"Leżę cała we krwi na sali, a tu nagle - puk, puk - i wchodzi ksiądz". Historia ze szpitala ginekologicznego

Czy ksiądz może wchodzić do sal pacjentek w szpitalu ginekologicznym? (zdjęcie ilustracyjne)
Czy ksiądz może wchodzić do sal pacjentek w szpitalu ginekologicznym? (zdjęcie ilustracyjne) Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta
Kapelan Szpitala im. Świętej Rodziny mówi, że zdaje sobie sprawę, gdzie posługuje. Wie, że szpital to miejsce specyficzne, a szpital ginekologiczno-położniczy w szczególności. Podkreśla, że nigdy nikomu nie narzuca się z zapraszaniem do modlitwy. Paulina wizytę księdza w swojej szpitalnej sali zapamiętała jednak inaczej. Duchowny zastał ją w takim momencie, że nie chciała, aby ją widział ktokolwiek obcy.


Paulina do szpitala przy Madalińskiego trafiła zimą w związku z ciążą pozamaciczną. Musiała przejść zabieg wycięcia jajowodu. – Wykupiłam sobie prywatny pokój, aby móc być tam sama. Leżałam tam cała obolała, zakrwawiona i nie życzyłam sobie tam widzieć nikogo poza personelem medycznym – wspomina.

Bardzo krępująca sytuacja
Jak mówi, w tym czasie dwa razy do jej pokoju przychodził ksiądz. – To był pododdział patologii ciąży, gdzie kobiety potrzebują szczególnej intymności – podkreśla.

Dla mnie ta sytuacja była bardzo krępująca. Leżałam cała we krwi. A tu nagle słyszę - puk, puk - i cyk za klamkę, wchodzi sobie ksiądz. Jak gdyby nigdy nic. I zaprasza do modlitwy. A weź ty człowieku idź sobie stąd! Chcę tu być sama! Nie chcę, żeby mi tu jakiś obcy mężczyzna przyłaził!

Od zdarzenia minęło już parę miesięcy, ale Paulina wciąż aż kipi z emocji. Jak opisuje, ksiądz nie poczekał na żadne "Proszę". Ot po prostu, wszedł i już. – Nawet nie miałam szansy, żeby zdążyć się czymkolwiek okryć. Przepraszam za szczegółowy opis, ale ja w tym momencie - zgodnie z zaleceniem lekarza - wietrzyłam moją ranę po zabiegu, aby szybciej się goiła – opowiada.

Tu nie ma wstępu
Kapelan szpitala im. Świętej Rodziny ks. Maciej Wygnański jest właściwie pewien, że to nie mogło się wydarzyć na patologii ciąży. – W salach, do których pukam, nie bywają zakrwawione pacjentki. Pracuję w tym szpitalu od pięciu lat i nie pamiętam, aby doszło do opisywanej tutaj sytuacji – zarzeka się w rozmowie z naTemat ks. Wygnański.


A zamieszanie wybuchło po tym, jak Tomasz Michniewicz, dziennikarz i podróżnik, w emocjonalnym tonie na Facebooku opisał to, czego był świadkiem – jak księża wchodzą na porodówkę i właściwie mogą podglądać półnagie kobiety w sytuacjach dla nich niezręcznych, krępujących, czasem bardzo intymnych. Jednym z opisanych przez niego szpitali była właśnie placówka przy Madalińskiego w Warszawie.
Ks. Wygnański zapewnia, że okoliczności opisane w tym poście w szpitalu przy Madalińskiego, nie mogły mieć miejsca. Że możliwe, iż dotyczą którejś innej placówki. Tak czy inaczej – wówczas nastąpiły pewne zmiany.

Prawo do godności i intymności
Rzeczniczka placówki Anna Sergiel-Antosiewicz w rozmowie z naTemat przyznała, że ponad rok temu wizyty kapelana na oddziałach ginekologii oraz położnictwa zostały ograniczone. W przesłanym nam komunikacie wyjaśnia, że są miejsca, gdzie ksiądz może wejść tylko na życzenie pacjentki.
Anna Sergiel-Antosiewicz
Dział Marketingu i Promocji Zdrowia, Szpital Specjalistyczny im. Św. Rodziny SPZOZ

W Szpitalu Specjalistycznym im. Św. Rodziny każdego dnia Kapelan pełni dyżur w kaplicy przyszpitalnej, ma także możliwość odbycia obchodu na oddziałach z posługą sakramentalną. Każdy Pacjent ma prawo do odmowy kontaktu z kapelanem. Na Oddziałach Położnictwa oraz Ginekologii obowiązuje szczególnie prawo do poszanowania godności i intymności pacjenta, wizyty kapelana możliwe są wyłącznie na życzenie Pacjentki, po wcześniejszym bezpośrednim kontakcie telefonicznym lub przekazaniu takiej prośby przez położną.

