
Jeśli III RP okazała się w niektórych dziedzinach państwem teoretycznym, przypomnę – nie wyłącznie za rządów lat 2008-2015, to IV RP jest jego głębokim rozwinięciem, znacznie bardziej groźnym i deprawującym – jest państwem fałszywym.
REKLAMA
Państwo fałszywe, głębokie rozwinięcie państwa teoretycznego
Jego fałsz polega głównie na tym, że tworzy ułudę państwa opiekuńczego, podczas gdy w swej istocie jest państwem wyłącznie obłudnym, czyli zapewniającym jedynie dostatnie życie wąskiej grupie społecznej, której elementem są politycy ekipy rządzącej, ich rodziny i znajomi. To zirka kilka procent społeczeństwa, pozostali (w części) kupieni zostali drobnymi, jeśli porównamy skalę dojenia państwa przez te kilka procent. Przyjmując – słusznie – że PRL był państwem zbliżonym do państwa PiS, to IV RP knajackość podniosła do rangi mistrzowskiej. Poziom obłudy, hipokryzji i braku zwykłej, ludzkiej przyzwoitości osiągnął w tym państwie Himalaje, a sprzątanie tej stajni Augiasza będzie wymagać wysiłku nie tylko polityków szeroko pojętej Opozycji, ale przede wszystkim znacznej części tego narodu.
Jego fałsz polega głównie na tym, że tworzy ułudę państwa opiekuńczego, podczas gdy w swej istocie jest państwem wyłącznie obłudnym, czyli zapewniającym jedynie dostatnie życie wąskiej grupie społecznej, której elementem są politycy ekipy rządzącej, ich rodziny i znajomi. To zirka kilka procent społeczeństwa, pozostali (w części) kupieni zostali drobnymi, jeśli porównamy skalę dojenia państwa przez te kilka procent. Przyjmując – słusznie – że PRL był państwem zbliżonym do państwa PiS, to IV RP knajackość podniosła do rangi mistrzowskiej. Poziom obłudy, hipokryzji i braku zwykłej, ludzkiej przyzwoitości osiągnął w tym państwie Himalaje, a sprzątanie tej stajni Augiasza będzie wymagać wysiłku nie tylko polityków szeroko pojętej Opozycji, ale przede wszystkim znacznej części tego narodu.
Szukając w pamięci synonimów słowa "fałszywe” przychodzą mi na myśl takie określenia: łżywe lub łże, kabotyńskie, partackie, fasadowe, geszefciarskie, wiarołomne, ogłupiające, złudne, cyniczne, pokrętne, łgarskie, nikczemne, obłudne czy haniebne. Każdy z tych przymiotników może bez problemu opisywać dzisiejszy twór. Niebotyczne zarobki dwóch pań w NBP, niebotyczne nagrody w TVP, prywatne imperium Kaczyńskiego, czy nagrody dla ministrów i wiceministrów z lat 2016-2017, co do których nie ma żadnej pewności czy zostały zwrócone, choć prezes określił wyraźnie datę ich zwrotu – to świadczy tylko o jednym: ta ekipa żadnych hamulców nie ma.
Państwo to jej prywatny folwark.
Państwo to jej prywatny folwark.
Gdy jesteś aktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych, przeczytasz tam komentarze typowego wyborcy PiS, które brzmią mniej więcej tak: "Cacy nie jest, ale jak sobie przypomnę poprzednie rządy...". Gdy masz jeszcze nieco cierpliwości i pokusisz się o dopytanie o szczegóły, w odpowiedzi zawsze dostaniesz jedno: 500+, 500+, 500+... I tu kończy się wszelka racjonalna dyskusja, bo po drugiej stronie racjonalizmu nie ma żadnego – przećwiczyłem to nie raz, zawsze z tym samym skutkiem. Ponieważ deprecjonowanie tych osób nie jest właściwe, rezygnujesz z rozmowy, utwierdzając ich w poczuciu fałszywej racji. Trudno – zdrowie, myślisz, jest ważniejsze.
