Polski kryminał z nietypową bohaterką. Czytając “Bezwład” nie mogłam się nie uśmiechnąć

Fot. materiały prasowe; 123rf.com / macor
Powieści kryminalne nie są dziedziną, w której trzeba wyznaczać parytety. Kobiet kreujących krwawe scenariusze, oraz takich, które grają w nich główne role, jest mnóstwo. Mimo to, czytając “Bezwład” Grzegorza Kapli nie mogłam się nie uśmiechnąć: nareszcie ktoś stworzył postać kobiecą, która nic nikomu nie musi udowadniać.

Olga Suszczyńska to policjantka, na co dzień pracuje w jednej z warszawskich komend. Czytając "Bezwład" zastajemy ją w momencie, w którym nie chciałby zostać przyłapany żaden policjant: w wigilię, w pustym mieszkaniu, z butelką wódki w jednej ręce i telefonem w drugiej.

Serbia, bo tak mówią na nią koledzy z komendy, z każdym kolejnym łykiem jest coraz bliżej wysłania kolejnej żenującej (w jej opinii) wiadomości do byłego męża, coraz bardziej melodramatycznie rozpamiętuje odejście córki, coraz mocniej się rozkleja i użala nad sobą.

Nie brzmi za ciekawie? Wręcz przeciwnie. Celowo napisałam, że w takiej sytuacji nie chciałby zostać przyłapany żaden policjant. Żadna policjantka, nawet ta “papierowa”, w takiej sytuacji przyłapać by się po prostu nie dała.

Kobiety w kryminałach są twarde, niezależne, za wszelką cenę starają się coś komuś udowodnić, nie odsłaniając przy tym nawet skrawka emocji. Bo przecież jeśli choćby na moment zrzucą maskę, ktoś zarzuci im niekompetencję, nazwie “babą” i zatrzaśnie przed nosem drzwi radiowozu pędzącego do kolejnej sprawy.


Nie ma co się oszukiwać: otaczanie się emocjonalnym murem jest w pełni uzasadnione i zrozumiałe: wypracowanie pozycji w policyjnej, sądowej czy nawet przestępczej, hierarchii kobietom zajmuje znacznie dłużej niż mężczyznom, a do szybkiej degradacji doprowadzić może niewielki błąd.

Oczywiście, nie oznacza to, że mężczyźni funkcjonujący w tym samym środowisku mogą sobie pozwolić na słabość. Różnica polega jednak na tym, że w ich przypadku po służbie następuje moment, kiedy uczuciowe embargo przestaje obowiązywać: nasz komisarz, detektyw czy prokurator wraca do pustego zwykle mieszkania, otwiera butelkę - w zależności od rangi, lepszego i gorszego alkoholu i, upijając się w sztok, przeżywa rozstanie, stratę, śmierć kogoś bliskiego.

Mężczyźni w kryminałach nie mają oporów, żeby chwilę się nad sobą poużalać. Olga Suszczyńska - też nie. I właśnie dlatego bliżej jej do pełnokrwistej, realnej postaci, niż wszystkim innym Lisbeth Salander czy Saszom Załuskim razem wziętym.

Fakt, że Serbia nie wstydzi się swoich emocji przed samą sobą nie oznacza jednak, że w pracy jest choćby odrobinę mniej nieustępliwa i zawzięta, niż jej koleżanki “po fachu” z innych, kultowych kryminałów: nie może przestać myśleć o ofierze niedawnego morderstwa i o zagadce sprzed kilku dekad, której rozwiązanie zlecił jej dawny przełożony. W tej sferze autor nie odchodzi od klasycznego wzorca. Do najlepszych równa też jeśli chodzi o samą fabułę.

Morderstwo, napad - wczoraj i dziś
“Bezwład” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: w teraźniejszości i latach 60. ubiegłego wieku. Suszczyńska ma więc podwójnie skomplikowane zadanie: jednocześnie prowadzi sprawę zabójstwa młodej dziewczyny i usiłuje dowiedzieć się, co oznaczają tajemnicze zapiski, przekazane jej przez schorowanego byłego szefa.

Pierwsza ze spraw wydaje się, jak na standardy powieści kryminalnych, banalna: jest ciało, jest świadek, jest narzędzie zbrodni. Czego można chcieć więcej? Oczywiście szybko okazuje się, że nic nie jest takie, na jakie się wydaje.

Zabita dziewczyna ma na sobie wieczorową suknię i szpilki. Mimo, że Suszczyńska znajduje ją w dość niedostępnym miejscu, ciało nie wygląda na wymęczone długą drogą. Nie ma też śladów walki. "Wygląda, jakby ktoś ją tam położył" - myśli policjantka. Tyle, że świadek, na oczach którego dziewczyna umarła, nikogo nie widział. Słyszał za to jej ostatnie słowa. Czy to one będą kluczowym tropem?

Właśnie nad tym zastanawia się Suszczyńska, kiedy nieoczekiwanie dzwoni do niej były dowódca i niespodziewanie zaprasza na wigilię. Podczas kolacji wręcza jej kartki, które dostał od córki zmarłego kolegi - byłego ubeka. Dziewczyna twierdzi, że ojciec na łożu śmierci wspominał ukryte złoto. Gdzie? Odpowiedź ma być zapisana na dwóch, wyświechtanych arkuszach.

Suszczyńska początkowo jest sceptyczna, ale koniec końców zaczyna drążyć. Trop, na który wpada, stanowi płynne przejście do rozdziału z retrospekcjami, które od tego momentu płynnie przeplatają się z teraźniejszością.

Równie nienachalnie w całą historię wplecione są wątki z życia osobistego Suszczyńskiej - nie mniej zagmatwane, niż sprawy nad którymi pracuje. Nie wszystkie zostaną jednak dokładnie wyjaśnione, bo “Bezwład” nie jest pierwszą książką, w której jej postać się pojawia.

Pierwsza pozycja z serii, “Bezdech”, miała premierę na początku tego roku. Czy kilka spraw wcześniej Suszczyńska podchodziła do życia równie emocjonalnie? Sprawdźcie.

Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem Burda.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...