Od pięciu miesięcy Polski nie odwiedził żaden prezydent. Czy ktoś przyjedzie 11 listopada? W PiS też nie wiedzą

Kto z przywódców innych krajów przyjedzie do Polski na obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości?
Kto z przywódców innych krajów przyjedzie do Polski na obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości? Fot. Maciek Jaźwiecki/Agencja Gazeta
100. rocznica Odzyskania Niepodległości przez Polskę zbliża się wielkimi krokami. Z tej okazji miała być wielka promocja Polski za granicą, a jest straszne zamieszanie. Nie wiadomo nawet, czy na wielkie obchody 11 listopada ktokolwiek z zagranicy w ogóle przyjedzie. Ba, nawet w PiS tego nie wiedzą. Sam prezydent w ostatnich miesiącach też nie przyjmował zbyt wielu gości. - To żenada. Zmarnowana rocznica - mówi nam jeden z posłów.

Nie tylko Polska świętuje w tym roku 100. rocznicę. W Pradze w niedzielę odbyła się wielka defilada z okazji 100 lat od powstania Czechosłowacji. Wzięły w niej udział tysiące żołnierzy, również z Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, USA. Przyjechał sekretarz obrony USA.

Litwa, Łotwa, Estonia - tu w ostatnich miesiącach z okazji 100. rocznicy niepodległości przyjeżdżali przedstawiciele rodzin królewskich z Holandii, Danii, Szwecji i Norwegii. A rok wcześniej, gdy rocznicę obchodziła Finlandia, przyjechał książę William i gratulował w imieniu Elżbiety II.
Sam prezydent RP Andrzej Duda, a także przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, otrzymali zaproszenia na centralne uroczystości na Litwie, które odbywały się na początku tego roku.

"Ja nic nie słyszałem"
Lista gości zaproszonych przez prezydent Dalię Grybauskaitė była zresztą dłuższa. Znaleźli się na niej także prezydenci Niemiec, Łotwy, Estonii, Islandii, Ukrainy, Gruzji, a także przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz rodziny królewskie z Danii i Szwecji.


O zaproszeniach Kancelaria Prezydent Litwy poinformowała na początku stycznia, uroczystości odbyły się 16 lutego.

Tymczasem w Polsce na 12 dni przed wielką rocznicą wciąż nie wiemy, czy ktokolwiek z zagranicy został zaproszony. Wciąż nie wiadomo, jak będzie i czy w ogóle istnieje jakakolwiek lista. Nie wiedzą tego nawet posłowie z PiS.

– Ja nie słyszałem o takich pomysłach i nie wydaje mi się, żeby ktoś miał przyjechać. Chyba, że Kancelaria Prezydenta trzyma to w jakiejś ultratajemnicy i będą chcieli to odpalić dwa, trzy dni wcześniej – żartuje jeden z posłów "dobrej zmiany". Dodaje, że z różnych przyczyn nie wyszło tak, jak było na początku planowane: – Całe to zamieszanie z 11, teraz 12 listopada... Myślę, że będziemy skupieni raczej na lokalnym świętowaniu.

Od innych posłów PiS słyszymy to samo: – Nie było komunikatu. Nie wiem. Nic nie słyszałem. Moim zdaniem nikt nie przyjedzie.
Poseł Nowoczesnej, Adam Szłapka, członek Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych: – W ogóle nic na ten temat nie wiemy. Nie wiem nic na temat jakichkolwiek wizyt zagranicznych 11 listopada. To zmarnowana szansa na promocję Polski. Mogliśmy pokazać światu 100-lecie niepodległości. Mogliśmy pokazać nasze osiągnięcia. Wszystko dało się zmarnować. Łącznie z naszą pozycją międzynarodową i zapraszaniem gości.

Być może nikt by teraz o to nie pytał, ale od dawna zapowiadano, że będzie z pompą. Dawano nadzieję i na wielką promocję Polski, i na wielkie, wyjątkowe obchody. Mówiono też o godnej reprezentacji świata.
"Godna reprezentacja świata"
Minister Jarosław Sellin już w marcu, po rocznicy na Litwie, był pytany o zagranicznych gości u nas. Pełnomocnik rządu do spraw obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości RP odpowiedział wtedy, że głównym gospodarzem czy zapraszającym jest prezydent Rzeczpospolitej. – Wiadomo, że on takie zaproszenia już formułuje, już zaprasza przywódców państw i myślę, że będzie bardzo godna reprezentacja świata na naszych obchodach w dniu 11 listopada – powiedział.
Zapytaliśmy go teraz, ale odesłał nas do Kancelarii Prezydenta. Tam jednak nie udało nam się uzyskać żadnych informacji. Minister Krzysztof Szczerski odesłał nas do innego ministra w kancelarii. Tuż przed publikacją, na pytanie, czy 11 listopada planowane są wizyty zagranicznych gości, otrzymaliśmy następującą odpowiedź z Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta RP:

Zaangażowanie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Andrzeja Dudy w Obchody Narodowego Święta Niepodległości 11 listopada 2018 roku będzie obejmowało m.in. udział we Mszy Świętej w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, w trakcie której nastąpi zapalenie Świecy Niepodległości.

