Nikt tak nie skrytykuje kobiety tak, jak jej siostra. "Tylko ona potrafi wytknąć mi, że mam gruby tyłek"

Siostry często są tak różne, że zupełnie nie potrafią się dogadać
Siostry często są tak różne, że zupełnie nie potrafią się dogadać Fot. Kadr z filmu "Zakochana złośnica"
Posiadanie rodzeństwa nie jest łatwą rzeczą. Owszem, jest świetne, ale też często sprawia dużo problemów i wiąże się z niezliczoną ilością konfliktów. A nic nie jest bardziej skomplikowane, jak relacja sióstr. Jest tu miejsce i na miłość, i na nienawiść, i na walki, i przytulanie, i złośliwości, i komplementy. To jak jazda na rollecoasterze. Naprawdę.


Oczywiście wszystko zależy od ludzi – niektóre siostry być może dogadują się świetnie, nigdy nie podniosły na siebie głosu i są swoimi najlepszymi przyjaciółkami. Jednak z obserwacji widzę, że takich siostrzanych relacji jest znacznie mniej. Nie oznacza to jednak, że siostry się zazwyczaj nienawidzą, nic z tych rzeczy. Po prostu potrafią być dla siebie... niezwykłymi świniami. A jednocześnie bardzo się kochać.


(Pop)kultura różnie pokazuje związki sióstr (chociaż częściej pokazują relacje braci, niestety). Czasem są motylki, kwiatki i serduszka, jak relacja między Elizabeth i Jane Bennet w "Dumie i uprzedzeniu" albo Katniss i Primrose Everdeen w sadze "Igrzyska śmierci". Czasami z kolei jest tylko zazdrość i złość. Przykład? Czerwona i Biała Królowa w "Alicji po drugiej stronie lustra" albo... Alina i Balladyna z dramatu Słowackiego.


Jednak na szczęście najczęściej relacje sióstr w filmach i książkach są takie jak w życiu – skomplikowane. Jest niemożność porozumienia się, wzajemne pretensje i docinki, ranienie się nawzajem, jak również głębokie przywiązanie i uczucie. Takich przykładów jest dużo, ot, chociażby: Elsa i Anna w "Krainie lodu", Baby i Lisa w "Dirty Dancing" albo Samantha i Ginny w "Szesnastu świeczkach".


Ale mniejsza o popkulturę. Jak jest w życiu?"Siostra czerpie przyjemność z dogryzania mi, że jestem sama"
W dzieciństwie i okresie nastoletnim siostry czytają ukradkiem swoje pamiętniki, ośmieszają się przed przyjaciółmi, skarżą na siebie rodzicom i zabierają sobie rzeczy z szafy oraz kosmetyki z półki. Jednak potem największym problemem stają się różnice charakteru.

Niekiedy wydają się one zupełnie nie do pokonania, zwłaszcza, kiedy jedna z sióstr jest osobowościowo podobna do mamy. Jak pisała czytelniczka w liście do naTemat, relacje córek z matkami często są niezwykle trudne. Dodać do tego jeszcze siostrę? Jest dramat do potęgi trzeciej. Bo dochodzą i nieporozumienia, i... zazdrość.

Monika: "Moich relacji z siostrą nie można wrzucić do worka z etykietką »proste«. Kochamy się i ostatecznie zawsze wspieramy, ale od kiedy tylko pamiętam – rywalizujemy, bywamy dla siebie złośliwe. Nikt inny – no może poza mamą – tak szczerze nie wytknął mi »grubej dupy« czy »włosów w kolorze jajecznicy«.

Tak właściwie było od zawsze: w dzieciństwie się biłyśmy, kłóciłyśmy, wtedy rywalizowałyśmy o uwagę mamy. Ona – z uwagi na to, że była młodsza – miała jej więcej. Była »córusią mamusi«, ja – »córusią tatusia”. Dla kilkuletniej dziewczynki to był koszmar: to ona zasypiała z mamą, częściej się do niej tuliła, nigdzie bez maminej ręki się nie ruszyła".Sylwia: "Mam młodszą siostrę. Jesteśmy kompletnie inne. Szczerze mówiąc, nie potrafię wymienić jednej cechy, która nas łączy. Nawet zupełnie inaczej wyglądamy.

Te różnice były problemem od okresu dojrzewania, kiedy jedna potrafiła wyzwać drugą. Padały naprawdę mocne i niecenzuralne słowa, kilka razy nawet się pobiłyśmy. Było do tego stopnia źle, że mama w pewnym momencie zabroniła nam nawet ze sobą rozmawiać i być jednocześnie w jednym pomieszczeniu, bo bała się, że coś sobie zrobimy.

Dlaczego było tak źle? Myślę, że nie potrafiłyśmy zrozumieć siebie nawzajem, a przede wszystkim siebie zaakceptować. Obie momentami uważałyśmy siebie za głupie i gorsze. Nie pomagało to, że po stronie mojej siostry była mama – one obie są naprawdę identyczne. To często sprawia, że czułam się jak wyrzutek i byłam po ludzku zazdrosna. Nadal mam z tym problem, mimo że mamy o wiele lepsze relacje i jesteśmy dość blisko".

Ania: "Moja siostra i ja jesteśmy kompletnie różne. Mamy inne poglądy, słuchamy innej muzyki, lubimy inne jedzenie, inaczej się ubieramy. Kiedy byłyśmy młodsze, cały czas walczyłyśmy. Serio walczyłyśmy, potrafiłyśmy się nawet bić, choć ja – ponieważ jestem młodsza – zawsze udawałam ofiarę.

