o ludziach, którzy porzucili swoje domy i dobytek, o osobach po wielu traumatycznych przejściach, które nie raz widziały śmierć najbliższych. W Turcji uchodźcy są już od kilku lat. Choć ich życie jest trochę łatwiejsze niż na początku, nieco się ustabilizowało, poznali środowisko, sąsiadów, to nadal towarzyszy im duża niepewność jutra.

Są nadal w stanie zawieszenia.

Tak. Zdecydowana większość z nich chciałaby jednak wrócić do Syrii.

Nawet gdyby wojna zakończyła się jutro, ich ojczyzna wymaga gigantycznej odbudowy, co też potrwa lata. Czy mimo swojej tęsknoty za domem nie muszą jednak oswajać się z myślą, że życie w innym kraju i integracja z jego mieszkańcami to dla nich w zasadzie jedyna opcja?

Oni chcieliby wrócić do swojego domu, ale są realistami i wiedzą, że obecnie jest to niemożliwe. Konflikt nadal trwa, nie mają często do czego wracać, więc są świadomi, że w najbliższym czasie będą musieli ułożyć sobie życie w Turcji, która powoli staje się ich drugim domem. Programy takie jak ESSN pomagają im zaspokoić niezbędne potrzeby, aby mogli w ogóle o tym myśleć.

Jak uchodźcy wykorzystują środki z tego programu?

Przeznaczają je na czynsz, żywność, leki i bieżące potrzeby. Ten program zaspokaja ich podstawowe potrzeby, dzięki czemu mogą wysłać dzieci do szkoły, co w dłuższej perspektywie daje ich pociechom szansę lepszego startu w życiu. Oczywiście ten program nie zapewnia wszystkiego. Porównując standard życia przeciętnego Europejczyka do tego, co ma uchodźca w Turcji, wciąż widzielibyśmy wielką dysproporcję.

Jakie nastawienie do tego wsparcia finansowego przejawiają uchodźcy?

To dumni ludzie, którzy wcale nie czują się dobrze z tym, że potrzebują zasiłku, ale wiedzą, że jest to dla nich konieczność i niezbędna pomoc, dlatego ją doceniają. W ankietach przeprowadzanych w ramach monitoringu programu jego beneficjenci mówili nam, że nie biją się już z myślami typu ''czy moje dzieci zjedzą jutro obiad?'' albo ''czy będę musiał/musiała oddać im swój?''.

Wielu z nam w Europie takie dylematy są zupełnie obce.

Prawda? Beneficjenci ESSN mogą dokonywać pozornie banalnych wyborów, które nam wydają się bardzo zwyczajne, a dla nich – w obecnej sytuacji życiowej – są nadzwyczajne. Stąd właśnie wzięła się nazwa naszej kampanii: ZwyczajnieNadzwyczajne

Kwota wsparcia wynosi 120 lir tureckich, czyli ok. 16 euro, na każdego członka rodziny miesięcznie.

Choć wydaje się nam to skromną kwotą, o tym wsparciu należy myśleć w kategoriach względnych. Z perspektywy kogoś, kto nie miał praktycznie nic i martwił się, czy będzie miał dach nad głową na kolejny dzień, jest to bardzo duża ulga.

Skąd pomysł na świadczenie w formie kart debetowych?

Jest to po prostu wygodniejsze rozwiązanie, zwłaszcza że Turcja jest świetnie przystosowana do obsługi elektronicznych płatności. Uznaliśmy więc, że będzie to najsprawniejszy system świadczenia pomocy w tych warunkach.

Czy kartami można robić zakupy w dowolnym sklepie?

Można je robić tak, jak w każdym zwykłym sklepie. Można też wypłacić pieniądze z bankomatu, aby kupować produkty w miejscach, które nie przyjmują kart.

Czy coś jeszcze wpływa na pozytywny odbiór tego programu?

Ważny jest też aspekt pozytywnego wpływu na otoczenie, czyli finansowego zastrzyku dla tureckiej gospodarki. Pomaga to uchodźcom w integracji, ponieważ przestają być postrzegani jako „ciężar”. Lokalni sklepikarze czy usługodawcy mają dochód z ich zakupów. Uchodźcy wnoszą więc swój wkład do tureckiej gospodarki.

A jaki był wkład Polski w budowę ESSN?

Fundusze pochodzą z Facility for Refugees in Turkey (FRIT), unijnego instrumentu pomocy dla uchodźców w Turcji, który opiewa na kwotę 6 mld euro, podzieloną na dwie transze, każda po 3 mld. Pierwsza została już zużyta, a 1 mld z niej został właśnie przeznaczony na ESSN. FRIT sfinansowano z budżetu Unii Europejskiej oraz dodatkowego wkładu państw członkowskich, w tym Polski.

Czyli zaangażowała się w niego cała Wspólnota?

Ten program jest wyrazem europejskiej solidarności względem uchodźców. Powstał w dość nadzwyczajnych warunkach, wywołanych przez konflikt w Syrii, którego skutkiem była ogromna liczba uchodźców zmuszonych do opuszczenia kraju ogarniętego wojną. Poza ogólnym budżetem UE kolejne środki wyłożyły też proporcjonalnie do wielkości swoich gospodarek wszystkie państwa członkowskie.

Jakie będą dalsze losy kierowanego przez WFP programu?

Program, ogłoszony we wrześniu 2016, a wdrażany z tureckimi partnerami od listopada 2016 roku, zakończy się w styczniu 2019 roku. Jego rezultaty są naprawdę bardzo dobre. Wierzymy, że nie tylko spełnił, ale wręcz przekroczył pokładane w nim oczekiwania. Mamy nadzieję, że będzie to argumentem, by zapewnić dodatkowe źródło finansowania dla najbardziej potrzebujących rodzin uchodźców w Turcji, ale ostateczna decyzja w tej kwestii będzie należała do UE i rządu tureckiego.

– Wielu uchodźców, choć są w miejscu, gdzie nie grozi im już wojna, żyje w bardzo trudnych warunkach. Jako jedna z organizacji pomocowych staramy się dokładnie sprawdzać, jakie są największe potrzeby tych ludzi – dodaje Maria Juraszczyk z Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH), która wspiera kampanię ''Zwyczajnie Nadzwyczajny Sklep'' w Polsce.


Mowa tu o promującej ESSN międzynarodowej kampanii, która informuje o działaniach UE na rzecz uchodźców oraz przybliża Europejczykom ich historie. Pomagają w tym tzw. pop-up shopy, w których można usłyszeć te opowieści oraz zobaczyć produkty najczęściej kupowane przez uchodźców. Najnowszy z nich otwarto w Faktycznym Domu Kultury w Warszawie.
Według wstępnych danych WFP, unijny program humanitarny przyczynił się do tego, że liczba beneficjentów zmuszonych do przerwania nauki swoich dzieci zmalała o połowę. Z kolei o 45 proc. zmniejszyła się liczba rodziców deklarujących, że musi rezygnować z jedzenia dla siebie, aby wykarmić swoje dzieci.

Artykuł powstał we współpracy z World Food Programme

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...