Dzisiaj zbierają się na nadzwyczajnym posiedzeniu ambasadorowie państw członkowskich przy Unii Europejskiej. Dokładnie spotkanie dotyczy przedstawicieli przy Komitecie Politycznym i Bezpieczeństwa UE. Mają oni ustalić wspólną reakcję na wydalenie wszystkich szwedzkich dyplomatów z Mińska. W sprawę są zaangażowani osobiście prezydent Łukaszenka, minister spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt i Catherine Ashton.
Incydent z rozrzuceniem ze szwedzkiej awionetki 800 miśków z apelami o wolność słowa miał miejsce ponad miesiąc temu, potem zaległa cisza i 31 lipca zdymisjonowano dowódców sił powietrznych, straży granicznej, tajnej policji i ministra obrony. Aresztowano fotoreportera i biznesmena podejrzanych o udział w miśkowym nalocie. Białoruś zupełnie oficjalnie zażądała od Szwecji i Litwy współpracy prawnej przy ściganiu powietrznych intruzów. Szwecja odmówiła i personel pożegnał się z Mińskiem.
Przedstawiony obrazek jest zabawny i tragiczny, bo z jednej strony reakcja Łukaszenki ośmiesza go, z drugiej zaś wszystko odbywa się w czasie kampanii wyborczej do białoruskiego parlamentu. Łukaszenka wykorzystał incydent, aby skonsolidować władzę, odstrzelić kilka przykładowych postaci we własnej ekipie i … wybrać posłuszny parlament.
Dyplomaci w Brukseli mają problem. Wypadałoby solidarnie wycofać ambasadorów z Mińska (tak jak zdarzyło się to już w tym roku) tylko, że wycofani ambasadorowie będą musieli wrócić i uczynią to chyłkiem i szybko, bo są potrzebni do wspierania rozbitej, skłóconej i pogubionej białoruskiej opozycji. Przewiduję, że padną mocne słowa, które nie wywołają większego wrażenia ani w Mińsku, ani w Unii. Tak jak cała polityka wobec Białorusi.