– Ograniczenie wizyt kapelana na Oddziale Położnictwa oraz Oddziale Ginekologii zostało wprowadzone w wyniku przekazanych uwag Pacjentek w lutym 2018 r., obecnie zatem będziemy domagać się przestrzegania ustalonych już wcześniej zasad pobytu kapelana na oddziałach szpitalnych – zapowiada rzeczniczka szpitala.
Ks. Maciej Wygnański zapewnia, że uznał racje personelu medycznego i stosuje się do uzgodnionych zasad. Wie, gdzie wejść może, gdzie nie powinien. Tam, gdzie obowiązują ograniczenia, wiszą informacje o tym, że w szpitalu jest kaplica, kiedy są msze i jak można się z nim skontaktować. – Ale proszę zrozumieć, że trudno byłoby wykonywać swoje obowiązki kapelana szpitala, nie mając wstępu właściwie nigdzie – wyjaśnia.

Puka zawsze, nie zawsze słyszy: "Proszę"
– W tej chwili na oddziały położnicze przychodzę jedynie na wezwanie - pacjentki dzwonią same lub też swoją prośbę o wizytę przekazują przez pielęgniarkę czy jakąś bliską osobę – zastrzega ks. Maciej Wygnański.
Ks. Maciej Wygnański
kapelan Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie

Obchód duszpasterski, jeśli można tak to nazwać, wykonuję tylko i wyłącznie na oddziale ginekologii, gdzie pacjentki często szykują się do operacji, nie mogą wstawać, oraz na oddziale chirurgii onkologicznej i rekonstrukcji piersi. Z kolei na oddziały pediatryczne, noworodkowe czy wcześniacze - zgodnie ze zmianami wprowadzonymi w ostatnich miesiącach - nie wchodzę ze względów epidemiologicznych.

Ksiądz kapelan zapewnia, że do żadnej z sal nie wchodzi bez pukania. – Oczywiście, nie zawsze słyszę: "Proszę", bo bywa tak, że pacjentki nie mają siły, by to powiedzieć – wyjaśnia. Oczywiście bywa też, że nikt nie zaprasza do sali, bo pacjentka śpi. – Naprawdę nigdy się nie zdarzyło, żebym umyślnie zbudził śpiącą pacjentkę – zapewnia ks. Wygnański.

"Nikogo nie zmuszam do modlitwy"
Duchowny zapewnia, że po wejściu do sali nigdy nie przystępuje od razu do zapraszania do modlitwy. Najpierw jest rozmowa, z której wynika, czy kobieta ma ochotę na modlitwę, czy też nie.
– Witam się, zazwyczaj nawet nie mówię: "Szczęść Boże", i pytam, czy mogę w czymś pomóc. Informuję, że na terenie szpitala jest kaplica, że jest cały czas otwarta, że gdybym mógł się przydać w jakiś indywidualny sposób, to mój numer telefonu jest dostępny. Zapraszam na mszę świętą. Na pewno w żaden sposób nie wywieram presji i na pewno nikogo nie zmuszam do modlitwy. Gdy widzę, że ktoś nie ma ochoty na rozmowę ze mną, życzę wszystkiego dobrego i idę dalej – zapewnia ks. Maciej Wygnański.

"Moja sprawa, czy się modlę"
Paulina wizytę księdza zapamiętała inaczej. Według jej relacji zaproszenie do modlitwy padło od razu. A ona zdecydowanie na żadną modlitwę ochoty nie miała.

Gdybym chciała się z nim pomodlić, to wszędzie w tym szpitalu wiszą plakaciki, jaki jest numer do kapelana, o której są msze w kaplicy, itp. Naprawdę, wiedziałabym gdzie się zgłosić. Ale nie chcę! Moja sprawa, czy się modlę, do kogo się modlę i z kim!

A że ksiądz składał wizytę dwa razy, mimo iż Paulina powiedziała, że nie nie ma ochoty na modlitwę? Tu duchowny przyznaje, że tak się mogło zdarzyć i że ponownie odwiedza jakąś salę nawet wtedy, gdy od którejś z pacjentek usłyszy, że nie ma ochoty na wizytę duszpasterza. Oczywiście - zastrzega - w tej części szpitala, do której ma wstęp.