Żeby była sprawa jasna: nie obchodzi mnie prywatne życie tego czy innego prezesa i prywatne życie jego asystentek oraz specjalistek od PR. To osobiste decyzje tych osób. Pod jednym wszakże warunkiem: rzeczone życie pana prezesa i jego asystentek dotyczy prywatnych pieniędzy prezesa, a nie środków publicznych, pochodzących z podatków zbieranych przez państwo w wyniku pewnych restrykcyjnych jego działań, na które się, jako obywatele, zgodziliśmy. Za potrącane nam podatki od pracy, państwo realizuje pewne obowiązki, które są przez większość akceptowane. Na pewno w tych kategoriach nie mieści się utrzymywanie asystentek, rodzin, czy znajomych królika. Nie mówię, że wcześniej tego nie było – mówię wyłącznie o skali, czyli przywołanych już wcześniej Himalajach. Zastanawia mnie nieustannie jedno: gdyby takie sprawy działy się za poprzedników (dziwne układy w NBP, niebotyczne pensje wybranek prezesa, zamówienie na 6 baniek dla firmy, w której pracuje mąż jednej z wybranek), to co by się w Polsce działo, skoro przez kilka ośmiorniczek i parę rzuconych przy dobrym winie swojskich „kurew” upadł rząd? Tymczasem fałszywemu państwu PiS nie szkodzi nic. Wszyscy kradną, ale nasi kradną dla Polski, nie dla Niemca.
Trzy filary państwa obłudnego
Plan Kaczyńskiego budowy państwa obłudnego miał składać się z trzech głównych klocków: stworzenia systemu prawnego, w którym władza będzie miała nie tylko prokuraturę, ale także sądy, w tym Trybunał Konstytucyjny, co pozwoliłoby stworzyć prawo umożliwiające przejmowanie prywatnych banków (później także firm) za przysłowiową złotówkę, co z kolei umożliwiłoby budowę imperium finansowego, którego symbolem miały być dwa wielkie wieżowce w centrum Warszawy, dzięki którym PiS całkowicie uniezależniłoby się od publicznych środków finansowych, pozbawiając ich przede wszystkim swoich politycznych konkurentów, co dałoby mu władzę na lata. Trzy filary: dualizm prawny – przejmowanie banków – budowa imperium, oto najtrwalszy fundament państwa PiS. Byłby to jedyny przykład na świecie jak obalając komunę w ciągu trzydziestu lat zbudować jej drugie wcielenie, doskonalsze, bo bogatsze dzięki pracy dwóch pokoleń, które zbudowało Polskę zasobną lat 1990-2015.
Plan Kaczyńskiego budowy państwa obłudnego miał składać się z trzech głównych klocków: stworzenia systemu prawnego, w którym władza będzie miała nie tylko prokuraturę, ale także sądy, w tym Trybunał Konstytucyjny, co pozwoliłoby stworzyć prawo umożliwiające przejmowanie prywatnych banków (później także firm) za przysłowiową złotówkę, co z kolei umożliwiłoby budowę imperium finansowego, którego symbolem miały być dwa wielkie wieżowce w centrum Warszawy, dzięki którym PiS całkowicie uniezależniłoby się od publicznych środków finansowych, pozbawiając ich przede wszystkim swoich politycznych konkurentów, co dałoby mu władzę na lata. Trzy filary: dualizm prawny – przejmowanie banków – budowa imperium, oto najtrwalszy fundament państwa PiS. Byłby to jedyny przykład na świecie jak obalając komunę w ciągu trzydziestu lat zbudować jej drugie wcielenie, doskonalsze, bo bogatsze dzięki pracy dwóch pokoleń, które zbudowało Polskę zasobną lat 1990-2015.
