
Najprostszą drogą do stanowiska w administracji nie jest ukończenie odpowiednich studiów czy duże doświadczenie w biznesie, ale wpłata na fundusz wyborczy. W chwili gdy liczy się każdy grosz, politycy potrafią odwdzięczyć się tym, którzy pomogli im finansowo przed wyborami.
Na liście funduszu wyborczego PSL są także m.in. Lucjan Zwolak, wiceprezes ARR (także wpłacił 10 tys.), oraz Anita Szczykutowicz, dyrektor Departamentu Promocji Ministerstwa Rolnictwa (5 tys. zł). Blisko 21 tys. zł – maksymalną dopuszczalną stawkę, jaką może wpłacać osoba fizyczna na fundusz wyborczy, przekazał Ryszard Smolarek, którego Marek Sawicki rekomendował na stanowisko szefa Agencji Rynku Rolnego po odwołaniu Łukasika. CZYTAJ WIĘCEJ
Pytany przez "Rzeczpospolitą" ekspert Centrum Adama Smitha, Andrzej Sadowski, ocenia, że figurowanie na liście wpłat na komitet wyborczy pomaga po wyborach w dostaniu pracy dzięki znajomościom. Często to dobry interes, bo Śmietanko zarabiał rocznie około 800 tysięcy złotych. Ale także następca Marka Sawickiego, Stanisław Kalemba, wspiera swoją partię.
Najbliższa rodzina ministra ze Swarzędza, w tym syn Daniel zatrudniony w Agencji Rynku Rolnego, wpłaciła w sumie 57 tys. zł. Podobnie Przemysław Litwiniuk (wpłacił ponad 20 tys. zł) – były szef gabinetu politycznego ministra Sawickiego, dziś poza resortem, ale czerpiący ogromne zyski z synekur państwowych. CZYTAJ WIĘCEJ
Choć odszedł razem ze swoim szefem, nadal jest w radzie nadzorczej Elewarru i szefuje Fundacji Pomocy dla Rolnictwa. Jak przypomina "Rzeczpospolita" podobne praktyki mają miejsce w Platformie. Główni bohaterowie afery hazardowej - Jan Kosek i Ryszard Sobiesiak wpłacili odpowiednio 10 i 18 tysięcy złotych na konto wyborcze PO.
