Polacy, którzy nie obchodzą Bożego Narodzenia. 5 osób mówi, dlaczego nie lubią świąt

Nie wszyscy celebrują święta
Nie wszyscy celebrują święta Fot. Pixabay
"Nie obchodzę świąt"! Taka deklaracja może szokować – zwłaszcza, gdy wszystko dookoła o świętach nie pozwala zapomnieć. Dlaczego niektórzy rezygnują z ubierania choinki i nie robi im się ciepło na sercu, kiedy słyszą kolędy? Motywacja bywa naprawdę różna.

Rodzina nie od święta
– Święta są przereklamowane. Dosłownie i w przenośni. O pierwszym nie ma co wspominać, wszechobecne dekoracje i świąteczna muzyka w niemal każdym sklepie – mówi Anna, której zdaniem Boże Narodzenie to "festiwal próżności". – Każdy niby postępuje jak mu w duszy gra, ale idę o zakład, że 60 proc. to sytuacje wymuszone.

Nie widzi w grudniowych świętach nic niezwykłego. – Dla mnie to dwa dni wolne do wykorzystania na czas z mężem i zwierzakami – stwierdza. Z rodziną woli się spotkać bez okazji. – Jeżeli wystąpią różnice zdań czy kłótnie, godzimy się jak najszybciej, nie czekamy do Wigilii. Nie wyznaję żadnej religii, zatem narodziny Chrystusa nie mają dla mnie znaczenia symbolicznego. Wkurzają mnie szopki ze zmarzniętymi, zmęczonymi zwierzakami – dodaje.

Anna deklaruje, że nawet gdyby miała za dużo pieniędzy, nie wydałaby ich na jedzenie, którego i tak zawsze jest za dużo.
Vege wybór
Katarzyna głośno manifestuje swoje poglądy. Święta omija szerokim łukiem ze względu na zwierzęta. – Święta kojarzą mi się już wyłącznie z cierpieniem zwierząt hodowlanych, ze zwiększeniem popytu na ich umęczone ciała, na odzwierzęce produkty, bez których nie powstanie sernik, warzywna sałatka czy bigos – opowiada.


– Poza tym przed nami sylwester i fajerwerki, co mi kojarzy się wyłącznie z przerażonymi świńskimi oczami... To nie jest dobry czas.

Praca
Szymon podchodzi do życia raczej pragmatycznie. Do niedawna pracował w mediach. – Często wybierałem pracę zamiast wyciągania ości z karpia, ponieważ to mi się opłacało. Pracy było więcej, a ludzi mniej, więc więcej wpadało na konto.

Chociaż po latach dziennikarskie pióro zamienił na wojskowy mundur, w te święta także zamierza pracować. – Za służbę w święta żołnierzowi przysługuje dzień wolny, a mi wolnych dni brakuje. Teraz jestem na Podlasiu, a moja dziewczyna mieszka w Krakowie. Taki zapas mi się przyda kiedy będę do niej jechał – zaznacza.
Samotność?
– Mam 48 lat, nie mam męża, nie mam dzieci. Co to oznacza? Dla mojej rodziny na pewno to, że jestem starą panną. Przy wspólnym stole, nie tylko tym świątecznym, to temat do żartów. Mnie przestał śmieszyć – przyznaje Hanna, która cieszy się jednocześnie, że sprzyjają jej kilometry, które dzielą jej rodzinną miejscowość i miejsce zamieszkania.

Dopóki żył jej ojciec, czuła, że rodzinne święta to obowiązek. Nie chciała sprawiać mu przykrości. Dziś samotne Boże Narodzenie, przed telewizorem, z książką lub w kinie, to dla niej luksus. – Zazwyczaj jednak unikam tego tematu nawet wśród znajomych, ponieważ za każdym razem oprócz zdziwionych twarzy widzę także litościwe spojrzenia – mówi.

Hipokryzja
Pobudki Natalii mogą wydawać się kontrowersyjne, ale ona mówi twardo, że się ich nie wstydzi. Święta dla niej... po prostu nie istnieją. – Kocham zwierzęta i ludzi, ale świąt nie obchodzę, bo nie mogę celebrować czegoś, co nie istnieje i jest wbrew prawom logiki. Nie kupuję tego całego niepokalanego poczęcia, chodzenia po wodzie czy tego, że nagle ktoś zmartwychwstał. Nie mogę tego obchodzić.

Jej mama była ateistką, tata obchodził święta, żeby ludzie nie gadali. Dziś i to się zmieniło. Jak mówi Natalia, od sztucznej atmosfery przy świątecznym stole jej rodzina woli wizytę w schronisku dla zwierząt lub w szpitalu na oddziale onkologicznym. Chcą celebrować codzienność. – To jest moje święto.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...