"Zaczął okładać mnie metalową pałką, skoczyłam z pierwszego piętra". Wyznanie ofiary przemocy domowej

Ofiara przemocy domowej postanowiła opowiedzieć o swoim koszmarze.
Ofiara przemocy domowej postanowiła opowiedzieć o swoim koszmarze. Fot. 7 metrów pod ziemią / YouTube
W 2018 roku w Polsce ofiarą przemocy domowej padło prawie 90 tysięcy osób. Ale to tylko te, które miały odwagę zgłosić się na policję, bo w rzeczywistości ofiar jest o wiele więcej. Przeważającą większość pokrzywdzonych stanowią kobiety. Jedna z nich, Kamila Rondo postanowiła opowiedzieć Kamilowi Gęburze o swoim życiu, które przez męża stało się walką o przetrwanie i niekończącym się koszmarem.


"Byłam bita pięścią w twarz, w głowę, w brzuch. Kopana butami w plecy i w głowę. Bita kablem po nogach. Przypalana papierosem w plecy i pośladki. Związywana, duszona, polewana wrzątkiem i zimną woda na zmianę". To są twoje słowa? To jest opis tego, jak wyglądało twoje małżeństwo?

Tak.

Jak to się zaczęło?

Na samym początku nie zauważałam przemocy. Ta fizyczna pojawiła się, kiedy starsza córka miała już kilka miesięcy. Małżeństwem byliśmy od niedawna, ale znaliśmy się już trochę czasu. Na samym początku to były takie drobne akty jak popchnięcie, uderzenie. Pomiędzy nimi były dość duże przerwy. Dopiero później zaczęło się to nasilać.

Kiedy był ten pierwszy moment, kiedy to było coś więcej niż samo popchnięcie?

Najpierw to były mocniejsze uderzenia, a potem pierwsze pobicie. Pamiętam, że to było dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem i żeby to nie trwało dłużej, upadłam na ziemię i udawałam, że zemdlałam. Wtedy mój były mąż zaczął płakać. Tak jakby się zreflektował, że zrobił coś złego. Wołał do mnie, żebym się obudziła. Po chwili zaczęłam się przebudzać.
I jak się zachowywał?


Przepraszał mnie. Mówił, że nie wie jak to się stało. Potem był bardzo czuły i życie tak jakby wróciło do normy.

Ale nie zadzwoniłaś na policję i nie uciekłaś z domu. Dlaczego?

Przed aktami przemocy fizycznej była przemoc psychiczna. Przemoc, której na samym początku nie zauważałam. Przez to zostałam wciągnięta w taki wir różnych zależności, wszystko, żeby obniżyć moje poczucie własnej wartości.

Na czym to polegało?

To były takie zachowania, drobne sytuacje w życiu codziennym. Na przykład kiedy próbowałam załatwić jakąś sprawę, to według męża nie robiłam tego należycie. I wtedy byłam za to krytykowana. Myślałam, że może faktycznie jest coś nie tak, może się za mało staram, że czegoś nie umiem, że powinnam umieć, być lepsza, skoro mój mąż umiał...

Czy miałaś dokąd uciec? Co na to twoja rodzina?

Moja rodzina w pewnym momencie wiedziała co się dzieje w naszym małżeństwie. Dochodziło też do rożnych incydentów i rodzina w tym także uczestniczyła. Natomiast miałam z nią jedną utarczkę, w której mąż wykorzystał to, żeby nas skonfliktować. Byłam już na tyle zależna od niego, że po prostu uwierzyłam mu, że działamy wspólnie w tej sprawie i odwróciłam się od rodziny. Dodatkowo cały czas miałam poczucie, że nie za bardzo mam gdzie uciekać.

Ale mówisz, że twoi bliscy zauważali, że coś się dzieje, że w tym małżeństwie jest przemoc. Czy wyciągali w twoim kierunku pomocną dłoń?

Zaprzeczałam, że była przemoc. Ale rodzice zawsze byli po mojej stronie i mówili, że zawsze mogę się do nich zgłosić po pomoc. A ja jako ofiara przemocy wypierałam to.

Co mówiłaś?

Że nie ma tej przemocy, że coś sobie wymyślają, że jego nie lubią i wszystko jest w porządku i się dogadujemy.
A czy sobie też to tłumaczyłaś? Wybielałaś męża?

Tak, od samego początku.

W jaki sposób?

W takich drobnych sprawach mówiłam sobie, że jego zachowanie spowodowane jest trudną sytuacją rodzinną, a potem, że to może ja coś robię nie tak. Kiedy weszłam w tą przemoc psychiczną, to raczej ja obwiniałam siebie i tłumaczyłam sobie, że mąż chce dla mnie dobrze. Chociaż gdzieś tam tliła się taka myśl, że to, co się dzieje, nie jest do końca prawidłowe.

Czy w jakiś sposób dokumentowałaś te akty przemocy? Czy robiłaś obdukcje, zdjęcia?

Nie, ja nie, natomiast mój mąż dokumentował te akty przemocy.

Jak to? Po co?

Zajmowaliśmy się wtedy fotografią. Mój mąż dość obsesyjnie fotografował absolutnie wszystko, w tym mnie po pobiciach, a potem gdy ta przemoc fizyczna była nasilona, to nawet w trakcie incydentów. Część z tych rzeczy zachowała się i posłużyła jako dowody.

