
Zaledwie 4 lata po wydaniu książeczki dla dzieci "Kim jest Ślimak Sam?", politycy PiS w kuratoriach skończyli lekturę tej niebezpiecznej pozycji. W konsekwencji wycofali bajeczkę z biblioteki w olsztyńskiej szkole podstawowej, a na samą placówkę nasłali szereg kontroli. Dział śledczy w naTemat nie mógł pozostać obojętny. Przeczytaliśmy "Ślimaka Sama", by pokazać Wam najbardziej oburzające elementy publikacji.
– Zanim zaczniemy lekcję, chcę wam coś powiedzieć – pani Okapi zawiesiła głos. – Wszyscy zachowaliśmy się wczoraj trochę nieładnie wobec Sama. To, czy Sam jest chłopcem, czy dziewczynką, to jego sprawa, nie nasza. Gdy już podejmie decyzję, powie nam, jeśli będzie chciał.
– Dzieci! – powiedziała pani Okapi. – Jesteście już oficjalnie uczniami i uczennicami Szkoły Podstawowej numer 120 imienia Straceńczej Walki o Wolny Las.
– O, wyszedłeś wreszcie! – powiedziała z uśmiechem, odkładając na wpół zjedzoną bułkę. – Jestem Magda. Szkolna pedagożka.
– Ja… Nie chcę być niegrzeczny ani nic… Ale… To dwóch panów może wziąć ślub?
– Jeśli się kochają, to czemu nie? – odparł pytaniem na pytanie Tomek Łabędź i z powrotem włożył na głowę kask.
