
Ksiądz z Olecka kupił strych w kamienicy w Ełku. Chciał go przerobić na dwupiętrowy apartament. Nie zapytał sąsiadów o zgodę na podwyższenie budynku. Teraz deszczówka wlewa im się do mieszkań. Co na to nadzór budowlany? Przyznaje, że ksiądz nie miał wymaganych dokumentów.
REKLAMA
– Właściciel lokalu na prowadzone roboty budowlanych nie posiadał stosownych pozwoleń. W trakcie oględzin przeprowadzonych w dniu 24 października 2018 roku ustnie zobowiązano inwestora do zabezpieczenia budowy przed dostępem osób trzecich oraz wpływami atmosferycznymi – powiadomił inspektor budowlany dziennikarzy portalu "Rozmaitości ełckie".
Prowadzone jest postępowanie, sprawą księdza zajmuje się również policja. Duchowny w marcu tego roku kupił strych w kamienicy przy ul. Wojska Polskiego w Ełku. Chciał go przerobić na dwupiętrowe mieszkanie i podnieść dach.
Ani kapłan, ani jego pełnomocnik nie mieli na to zgody pozostałych właścicieli w kamienicy i pozwolenia z wydziału budownictwa. Sąsiedzi przecierali oczy ze zdumienia, gdy robotnicy ni stąd, ni zowąd zaczęli demontować dach.
– To, co się tu teraz dzieje, to jest jakaś tragedia. Na strychu, bezpośrednio nad moim mieszkaniem po kapitalnym remoncie, są dziury wielkości kilku metrów kwadratowych, przez które leje się woda i wieje wiatr. Nic nie jest zabezpieczone, jest zimno na całej klatce i w lokalach. Woda zalewa moje mieszkanie, już teraz mam mokre ściany. Tylko czekać aż zacznie chorować dwójka moich małych dzieci – mówił portalowi z Ełku mieszkaniec kamienicy.
Dziennikarze poinformowali, że ksiądz nie przeprosił mieszkańców i nie kontaktował się też z nimi, by ustalić, jak należy wszystko naprawić. Nadzór budowlane nakazał wstrzymanie prac. Ksiądz nie chciał rozmawiać z dziennikarzami i zrzucił winę na swojego pełnomocnika, który również odmówił komentarza.
Źródło: elk.wm.pl