Każdy z owych trzech filarów dla każdego zdrowo myślącego obywatela tego kraju jest równie odpychający. Spróbujcie na przykład nie stawić się na rozprawie sądowej bez usprawiedliwienia jako świadek. Zaręczam, kara grzywny jak w banku. Albo przegapcie jakiś termin w sądzie. Efekt? Nie trudno przewidzieć. A teraz porównajcie zachowania i działania prezydenta, premiera, ministrów i posłów obozu władzy oraz sądowe konsekwencje ich działań. A może przypomnijmy sobie rozmowę przewodniczącego KNF z Leszkiem Czarnieckim, albo rozmowy prezesa z Geraldem Birgfellnerem.
(Nie) święty Jarosław w czapce Mikołaja
Czym w istocie jest obłudne państwo PiS? Dwa przykłady z brzegu. Pierwotna waloryzacja emerytur i rent miała wynosić 3,26 proc., ale w związku ze zbliżającym się terminem konwencji wyborczej PiS trzeba było coś wymyślić, aby ludzi znowu kupić – budżet jak wiadomo nie jest z gumy nawet dla tej władzy. Spece od kreatywnej księgowości zaczęli więc główkować i wpadli na szatański, ale bardzo prosty pomysł. Zredukowano waloryzację z 3,26% do 2,86%. Ta redukcja wystarczyła, aby emerytom wypłacić w lipcu prezent od Jarosława, czyli 1100 zł jednorazowego dodatku emerytalnego. Jak dobrze policzyć, to powinno jeszcze coś zostać. Tak oto emeryci i renciści złożyli się na kiełbasę wyborczą dla siebie, którą z gracją słonia w składzie z porcelaną obiecał im jeszcze nie emerytowany zbawca narodu.
Czym w istocie jest obłudne państwo PiS? Dwa przykłady z brzegu. Pierwotna waloryzacja emerytur i rent miała wynosić 3,26 proc., ale w związku ze zbliżającym się terminem konwencji wyborczej PiS trzeba było coś wymyślić, aby ludzi znowu kupić – budżet jak wiadomo nie jest z gumy nawet dla tej władzy. Spece od kreatywnej księgowości zaczęli więc główkować i wpadli na szatański, ale bardzo prosty pomysł. Zredukowano waloryzację z 3,26% do 2,86%. Ta redukcja wystarczyła, aby emerytom wypłacić w lipcu prezent od Jarosława, czyli 1100 zł jednorazowego dodatku emerytalnego. Jak dobrze policzyć, to powinno jeszcze coś zostać. Tak oto emeryci i renciści złożyli się na kiełbasę wyborczą dla siebie, którą z gracją słonia w składzie z porcelaną obiecał im jeszcze nie emerytowany zbawca narodu.
Inny przykład: ponad rok temu PiS odrzucił projekt PO likwidujący PIT od emerytur. Dla emerytury brutto 1930 złotych (mediana emerytur wg danych ZUS) PIT w uproszczeniu wynosi 330 złotych, co daje emeryturę netto na poziomie 1600 zł. W ciągu roku to kwota 3960 zł. Prezent od Jarosława Kaczyńskiego w postaci 13 emerytury to 1100 zł. Zatem jeden emeryt przy tej wysokości świadczenia odda obłudnemu państwu PiS 2860 zł. Zaprawdę, uwierzyć w to fałszywe państwo opiekuńcze można bez większego wysiłku, zwłaszcza gdy brak podstawowej wiedzy jest w polskim społeczeństwie powszechny.
To o to bije się obóz Kaczyńskiego i dlatego właśnie gotów jest rzucić każde, ostatnie zresztą pieniądze, jakie jeszcze się w budżecie znajdą, zwłaszcza gdy to obywatele dokładają się do tych wszystkich zmyślnych kiełbas wyborczych.
Teraz albo nigdy – myśli Kaczyński. Teraz albo nigdy powinien myśleć też KAŻDY Polak, któremu obce jest państwo obłudne PiS. Teoretyczne zresztą też.