
W Brzeźnie Lęborskim tamtejszy proboszcz zaprosił do wspólnego odprawiania rekolekcji księdza Wincentego Pawłowicza. Nie byłoby w tym nic dziwnego i zdrożnego, gdyby nie fakt, ze ksiądz Wincenty ma na swoim koncie wyrok więzienia za molestowanie ministrantów.
REKLAMA
Księdza Wincentego Pawłowicza można znaleźć na liście pedofili. Trafił na nią za przestępstwa popełnione na początku wieku, a za które w 2003 roku został skazany na 3 lata więzienia. Po odbyciu kary wyjechał do parafii w Odessie.
Do Polski wrócił w 2017 roku. Nie wiadomo, czym się zajmuje, ani gdzie oficjalnie przebywa. Wiadomo, że był w Brzeźnie Lęborskim, gdzie odprawiał rekolekcje wspólnie z proboszczem tamtejszej parafii Wojciechem Czajkowskiem. Robił to zresztą na zaproszenie proboszcza właśnie.
I tu zaczyna się problem. Dziennikarze portalu oko.press, który jako pierwszy zajął się sprawą rekolekcji w Brzeźnie Lęborskim, przypuszczają, że ksiądz Czajkowski nie sprawdził nazwiska Pawłowicza w rejestrze pedofilów. Tymczasem zgodnie z ustawą nie tylko może, ale wręcz powinien to zrobić.
Ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym
"Kto dopuszcza do pracy lub do innej działalności związanej z wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi”, ma obowiązek sprawdzania w rejestrze przestępców seksualnych z dostępem ograniczonym, czy osoba, która ma być dopuszczona do kontaktu dziećmi, tam nie figuruje".
Jeśli ktoś tego obowiązku nie dopełni, lub – co gorsza – dowie się z rejestru, że dana osoba jest przestępcą seksualnym, a mimo to pozwoli jej uczyć, opiekować się czy leczyć dzieci, może być ukarany aresztem, ograniczeniem wolności albo co najmniej tysiącem złotych grzywny.
źródło: oko.press
