
Konwojent jednej z ochroniarskich firm zostawił auto z pieniędzmi tylko na chwilę. Gdy wrócił z punktu nadawania przesyłek samochodu już nie było. Wkrótce znalazł się kilkadziesiąt metrów dalej. Do zdarzenia doszło w Koszalinie.
Kiedy konwojent zorientował się, że samochodu nie ma tam gdzie go zaparkował, od razu zgłosił sprawę na policję. Funkcjonariusze dzięki nadajnikowi GPS znaleźli płonące auto kilka przecznic dalej. Jednak pieniędzy - rzekomo miało być ich prawie milion złotych - nie znaleziono.
– Na tę chwilę nie mamy zgłoszenia o przestępstwie od firmy ochroniarskiej. Nie mamy potwierdzenia, że firma utraciła przewożone pieniądze, nie wiemy, jaka kwota wchodzi w grę. Mamy spalony samochód – jak czytamy w Wirtualnej Polsce, tak mówiła w piątek Polskiej Agencji Prasowej rzecznik koszalińskiej policji Monika Kosiec.
Po przesłuchaniu konwojenta policjanci analizują nagrania z monitoringu. Muszą sprawdzić wszystkie punkty, w których zatrzymywał się pracownik firmy ochroniarskiej i w których podejmował pieniądze. Chodzi o to, aby mieć pewność ile gotówki tak naprawdę zniknęło i czy w ogóle znajdowała się w samochodzie. Jak podaje "Głos Koszaliński" konwojent został zatrzymany do wyjaśnienia sprawy. Śledztwo nadzoruje prokurator.