Ksiądz uwagi bierze do serca
– Uprzedzam panie, że zapukam też w kolejnych dniach, bo przecież istnieje coś takiego jak ruch chorych i następnego dnia może w tej sali leżeć już ktoś inny – tłumaczy.
Ks. Maciej Wygnański
kapelan Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie

Naprawdę, nie narzucam się pacjentkom. Zdaję sobie sprawę, że często są to osoby w ciężkim stresie. Jest mi strasznie przykro, że pani Paulina w taki sposób zapamiętała spotkanie ze mną i ze swojej strony dokładam wszelkich starań, aby wyglądało to dokładnie odwrotnie.

– Myślę, że jestem osobą dosyć wrażliwą i empatyczną. Gdy pojawiają się tego typu informacje czy inne nieprzychylne opinie o mojej działalności, biorę je sobie do serca – podkreśla kapelan.

Propozycja pogrzebu
Paulina z zimowego pobytu w szpitalu im. Świętej Rodziny, gdzie trafiła na zabieg usunięcia jajowodu w związku z ciążą pozamaciczną, zapamiętała jeszcze jedno – propozycję urządzenia pogrzebu. W jej odbiorze było to mocno niestosowne.

– Zanim jeszcze doszło do zabiegu wycięcia jajowodu otrzymałam propozycję - że mogę urządzić pogrzeb temu dziecku, które mi będą wycinać z jajowodu. Że jak zapłacę za badania genetyczne, aby sprawdzić, jakiej ono jest płci, to będę mu mogła nadać imię. Tę informację otrzymałam, gdy byłam w absolutnym amoku z bólu, gdy tuż przed przewiezieniem na oddział pobierano mi krew – wspomina pacjentka.

Możliwe, że niektórym matkom ta informacja jest potrzebna. Ale to nie w takiej formie! Nie w takim momencie! Być może tę informację powinien był otrzymać mój trzeźwo myślący mąż, który był wtedy ze mną. Ja byłam wtedy w takim stanie, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Wiłam się z bólu i nie bardzo jeszcze kojarzyłam, o co chodzi. A tu taka wiadomość – jeb!, pogrzeb dziecka!

Rzeczniczka szpitala wyjaśnia, że tego typu informacje przekazywane są pacjentce już na samym wstępie.
Anna Sergiel-Antosiewicz
Dział Marketingu i Promocji Zdrowia, Szpital Specjalistyczny im. Św. Rodziny SPZOZ

Każda Pacjentka, bez względu na umiejscowienie ciąży obumarłej lub pozamacicznej, już na etapie przyjęcia na Oddział Ginekologii otrzymuje pakiet drukowanych informacji – instrukcji z możliwościami postępowania oraz zgód Pacjenta. Informacje dotyczą m.in. wyboru indywidualnego pochówku lub pozostawienia płodu w Szpitalu, przeprowadzenia badań genetycznych w kierunku określenia płci płodu, niezbędnych do uzyskania w USC aktu urodzenia a tym samym ubiegania się o świadczenia socjalne.

– Każda pacjentka ma możliwość samodzielnego zapoznania się z dokumentami w dogodnym dla siebie czasie, podjęcia decyzji wspólnie z partnerem lub przekazania ich mężowi lub partnerowi jeśli posiada uznanie ojcostwa, po wcześniejszym wydaniu upoważnienia – wyjaśnia Anna Sergiel-Antosiewicz.

Podziel się opinią
Kobiet, które ze szpitala ginekologiczno-położniczego wyszły z negatywnymi wspomnieniami, bez wątpienia jest wiele. I tymi dobrymi wrażeniami, i tymi złymi warto podzielić się z Fundacją Rodzić Po Ludzku, która zbiera opinie o szpitalach w anonimowej ankiecie (można wypełnić ją tutaj).
Tu można poinformować, czy w szpitalu było przestrzegane prawo do poszanowania prywatności, do zachowania godności i intymności. I czy zapisane w ustawie o prawach pacjenta prawo do opieki duszpasterskiej jest właśnie prawem, czy też czasami staje się obowiązkiem. Gdy pojawiają się niepokojące informacje, Fundacja podejmuje interwencje. I często jest w tym skuteczna.

Imię bohaterki artykułu na jej prośbę zostało zmienione.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...