Po Mszy Świętej na terenie okalającym Świątynię odbędzie się symboliczna uroczystość odsłonięcia tabliczek przy dębach, posadzonych dla upamiętnienia Ojców Niepodległości. Punktualnie w samo południe 11 listopada 2018 roku w całej Polsce i w wielu miejscach na świecie w ramach akcji „Niepodległa do hymnu” będziemy śpiewać hymn państwowy. Tak samo będzie również na pl. im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdzie hymnem państwowym o godzinie 12.00 rozpocznie się Uroczysta Odprawa Wart przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

Po uroczystości Prezydent RP weźmie udział w rozpoczęciu ,,Festiwalu Niepodległa na Krakowskim Przedmieściu” w Warszawie. Następnie, na Zamku Królewskim jest przewidziana uroczystość pośmiertnego nadania Orderów Orła Białego 25. wybitnym Polakom, zasłużonym dla polskiej niepodległości. Ponadto Prezydent RP weźmie udział w okolicznościowym spotkaniu z udziałem zaproszonych gości i Korpusu Dyplomatycznego, a także odwiedzi jedną z miejscowości, w której organizowane będą lokalne obchody setnej rocznicy odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej.

Szczegóły w postaci zapowiedzi i programu prasowego zostaną wkrótce opublikowane na stronie www.prezydent.pl.

"Żenada w porównaniu do 25-lecia wyborów"
A Polacy coraz bardziej się niecierpliwią.
Czas goni, niektórzy coraz mocniej przypominają, jak było w 25-rocznicę pierwszych wolnych wyborów.

– W porównaniu z 25-leciem wolności, czyli rocznicą 4 czerwca, to jest totalna żenada. Wtedy do Polski przyjechał Obama, Hollande, Merkel, Gauck i inni. To były wielkie, fajne obchody. Tym razem to rocznica zmarnowanej szansy – powtarza Adam Szłapka.
Jarosław Sellin mocno się na to oburza: – Proszę wejść na stronę niepodlegla.pl. Dowie się pani, że jest 3,5 tys. wydarzeń lokalnych i regionalnych, 300 zagranicznych, kilkadziesiąt centralnych, krajowych. Proszę wejść na mapkę i zobaczyć, ile się dzieje w powiatach. Trzeba wykonać jakąś pracę, żeby mieć uzasadnienie do lansowania takiej tezy.

Jego zdaniem rocznicy niepodległości do 4 czerwca w ogóle nie można porównywać. – To była inna sytuacja, wtedy nikt nie ma żadnego święta. A 11 listopada jest świętem w każdym kraju europejskim jako rocznica zakończenia I Wojny Światowej. W tych krajach to niezwykle ważny dzień. Tak się złożyło, że nasze najważniejsze święto przypada właśnie na dzień, który dla innych też jest ważnym narodowym świętem – reaguje.
"Problemem jest Marsz Niepodległości"
Zdarzało się już jednak, że na Święto Niepodległości przyjeżdżała do Warszawy prezydent Litwy. – Nie wydaje mi się, żeby przyjechała teraz. Dla naszego obozu władzy problemem jest marsz 11 listopada. Nawet większym niż dla samej opozycji, która neguje go od samego początku. Z naszego punktu widzenia wiadomo, że duża część uczestników to nasz elektorat, ale z drugiej wiadomo, że politycznie stoi za nim Ruch Narodowy, który szczególnie w ostatnim czasie jest w dużej kontrze do tego, co robimy – zwraca uwagę jeden z polityków PiS.

Jakby nie było, do tej pory nie usłyszeliśmy, czy ktokolwiek z zagranicznych gości weźmie udział w obchodach. W ogóle o wizytach prezydentów innych krajów w Polsce nie bardzo ostatnio słychać. Ostatnia wizyta, na zaproszenie prezydenta, miała miejsce na początku czerwca.

"Przywieźli prezenty z okazji rocznicy"
Andrzej Duda spotkał się wtedy z z przywódcami tzw. Bukaresztańskiej Dziewiątki, którzy przyjechali do Warszawy i przywieźli prezenty z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości.

Byli to prezydenci Rumunii, Estonii, Litwy, Łotwy, Słowacji, Czechy, Węgier, Bułgarii oraz Przewodniczący Izby Poselskiej Republiki Czeskiej. Od tamtej pory oficjalnych zagranicznych wizyt w Pałacu Prezydenckim nie było i jest to najdłuższa, niemal 5-miesięczna, przerwa w czasie obecnej prezydentury. W poprzednich latach Andrzej Duda przyjmował innych przywódców praktycznie miesiąc w miesiąc.

Można tłumaczyć, że w tym czasie prezydent jeździł po świecie i odwiedzał inne kraje, był np. na rocznicowym koncercie w Berlinie, w Szwajcarii, USA czy Australii. Ale w roku, gdy Polska hucznie obchodzi 100. rocznicę odzyskania niepodległości, taka przerwa może zastanawiać. Tym bardziej, że na dwa tygodnie przed obchodami nie słychać, by zaprosił zagranicznych gości.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...