
Reklama.
Prawie 800 kilogramów mięsa z chorych i padłych krów trafiło do sklepów we Francji – ta informacja jest jedną z głównych, które znalazły się w dzisiejszej francuskiej prasie. Według władz doliczono się 795 kg sprowadzonego z Polski mięsa, które może pochodzić z ubojni zamieszanych w proceder ujawniony przez dziennikarzy Superwizjera TVN.
Mięso to miało trafić już do punktów sprzedaży w 19 departamentach. Udało się do tej pory zlokalizować i wycofać z handlu ok. 150 kg podejrzanego towaru. Francuski minister rolnictwa zapewnia jednocześnie, że służby szukają brakujących 650 kilogramów mięsa, a "system rozpoznawania działa całkiem dobrze".
Aferę z mięsem, które wprost zagraża zdrowiu publicznemu, skomentowały nie tylko media. Jedna z przywódczyń ruchu "żółtych kamizelek" Jacline Mouraud stwierdziła, że to oszustwo prowadzące do trucia ludzi. Zażądała kary dla winnych i wezwała Francuzów do tego, żeby kupowali tylko francuskie produkty, bo to nie tylko wspiera krajowych producentów, ale także daje według niej gwarancję, że spożywa się produkty nieszkodliwe.
Aferę z polską wołowiną skomentowała także liderka Frontu Narodowego Marine Le Pen. "Niech żyje globalizacja! Niech żyje handel bez kontroli! Unia Europejska poważnie szkodzi zdrowiu" – napisała na Twitterze.
W poniedziałek do Polski przylecą kontrolerzy Komisji Europejskiej, którzy zbadają sprawę. A o tym, jak łatwo sprzedać handlarzowi "leżaka," pisał w naTemat Kamil Rakosza.
źródło: wyborcza.pl