Dziś nie wojujemy, ona czerpie tylko przyjemność z dogryzania mi, że jestem sama. Kiedy spotykamy się u rodziców podczas jakichś uroczystości, zawsze głośno zastanawia się, na czyim weselu będzie się szybciej bawić: na moim czy swojej córki. Muszę tylko nadmienić, że moja siostrzenica ma 5 lat, a ja 30"."Jej pomagali wszyscy, ja radziłam sobie sama"
Problematyczna jest również różnica wieku. Chociaż nawet nie tyle ona, a pozycja w rodzinie, która się z wiekiem wiąże. Przyjęło się bowiem, że starsze siostry (lub bracia) muszą poświęcać się dla młodszych, a młodsze słuchać się starszych. A te kulturowe oczekiwania nie tylko są irytujące i męczące, ale też po prostu z góry nastawiają rodzeństwo przeciwko sobie.

Monika: "Byłam starszą siostrą, więc i odpowiedzialną za młodszą. Mama zawsze powtarzała: musisz się nią opiekować, dbać o nią, pomagać jej w wypracowaniach, pracach plastycznych. Pomagałam więc i ja, i tata, i mama, i babcia. Jej pomagali wszyscy, ja radziłam sobie sama.

Myślę, że to nas bardzo różni do dziś. I do dziś mam w sobie ten chory obowiązek: napisałam jej pracę dyplomową na studiach, pomogłam w wielu rzeczach. Czasami nie padło nawet »dziękuję«. Ale to nic, chyba się przyzwyczaiłam i zwaliłam to na karb tego, że jesteśmy po prostu rożne, a ona o te dwa lata młodsza.Asia: Mam starszą siostrę, która jest po prostu nadopiekuńcza. Nie mieszkamy już razem, ale i tak czuję, że mnie kontroluje. Kiedy do mnie przychodzi, zagląda mi do lodówki i krytykuje, że mam niezdrowe jedzenie. Wytyka mi błędy wychowawcze (mam małą córeczkę), cały czas nudzi, że powinnam zmienić pracę albo przemalować ściany w pokoju, bo są za ciemne. Serio, jak druga matka. To jest nie do wytrzymania.

Wiem, że siostra się o mnie martwi i mnie kocha, ale mam jednak cały czas poczucie, że czuje się ode mnie lepsza. Jej krytyka tylko to podkreśla. To wygląda tak, jakby cały czas pokazywała mi: »ja jestem taka odpowiedzialna i mądra, a ty głupiutka, więc się tobą zajmę«. Naprawdę potrafię zająć się sobą i swoim dzieckiem".

Sylwia: "Od zawsze czułam się w obowiązku opiekować moim młodszym rodzeństwem. Oddawałam im najlepsze zabawki i najlepsze smakołyki, na wyjazdach pozwalałam im spać w wygodniejszym łóżku, pomagałam w szkole.

Niestety często zapominałam o sobie, co wykorzystywała moja siostra. Załatwiałam jej rzeczy na uczelni i w urzędach, pisałam prace, zawalałam dla niej noce. Ale sama dałam się w to zapędzić, teraz już jestem mądrzejsza, a ona też zrozumiała, że to nie jest w porządku"."Zawsze wiedziałam, że skoczyłabym za moją siostrą w ogień"
Konflikty, kłótnie i głęboko skrywane żale komplikują siostrzane relacje, ale rzadko całkowicie je niszczą. Dlaczego? Paradoksalnie siostrzane więzi są bowiem bardzo mocne. Jest coś wręcz pierwotnego i mitycznego w relacji sióstr – silnych kobiet, które potrafią siebie dogłębnie zranić, ale też stać za sobą murem i pomóc w największych kryzysach.

Sylwia: "Przez lata źle nam było zarówno razem, jak i osobno. Nie potrafiłyśmy żyć ze sobą, ale bez siebie też nie. Dochodzę do wniosku, że z nikim nie mam tak intensywnej relacji, jak właśnie z siostrą. Dalej jesteśmy zupełnie inne, ale akceptujemy się i wspieramy, lubimy spędzać razem czas. Mogę na nią czasem ponarzekać przyjaciołom, ale oni nie mogą o niej powiedzieć złego słowa. Bo inaczej gryzę!".

Ania: "Mimo wszelkich różnic zawsze wiedziałam, że skoczyłabym za moją siostrą w ogień. Ja mogłam ją krytykować, ale jeśli ktokolwiek inny odważyłby się choćby zająknąć na jej temat w złym kontekście, wstępowała we mnie wściekłość".Monika: "Mało rozmawiamy z siostrą o uczuciach. Rzadko prawimy sobie komplementy, rzadko się przytulamy. Ostatnio – wiedząc, że u niej jest gorzej – napisałam, żeby pamiętała, że zawsze może na mnie liczyć. Bardzo się ucieszyła, odpowiedziała emotikoną – serduszkiem. W sumie nie wiem, czy gdyby u mnie było źle, to czy mogłabym i ja na nią liczyć. Ale bardzo chcę wierzyć, że tak by było.

Zazdroszczę siostrom, które są dla siebie najlepszymi przyjaciółkami. Tak jest z moją mamą i jej siostrą. Może to kwestia charakteru i czystej chemii międzyludzkiej? Nie wiem. Ale pracuję nad tym, żeby się tego dowiedzieć".

Obojętnie co się wydarzy, z siostry nie warto bowiem rezygnować. Taka relacja jest tylko jedna. Mimo wszystko.