
Grzegorz Markowski: To chyba wisiało w powietrzu od dawna, lecz trzeba było poczekać na odpowiedni moment. Kiedyś Patrycja była zmęczona nazwiskiem. Zdaję sobie sprawę, że to rzecz, która naprawdę odbiera energię i siły.
Patrycja Markowska: Trudno było zawrzeć na płycie takie teksty, które byłyby i dla córki, i dla ojca, a do tego nie są trywialne. Nie jak "ładna i przesłodzona polska rodzina". Ta płyta miała być przede wszystkim ważna, ponadczasowa.
Grzegorz Markowski: Skąd się brała taka piękna muzyka w latach 60.? Bo było wówczas dużo uczuć, dużo swobody, bo seks był wolnym zjawiskiem, nie było żadnych uprzedzeń.