
Jaki jest siedzący na brexitowej bombie “przeciętny Brytyjczyk”? Czy różni się od tego samego “statystycznego”, który jeszcze kilka lat temu spokojnie popijał popołudniową herbatkę w swoim domku na wsi, albo od tego, który bookował pokoje na wieczór kawalerski w Krakowie? Czy może jednak nadal pozostał tym samym, zadzierającym nosa arystokratą, za którego część z nas z pewnością go miała?
“Komu bije Big Ben” to książka, którą w innej rzeczywistości można by zalecać jako lekturę obowiązkową wszystkim programistom, pielęgniarkom, zbieraczom truskawek czy budowniczym mostów, którzy wyjeżdżali do UK do pracy. Wszyscy oni na pewno byliby wdzięczni wiedząc zawczasu, w jak zróżnicowany tygiel kulturowo-poglądowo-klasowy się ładują.
[i]Najpierw spodnie – wkładamy je tak, aby nogawki były w połowie przewieszone przez jej boczną ściankę. Gdy skończymy wszystko pakować, wylądują na wierzchniej warstwie ubrań, dzięki czemu unikną zagięcia nad kolanem. Dwie pary spodni przykrywamy warstwą pergaminu, na to kładziemy złożone w kostkę koszule i znowu pergamin, a potem skarpetki i majtki. Nie wolno ich, broń Boże, rolować ani składać! Każdy element układamy obok siebie luzem na pergaminie i gdy powierzchnia się zapełni, znowu bierzemy arkusz i kładziemy na nim kolejną warstwę ubrań.[/i]
[i]– Przy okazji powrotu na scenę i publikacji książki udziela pan wielu wywiadów. Jest coś, o co dziennikarze dotąd pana nie zapytali?
– Tak. Kiedy zmarł kardynał Richelieu.
– Aha.
– Nie chcesz o to zapytać? Śmiało, pytaj.
– No więc kiedy zmarł kardynał Richelieu?
– W 1642.[/i]
