Zapięła pasy za plecami, wyleciała przez szybę. Tak Polacy kombinują, żeby nie "pikało"

Śmiertelny wypadek Ochabach Wielkich. Zginęła 37-letnia kierowczyni pojazdu. Nie miała zapiętych pasów gdy jej auto uderzyło w drzewo i dachowało.
Śmiertelny wypadek Ochabach Wielkich. Zginęła 37-letnia kierowczyni pojazdu. Nie miała zapiętych pasów gdy jej auto uderzyło w drzewo i dachowało. Fot. KPP w Cieszynie
Trzy lata temu skontrolowano Polaków pod kątem zapinania pasów bezpieczeństwa w pojazdach. Wynik? Niecałe 91 proc. stosowało przepisy. To znaczy, że co dziesiąty badany był potencjalną ofiarą wypadku drogowego, bo niezapięte pasy to przecież podwójna szansa na śmierć. Ale niektórzy tego nie rozumieją i kombinują: jak tu nie zapiąć pasów żeby nie "pikało". Potem kończy się tragedią.

– Takie zdarzenia to przeważnie obraz rodem z krwawej łaźni – mówi naTemat 35-letni strażak ochotnik z warmińsko-mazurskiego. – Bardzo często jest mnóstwo krwi, zmasakrowane ciała... Widok nie do opisania – kontynuuje nasz rozmówca.

Strażak opisał nam jak wyglądają wypadki, w których kierujący lub pasażer nie mają zapiętych pasów i przy zderzeniu wylatują przez przednią szybę. Taki sam, do jakiego doszło w środę w Ochabach Wielkich. 37-letnia kobieta zginęła na miejscu, bo nie zapięła pasów, albo raczej zapięła je, ale na fotelu kierowcy. Dlaczego robimy takie rzeczy?

– Po pierwsze dlatego, że wszelkie nakazy traktujemy bardzo opornie – mówi nam Artur Włodarski, dziennikarz motoryzacyjny. – Wszystko przez czasy komuny w Polsce. Wtedy przepisy, którymi byliśmy regulowani, nie słuzyły jednostce tylko komuś innemu. Nawet mój dziadek, który jeździł co prawda tylko po wsi, nie chciał zapinać pasów, bo twierdził, że to jakiś urzędniczy wymysł, który nie wiadomo po co został stworzony.
Stare przepisy dają efekty
Zrobiono to w trosce przede wszystkim o bezpieczeństwo. Obowiązek zapinania pasów pojawił się w polskim prawie w 1983 roku. Dotyczył tylko przednich siedzeń i tylko na drogach poza obszarem zabudowanym. Osiem lat później rozszerzono go o wszystkie drogi i wszystkie siedzenia w pojeździe. Bezpieczeństwo wzrosło. Wypadków śmiertelnych było mniej.

Ale od razu pojawiły się mity na temat zapinania pasów. Twierdzono, że podczas wypadku trudno się przez nie wydostać z pojazdu, albo że skoro jest poduszka powietrzna, to są one zbędne. Oczywiście oba te przypadki to nonsens, co udowadnia statystyka. W przypadku wyrzucenia ciała przez przednią szybę ryzyko odniesienia ciężkich ran w wypadku jest 25 razy większe, a ryzyko śmierci – 6 razy.


Tak samo z poduszką powietrzną. Jej skuteczność jest zwiększona o połowę tylko wtedy, gdy współgra z zapiętymi pasami. W innym wypadku możemy liczyć się z tym, że zostaniemy poważnie okaleczeni, albo pójdzie w ruch nasz testament.

Przykład idzie... z kultury masowej
– Nigdy nie brakowało ludzi, którzy chcą być antymainstreamowi i mieć na wszystko swój oryginalny pogląd. Weźmy chociażby Janusza Korwin-Mikkego, który jeszcze niedawno mówił, że zapinanie pasów to jest jego prywatna sprawa. Pasy są dla niego ograniczeniem wolności osobistej jednostki – podaje przykład nasz rozmówca.

Ale przypadki takich nieprzepisowych zachowań pokazywane są też w filmach lub serialach. Weźmy na przykład emitowany na TV4 serial "Sprawiedliwi – Wydział Kryminalny". Bohaterami są policjanci. Na ekranie nie przestrzegają prawa. Cały czas jeżdżą bez zapiętych pasów. Chociaż według przepisów policjant może tak zrobić tylko wtedy, kiedy przewozi więźnia. I taki obraz jest utrwalany.
Optymiści – kombinatorzy
Włodarski mówi też o trzecim powodzie, przez który nie zapinamy pasów w samochodzie. Twierdzi, że wszyscy jesteśmy genetycznymi optymistami.

