Przejechałem się "autobusem dla bezdomnych". Może uratować życie takim ludziom jak pan Romek

Pan Romek to jeden z bezdomnych, którym MPP już pomógł.
Pan Romek to jeden z bezdomnych, którym MPP już pomógł. Fot. naTemat
Już niedługo na dworze zrobi się naprawdę zimno, a do naszych oczu i uszu trafią doniesienia medialne o pierwszych wyziębieniach lub zamarznięciach – to ponury fakt. Dlatego postanowiłem sprawdzić, jak wygląda najnowszy pomysł warszawskiego UM na pomoc bezdomnym w tym trudnym okresie. Wsiadłem do Mobilnego Punktu Poradnictwa i przejechałem kilka przystanków.

13 listopada 2018 – stalowowolscy policjanci ściągnęli z chodnika 40-letniego bezdomnego, który uskarżał się na zimno i nie miał gdzie się podziać. Był nietrzeźwy, dlatego do czasu, kiedy alkohol z niego "wyparował", został zatrzymany na komendzie. Reakcja policjantów najprawdopodobniej uratowała mu życie.
Mobilny Punkt Poradnictwa
Każdego dnia z przystanku Metro Stadion Narodowy 03 Mobilny Punkt Poradnictwa wyjeżdża na pięć kursów – rozpoczynają się one o godz. 7, 9, 11, 17 i 19. Chwilę przed godz. 11 wychodzę zatem z budynku redakcji i na kompletnego "czuja" podjeżdżam tramwajem na Al. Jana Pawła II, by zaczekać na MPP na przystanku Stawki 01. Z rozkładu wyczytuję, że "autobus dla bezdomnych" nadjedzie o 11:30.

Autobus przyjeżdża z małym opóźnieniem, po chwili już w nim siedzę.
Poza osobami zaangażowanymi w pomoc osobom w kryzysie bezdomności, Mobilnym Punktem Poradnictwa podróżuje także dwóch mężczyzn pozbawionych dachu nad głową – pan Karol, który wykorzystał miejską inicjatywę, by uciąć sobie drzemkę oraz pan Romek – bezdomny od trzech miesięcy.

Pomoc z przypadku
– Podjechali na przystanek, na którym siedziałem. Ta piękna dama wyszła do mnie i spytała, czy może mi jakoś pomóc – opowiada pan Romek, wskazując ręką jadącą z nami Olgę Sztejter – streetworkerkę zaangażowaną w MPP. – Zaoferowała mi miejsce w noclegowni i ciepłe posiłki w zamian za prace domowe na rzecz placówki. Osobiście jestem bardzo zadowolony z takiej inicjatywy i mam wrażenie, że uda się pomóc wielu bezdomnym – twierdzi starszy pan.
Jednocześnie pan Romek uważa, że to od samych bezdomnych zależy, czy wsiądą do autobusu i skorzystają z proponowanej pomocy. Zgadzam się z nim.


– Kiedy człowiek znajdzie się w takim ośrodku, wiadomo czego nie można – pan Romek w klasycznym geście uderza się grzbietem dłoni w szyję. – Trzeba jednak wykonywać polecenia osób z noclegowni, dostosować się – takie są zasady. W końcu masz za to dach nad głową i ciepłą miskę, więc raczej warto się poświęcić.

Przejeżdżamy Al. Solidarności obok urzędu dzielnicy Warszawa-Wola. O tej porze dnia ruch na stołecznych ulicach jest umiarkowany, jedziemy w kierunku cmentarza wolskiego. Przy każdym z mijanych po drodze przystanków kierowca zwalnia, czekając na sygnał Olgi Sztejter. – Nikogo nie ma, nie zatrzymujemy się – w czasie krótkiej podróży MPP, słyszę to zdanie bardzo często.
Streetworkerzy
– Jest kilku takich ludzi, którzy jeżdżą z nami od rozpoczęcia działalności MPP, wsiadają kilka razy dziennie – mówi naTemat Bartłomiej Matyszewski, streetworker zaangażowany w pomoc osobom w kryzysie bezdomności. – Wśród grupki takich osób zazwyczaj znajdzie się ktoś, kto dodatkowo zwróci się do nas o pomoc np. w formie załatwienia mu noclegowni czy ogarnięcia spraw związanych z wyrobieniem dowodu osobistego.

– To najczęściej bardzo konkretne formy pomocy – dopowiada Olga Sztejter. – Ułatwiamy osobom potrzebującym dostanie się do właściwych miejsc i czasem asystujemy im przy załatwianiu tych wszystkich spraw – wymienia.

Bartłomiej i Olga to streetworkerzy zatrudnieni przez Urząd Miasta, za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie. Jednak w Mobilny Punkt Poradnictwa zaangażowano również wolontariuszy, którzy pomagają bezdomnym nieodpłatnie, wyłącznie z potrzeby serca. Wśród nich znajdziemy zarówno młodych harcerzy, jak i bogatych przedsiębiorców. A kim tak właściwie jest streetworker?
– W odróżnieniu od pracowników socjalnych, nie posiadamy tak szerokiego wachlarza instrumentów prawnych, jak urzędnicy państwowi – zaczyna Bartłomiej.

– Przede wszystkim różnica polega na tym, że korzystamy z tzw. "metody outreach", czyli docieramy "do" – wtrąca Olga. – Wychodzimy poza mury instytucji i idziemy w środowisko do osób potrzebujących, oczywiście nie zawsze musi chodzić o problem bezdomności. Pracujemy głównie w ich środowisku i na tym polega największa różnica.

Półtorej godziny w ciepłym busie
Przejazd całą trasą MPP trwa 85 minut. Z umieszczonego wewnątrz autobusu rozkładu jazdy pasażerowie mogą dowiedzieć się, przy którym przystanku mogą liczyć na odpowiednie formy pomocy – jadłodajnie, noclegownie, łaźnie czy punkty poradnictwa. W środku pojazdu mogą dodatkowo rozgrzać się gorącą herbatą.

– W czasie jazdy, w zależności od danej potrzeby, kontaktujemy się z różnymi instytucjami i załatwiamy różne sprawy dla potrzebujących – mówi Sztejter. – Ktoś potrzebował pomocy prawnika, daliśmy mu taką możliwość.
– Na razie nie jest zimno? To spróbuj wystać w tej swojej kurtce całą noc na dworze – słyszę z ust Bartłomieja na mój komentarz dotyczący pogody. – Pracowałem jako ratownik medyczny, widziałem już naprawdę wiele. To najwyższa pora, żeby zacząć pomagać.

Wszystkich zainteresowanych pomocą Mobilnemu Punktowi Poradnictwa lub informacjami odnośnie jego działalności, prosimy o kontakt pod nr 511 576 659.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...