
Tomasz Kot w niedzielny wieczór (czasu miejscowego) wziął udział w Los Angeles w gali rozdania Oscarów. Już po ceremonii aktor został "złapany" przez polskich dziennikarzy. Okazało się, że miejscowi dziennikarze mieli olbrzymi problem z jego... imieniem. Najpewniej wszyscy mylili go z Pawłem Pawlikowskim.
REKLAMA
Kot w rozmowie z reporterami przyznał, że jak tylko pojawił się pod Dolby Theatre, gdzie odbyła się gala, zaraz został "ustawiony" przez meksykańską telewizję. – To było chyba TV Azteca? – zastanawiał się Kot. Jak dodał, Meksykanie zaczęli go szybko odpytywać o ich "Romę", ale pojawił się inny problem. – Mówili do mnie "What do you think Pavel, tell me the truth", a ja im tłumaczyłem, że nie jestem Pavel – opowiadał Kot, którego słowa transmitowała telewizja TVN24.
Na dodatek to nie była jednostkowa sytuacja. – Tak samo mówili do mnie Francuzi – przyznał. Kot opowiedział także, jak wzruszająca była dla niego oscarowa piosenka "Shallow" Lady Gagi. – To była taka naprawdę cisza, ten cały oscarowy harmider ucichł – mówił.
Kot nie powiedział także, czy planuje zostać w USA. – Ja jakieś plany mam, ale teraz jestem oszołomiony. Musiałbym w kalendarz spojrzeć – stwierdził.
Przypomnijmy, że "Zimna wojna", w którym grał Kot, ostatecznie nie wygrała w żadnej z trzech kategorii, w których była nominowana. Statuetkę za najlepszy film zgarnął "Green Book", a swojego pierwszego Oscara za film otrzymał także Spike Lee.