– Dlatego gramy w totolotka, planujemy więcej niż jesteśmy w stanie zrobić, a wsiadając do samochodu w ogóle nie bierzemy pod uwagę tego, że będziemy mieli wypadek. Widać to po badaniach przeprowadzonych w "czarnych punktach". Kierowcy przejeżdżający przez nie przyspieszali i to znacznie. Dlaczego? Bo ignorujemy i dystansujemy się od negatywnych wydarzeń – mówi dziennikarz.

Ale oprócz wrodzonego optymizmu niektórzy mają też ducha kombinatorstwa. Wszystko przez montowane w nowych samochodach zabezpieczenia przed niezapinaniem pasów. Jeśli tego nie zrobimy, komputer pokładowy pojazdu uruchomi alarm dźwiękowy, który potrafi być bardzo uciążliwy. Dlatego wielu próbuje go obejść. Przede wszystkim zapinając pasy na samym fotelu, za plecami, albo...

– Kupują w internecie takie końcówki pasów, same klamry, które wpina się i one oszukują system – dodaje nasz rozmówca.
Na Allegro aż roi się od specjalnych wpinek, wsuwek, wkładek i klamer, które mają za zadanie oszukać system bezpieczeństwa w samochodzie. Ich sprzedawcy najwyraźniej nie zdają sobie sprawy z konsekwencji udostępniania takich części. Poza tym wystarczy tylko w treści aukcji dopisać, że "zabrania się użytkowania tego podczas jazdy" i sumienie czyste. Patologia... Ci, którzy nie chcą kupować kota w worku przez internet, zawsze mogą pojechać na szrot.

Płacą to nie pytam, ale wiem po co im to
– Przyjeżdżają i kupują u nas takie klamry – mówi pracownik jednego z podwarszawskich auto szrotów. Nie chce nam podać swojego imienia i nazwiska, bo boi się, że straci pracę. Wie jednak, że takie stosowanie wpinek do pasów bezpieczeństwa podczas jazdy to wykroczenie.

– Ja tam nie pytam, do czego im to potrzebne. Płacą piątaka i dostają to co chcą. Poza tym za sprzedawanie części do samochodu nie ma kary. Oczywiście, że nie wszyscy z nich naprawiają samochody. Większość kupuje pewnie, bo chce uciszyć tego pikacza w aucie. Ale im mniej wiem, tym lepiej, a szef z czegoś musi nam tą wypłatę dać – wyznaje nam mężczyzna.

A potem takie kombinowanie z wpinkami czy zapinaniem pasów na fotelu kończy się tragicznie, jak w Ochabach Wielkich. Na razie nie wiadomo dlaczego 37-latka straciła panowanie nad pojazdem. Jechała z dziećmi, może wychyliła się do któregoś, może zadzwonił telefon lub po prostu zasłabła. Jedno jest pewne – gdyby miała zapięte pasy zapewnie nie zginęłaby w tym wypadku.

Niereformowalni...
Policja za każdym razem apeluje o zapinanie pasów. Przeprowadza kontrole, wysyła swoich funkcjonariuszy na warsztaty do szkół i przedszkoli, żeby uczyli od małego przyszłych kierowców nawyku zapinania pasów. Ale często to jak grochem o ścianę: policja swoje, kierowcy swoje.

W tym roku zaostrzeniu uległy przepisy w ruchu drogowym. Od teraz mandat za niezapięte pasy zapłaci nawet pasażer, a nie, jak było do tej pory, kierowca. I nie ważne czy będzie on posiadał prawo jazdy, czy też nie. Ale jak pokazują nam statystyki – nawet to nie do wszystkich przemawia.

– Zapinam pasy nawet siedząc z tyłu. Mam tak po wywiadzie z tanatopraktorem (kosmetyka pośmiertna), który tego dnia rekonstruował nie tyle twarz, a całą głowę kobiety. Jechała autem jako pasażer z przodu, odpięła pasy, by podać coś dziecku z tyłu. Auto uderzyło w drzewo. Kobieta wyleciała przez przednią szybę. Zacytuję tanatopraktora: "po wypadku miała głowę w tułowiu" – opisuje Włodarski.

Ale generalnie Polak to specyficzny typ kierowcy/pasażera: nie działają na niego ani liczby, ani obrazki z wypadków. Owszem, bazując chociażby na statystyce, to 9 na 10 z nich stosuje się do przepisów i zapina pasy. Ale co dziesiąty stanowi śmiertelne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla pozostałych współpodróżnych. I tutaj nie ma dyskusji.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...