Stan polskiej gastronomii jest dobry. Mamy dość restrykcyjne wymogi. Kwestia udostępniania wyników kontroli opinii publicznej wymaga na pewno zastanowienia.
REKLAMA
Sanepid przeprowadza rocznie kilkaset tysięcy kontroli. W Polsce mamy 320 tysięcy miejsc obrotu żywnością, od kiosków po restauracje. Dodatkowo co roku powstaje około 10 tysięcy miejsc sezonowych np. budki z hot-dogami czy smażalnie ryb. Stan polskich usług gastronomicznych jest dobry, polepsza się z roku na rok. W skali kraju do 5 proc. takich miejsc mamy zastrzeżenia, trochę większy odsetek występuje przy miejscach sezonowych.
Prawo żywnościowe jest jednolite na terenie całej Unii. Wszędzie jest wymóg rejestracji, natomiast krajom członkowskim pozostawiono swobodę czy należy stosować również wymóg zatwierdzania, czyli procedury dopuszczenia przed otwarciem. W Polsce w większości typów zakładów spożywczych istnieje wymóg uzyskania zatwierdzenia. Należy pamiętać, że pełna odpowiedzialność za jakość zdrowotną żywności spoczywa na przedsiębiorcy. Od wielu lat inspekcja sanitarna nie wydaje żadnych certyfikatów ani zezwoleń.
W Polsce nie mamy systemu ocen, takiego jak w USA. Choć postępujemy zgodnie z prawem unijnym. Gdybyśmy chcieli kontrolować np. olej, którego używa się w restauracjach w inny sposób niż zalecany, muszą się na to zgodzić wszystkie kraje członkowskie. Jeśli jeden wyrazi dezaprobatę, wtedy projekt upada. Kwestią sporną jest, czy podać do publicznej wiadomości, że jakieś miejsce narusza standardy lub dostało mandat. Ja myślę, że dobrze byłoby zgłosić ten problem podczas nowelizacji prawa żywnościowego i udostępniać takie informacje społeczeństwu.
Póki co jednak, można zadzwonić do lokalnego inspektoratu i zapytać o daną placówkę gastronomiczną, oni ustnie udzielą wszelkich informacji. Dokumentacji w wersji cyfrowej nie prowadzimy, bo jest ona niepotrzebna. Raport z inspekcji jest dokumentem urzędowym. Sądzę, że odnośnie udostępniania publicznie naruszeń restauratorów prawnicy wydaliby bardzo różne opinie.