
W samym centrum Warszawy, niedaleko Sejmu, Domu Aukcyjnego Desa czy Ambasady Francji, na Osiedlu Jazdów możemy poczuć się jak w podmiejskich ogródkach działkowych. Część domków jest zamieszkanych, ale część zajmują organizacje społeczne. Wśród inicjatyw znalazło się Solatorium - ogród, który pomaga walczyć z zimową depresją.
Skąd w centrum miasta osiedle drewnianych domków? Pochodzą z reparacji, które Finlandia miała świadczyć na rzecz Związku Radzieckiego po II wojnie światowej. Ten z kolei oddał je Polsce, w tym stolicy, która zaczynała być odbudowywana. Domki fińskie na Jazdowie miały zostać tylko na kilka lat, ale część z nich istnieje do teraz.
Trafiam tam w wyjątkowo paskudny dzień. Zacina deszcz, wieje nieprzyjemny wiatr, jest ciemno, buro i ponuro. Do tego korki takie, że przejechanie 10-minutowego odcinka drogi zajmuje około pół godziny. Warunki paradoksalnie idealne, biorąc pod uwagę fakt, że Solatorium ma pomagać w walce z sezonowym marazmem i depresją.
Rośliny pochodzą z różnych stron, głównie z tropików. Większość otrzymaliśmy w darze od naszych gości, część podarował nam Ogród Botaniczny UW oraz prywatne firmy. Niektóre przyniosłem z domu, bo uznałem, że tu, w świetle lamp i wilgotnym mikroklimacie drewnianego domku, będzie im lepiej. Rośliny są w domku cały rok, także po zakończeniu sezonu.
Ogród odwiedzić można w każdy piątek po południu oraz w soboty i niedziele od 11 do 20. Poza tym są też dni, w których organizowane są otwarte wydarzenia, jak na przykład warsztaty, wykłady czy koncerty. Na część z nich trzeba się wcześniej zapisać.
Choć główne działania Solatorium prowadzone są zimą, to latem również pełni istotną funkcję domku ogrodników z pobliskiego ogrodu Motyka i Słońce, którym również opiekuje się Pracownia Dóbr Wspólnych. Jeśli kapryśna pogoda nie pozwala na organizowanie letnich warsztatów pod gołym niebem, przenoszą się one pod dach ogrodu zimowego.
W pewnym momencie zacząłem uświadamiać sobie, jak dużo czerpię i jak bardzo zależę od roślin i od światła. Wszyscy uczymy się na lekcjach biologii o fotosyntezie, wiemy że rośliny dają nam tlen i pożywienie, zdajemy sobie sprawę, że bez nich nie byłoby życia na ziemi (przynajmniej takiego jakie znamy). Ale żeby w pełni poczuć tę zależność, trzeba nadać jej emocjonalne zabarwienie. Wystarczy wyjechać tam, gdzie roślin brak, zamieszkać przez tydzień np. na betonowej pustyni, pozbawionej zieleni, za to pełnej monstrualnych budynków i zasnutych smogiem ulic, żeby poczuć jak ważna jest milcząca obecność roślin. Człowiek odcięty od tego co nazywamy naturą, sam więdnie, koślawieje, dziwaczeje.
