Od "myszki agresorki" do "Kałuży w spódnicy". Gasiuk-Pihowicz oskarżona o kolejną zdradę

Kamila Gasiuk-Pihowicz przeszła z Nowoczesnej do klubu Koalicji Obywatelskiej.
Kamila Gasiuk-Pihowicz przeszła z Nowoczesnej do klubu Koalicji Obywatelskiej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Sprzedajna", "To się nazywa tupet", "Wstyd", "Zero lojalności" – pod wpisem Kamili Gasiuk-Pihowicz na Facebooku aż się gotuje z emocji. Ludzie piszą, że ich zawiodła. Wytykają, że wcześniej zdradziła Petru, a teraz dokonała zdrady nr 2. Taką metamorfozę w społecznym odbiorze przeszła posłanka. – Zrobiła dokładnie to samo, co kiedyś Joanna Kluzik Rostkowska z PJN. To katastrofa wizerunkowa dla kobiet – zauważa jeden z naszych rozmówców.

Pod wpisem Gasiuk-Pihowicz o zmianie klubu jest 200 komentarzy. Zdecydowana większość w podobnym duchu. "Kobieto, zdradziłaś Petru, zdradziłaś Lubnauer, kiedy zdradzisz swoich wyborców? Twoja wiarygodność jest bardziej dziurawa niż ser szwajcarski...", "Pani jako Kałuża w spódnicy niszczy jedyną partię, na którą mógłbym głosować" – czytamy pierwsze.

Internauci piszą, że "odwaliła kawał chamstwa wobec kolegów", dobiła partię, a to, co zrobiła to "po prostu świństwo" i "obrzydliwe". "Po raz pierwszy się zawiodłem na Kamili" – ktoś pisze.

Nie brakuje porównań do radnego Kałuży, który przeszedł na stronę PiS. Niektórzy wręcz nazywają ją "Kałużą w spódnicy". – To zupełnie inna sprawa – oponuje jednak Elżbieta Jakubiak, kiedyś sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – On, jako wicemarszałek, będzie miał realny wpływ na rządzenie regionem. Gdyby pani Pihowicz miała mieć realny wpływ na rządzenie PO i została wiceprzewodniczącą partii, to można by ich porównywać. On to zrobił dla rządzenia ogromnym regionem, a ona chyba tylko dla bezpieczeństwa personalnego.

Drodzy, Koalicja Obywatelska jest najlepszym, co udało się nam – ludziom demokratycznej opozycji, Nowoczesnej i PO –...

Opublikowany przez Kamila Gasiuk-Pihowicz Środa, 5 grudnia 2018
"Robiła dkładnie to samo co Kluzik-Rostkowska"
Rozmawiamy z Elżbietą Jakubiak, ponieważ ma podobne doświadczenie do Gasiuk-Pihowicz, choć w innym kontekście. W 2010 roku razem z Joanną Kluzik-Rostkowską została wykluczona z PiS. Założyła partię Polska Jest Najważniejsza, w której późniejsza szefowa MEN była prezesem – do chwili, gdy przeszła na stronę PO.

– Gasiuk-Pihowicz zrobiła dokładnie to samo, co Joanna Kluzik-Rostkowska z PJN. Dokładnie to samo, w niczym się nie różnią. To czysta kalkulacja osobista. Gasiuk-Pihowicz odniesie osobisty sukces. W takim sensie, że jeśli PO wygra wybory, zapewne przez cztery lata będzie miała pracę. Może zostanie Rzecznikiem Praw Obywatelskich albo dostanie inną funkcję. Tak jak Joanna została ministrem edukacji. Tyle, że potem straciła reputację i dziś jest nikomu bliżej nie znaną posłanką. Gasiuk-Pihowicz nie będzie w głównym nurcie partii, chyba że PO stanie się socjaldemokracją – ocenia.


Wydarzenia w Nowoczesnej bardzo przypomniały jej ten dzień, gdy prezes PJN postanowiła odejść do PO. Rozmawiała z nią wtedy, przekonywała: – Mówiłam jej: Nie jedź na zjazd PO. Jedź do Sopotu. Usiądź na molo, załóż czerwone szpilki i czerwony kapelusz, a cała szajka facetów będzie biegała i próbowała cię przekonać, żebyś zdradziła. A ty wstań i zaproś wszystkich na kongres naszej partii. Ale dla niej poczucie bezpieczeństwa i gwarancji na liście było ważniejsze od ryzyka w polityce. Tak jak najwyraźniej teraz dla Gasiuk-Pihowicz.
Elżbieta Jakubiak nie ma nic przeciwko przechodzeniu z partii do partii, tym bardziej, że – jak podkreśla – Polska jest młodą demokracją, partie zmieniają kierunki ideowe i programy. Uważa jednak, że Kluzik-Rostkowska dokonała wtedy zdrady jako przywódca partii. – Uważałam, że przegrała szanse kobiet na przywództwo w polityce. Nie na bycie "myszką agresorką" tylko na prawdziwą obecność kobiet w wielkiej polityce. Joanna była pierwszą kobietą, która założyła partię po 1989 roku, a potem zostawiła ludzi i już nigdy nie znalazła się w wielkiej polityce – mówi.

To, co zrobiła Gasiuk-Pihowicz, nazywa wizerunkową katastrofą: – To kolejna kobieta, która niszczy wizerunek kobiet w polityce.
"Psuła nerwy politykom PiS"
Kamila Gasiuk-Pihowicz jest w polityce od trzech lat. Z nikomu nieznanej posłanki bardzo szybko stała się jedną z głównych twarzy Nowoczesnej, która nie bała się grzmieć z mównicy sejmowej, nawet wprost pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Non stop jej nazwisko było obecne w mediach, od początku było widać, że nie jest to typ posłanki, która będzie siedzieć cicho i po skończonej kadencji nikt nie będzie kojarzył jej nazwiska.

Nie raz widzieliśmy jak psuła nerwy politykom PiS. Biegała z plikiem poprawek do ustawy o Sądzie Najwyższym, podczas głośnych posiedzeń sejmowej Komisji Sprawiedliwości próbowała przekrzyczeć posła Piotrowicza, robiła wrażenie znajomością poprawek, ustawy, prawa w ogóle. Zawsze na pierwszej linii walki o sądy. Również na manifestacjach.

– Kaczyński z mównicy obraził kobietę. I mówi do niej: "Won!" Do posła Rzeczypospolitej! Którego wybrał suweren! – grzmiała w Sejmie, gdy prezes PiS właśnie takie słowo rzucił w jej stronę. Dla zwolenników PiS stała się "myszką agresorką", tak nazwała ją posłanka Pawłowicz, a hasło szybko podchwycił Paweł Kukiz.

Od tamtej pory świat Nowoczesnej wywrócił się do góry nogami. Gasiuk-Pihowicz najpierw wystąpiła przeciwko Petru, teraz przeciwko Lubnauer. Prawica ma z tego powodu używanie.
W międzyczasie pojawił się jeszcze wątek męża posłanki, który był skarbnikiem partii i zostawił ją z długami. "To się nazywa tupet. Narobić z mężem długów, które Petru wziął na partię. Potem kopać pod Petru i go wykopać. Wstawić na stołek koleżankę, która też okazał się beee, a na koniec zabrać torebkę i uciec do PO. Obrzydliwe" – to jeden z komentarzy na jej FB.

– Ma potencjał, ale nigdy nie widziałam w niej polityka. Widać, że sprawnie posługuje się językiem i prawem, ale to nie są kompetencje polityka. To jest za mało. Trzeba mieć instynkt polityczny, wizję. Sama obecność w TV i elokwencja to za mało. Ona nie ma idei. Jedyną ideą jest anty-PiS – ocenia Elżbieta Jakubiak.

"Kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni"
Dorota Warakomska, prezeska Kongresu Kobiet, uważa wręcz odwrotnie. I oburza się, gdy czytam jej niepochlebne komentarze. A także, gdy pytam, czy decyzja Gasiuk może mieć wpływ na pozycję kobiet w polityce w ogóle.

– Jak mężczyźni tak robią, to wszyscy uważają, że to jest normalne. Ale jak kobiety, to nagle jest wielkie zdziwienie, że jak to? Kobiety mają takie same prawa jak mężczyźni, by zmienić zdanie, przejść do innej partii i mieć własną koncepcję – mówi naTemat.

Sugeruje, by spojrzeć na pierwsze z brzegu nazwiska polityków. Na przykład Ryszard Czarnecki, dziś europoseł PiS, wcześniej związany z Samoobroną. Albo na Romana Giertycha, który przeszedł przez Młodzież Wszechpolską, Ligę Polskich Rodzin, a teraz bliżej mu do opozycji niż PiS.

– Ona jest gwiazdą, być może było jej ciasno. Uważam, że Kamila Gasiuk-Pihowicz jest świetną, pełnokrwistą polityczką. W PO brakuje wyrazistych kobiet. Jeśli patrzeć pozytywnie na to, co się stało, to na ma potencjał. Być może dzięki niej uruchomią się postępowe kobiety w PO. Uważam, że polska polityka potrzebuje takich kobiet jak Kamila Gasiuk-Pihowicz – mówi. Wymienia jej cechy: – Pewność siebie, wynikająca z przekonań, odwaga cywilna, niezwykła pracowitość, poświęcenie i wiedza.

"Denerwuje mnie jak słyszę: O, kobitki, pokłóciły się"
Nowoczesna od początku postrzegana była jako partia silnych i niezależnych kobiet. Działały razem, razem murem stały za Ryszardem Petru. Wtedy, gdy w Sejmie trwał protest, a Petru wyjechał na Sylwestra, też. Dziś każda poszła w swoją stronę i tu też nie brak komentarzy, że "baby, nie mogły się dogadać".
– Denerwują mnie, żeby nie powiedzieć, że do pasji mnie doprowadzają komentarze, że "O, kobitki, pokłóciły się". Uważam, że Nowoczesna ma ogromny wkład we współczesną politykę w Polsce. Bo zarówno Katarzyna Lubnauer, jak i Kamila Gasiuk-Pihowicz oraz Joanna Scheuring Wielgus, mimo że ich drogi się rozchodzą, one wszystkie trzy są pełnokrwistymi polityczkami – uważa.

Zastanawia się tylko nad jednym. Co będzie dalej z innymi kobietami Nowoczesnej? Ile z nich zgodzi się z koncepcją Pihowicz? A także, czy była posłanka Nowoczesnej będzie teraz walczyć o prawa kobiet.

– Boję się, żeby nie było takiej sytuacji, że postępowe postulaty, które miała Nowoczesna, znikną teraz z przestrzeni sejmowej, bo nie będzie miał ich kto reprezentować. Pytanie, czy to był jeden z powodów, dla których Gasiuk-Pihowicz przeszła do PO. Mam nadzieję, że nie. Że będzie walczyć o sprawy, które są dla nas ważne – mówi.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...