A czy otoczenie, ludzie w pracy, sąsiedzi także wiedzieli co się dzieje?

Sąsiedzi wiedzieli, natomiast nie dostawałam od nich tego sygnału z zewnątrz. Takie sygnały dostałam dopiero w pracy, raz, od jednej osoby po przejściach. Ona widziała, że jest coś nie tak. Zapytała mnie wprost: "Kamila, widzę, że coś się dzieje. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to ja czekam i będę mogła wtedy jakoś ci pomóc". Ale ja zaprzeczyłam.

Dlaczego człowiek wtedy zaprzecza?

Bo się wstydzi. Ze strachu. Często sprawcy przemocy zastraszają ofiary, że jeśli ktoś z zewnątrz się dowie, to ona nie będzie miała gdzie mieszkać, to dzieci zostaną jej zabrane...

Tak było w twoim przypadku?

Tak.

Przemocy fizycznej towarzyszyła przemoc psychiczna, ale także ekonomiczna i seksualna. Na czym one polegały?

Pomimo że byłam aktywna zawodowo, to nie mogłam sama decydować o wydatkach. Potem, gdy to wszystko się nasilało, moja pensja była przelewana na konto męża. Przemoc ekonomiczna jest takim zawłaszczaniem niezależności finansowej, a przemoc seksualna to po prostu gwałt...

W połowie 2016 roku doszło do kulminacji. Co się wtedy wydarzyło?

Byliśmy na spacerze. Pokłóciliśmy się. Maż zabrał dziecko i kiedy chciałam wrócić do mieszkania, nie mogłam otworzyć drzwi. W zamku był klucz. Mąż nie odpowiadał na mój telefon, więc wiedziałam, że jeżeli nawet będę próbowała wejść na noc do domu, to nie będzie to dla mnie korzystne. Przenocowałam w piwnicy i rano postanowiłam wrócić. Zazwyczaj tak bywało, że sytuacja trochę łagodniała.

Emocje opadły...

Tak, dokładnie. Tego dnia też zostałam wpuszczona rano do domu.

Po nocy spędzonej w piwnicy?

Tak. Weszłam. Drzwi zostały zamknięte, zabrany został mój klucz, okulary i praktycznie od wejścia byłam okładana metalową pałką po rękach, po nogach, po głowie. Próbowano też po brzuchu, ale starałam się robić jakieś uniki.

No właśnie, po brzuchu... Przecież ty byłaś wtedy w ciąży!

Tak, z drugą córką. Byłam w piątym miesiącu ciąży. Mąż wykrzykiwał, że nie chce tego dziecka. Pytał się czy wiem jak usunąć ciążę... Jak weszłam do mieszkania, to wszystko było zdemolowane. Mąż był w furii. Widziałam też, że pije alkohol. Kazał mi sprzątać cały ten bałagan i poszedł do pokoju obok, żeby sprawdzić coś w komputerze.
W pewnym momencie zaplanowałam, że muszę jakoś uciec, bo jeżeli tam zostanę i jakimś cudem przeżyję, to się może to źle skończyć dla ciąży. Jedyną droga ucieczki był balkon i skok z pierwszego piętra. Tera, kiedy o tym opowiadam, mijają minuty, natomiast ja na decyzję miałam może jej pół.

Zagrodziłam kartonami drogę, szybko otworzyłam drzwi, wzięłam torebkę, wybiegłam na balkon i zsunęłam się na dół. Człowiek w takich emocjach nawet nie widzi kto jest wokół, czy na dole ktoś jest. Dodatkowo nie miałam okularów. Dopiero później na dole podeszli do mnie robotnicy, którzy pracowali pod blokiem.

Czyli upadłaś z pierwszego pietra na ziemię.

Tak, moja głowa leżała na płytach betonowych, a reszta ciała na trawniku.

Trafiłaś potem do szpitala. Z jakimi obrażeniami?

Z rozcięciem powłoki głowy, śladami po pobiciu i, jak się niedawno dowiedziałam, uszkodzeniem kręgu szyjnego.

Mąż przyjechał do szpitala?

Nie, został aresztowany i przewieziony na przesłuchanie, a potem do aresztu.

Pomyślałaś wtedy, że to już koniec?

Tak. Jak zostałam przewieziona do szpitala i leżałam na SOR, to jeszcze targały mną emocje, ale jak znalazłam się już na sali szpitalnej, to odetchnęłam z ulgą.

Dziecku nic się nie stało?

Na szczęście cała ciąża przebiegła prawidłowo. Wypadek nie spowodował żadnych obrażeń.

Jak wyglądał proces sądowy i jak się skończył? Czy te dowody, które miałaś, były wystarczające dla sądu?

Przygotowanie do postępowania trwało bardzo długo. Dostarczyłam zdjęcia, nagrania. Było dużo przesłuchań świadków, także tych dowodów i opinii biegłych nazbierało się dość sporo. Niedawno był finał sprawy z wyrokiem pozbawienia wolności na 15 lat.

15 lat za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem i usiłowanie zabójstwa.

Dodatkowo za posiadanie pornografii dziecięcej, którą odkryto na dysku komputera męża.

Czy po tym wyroku czujesz się spokojniejsza, odżyłaś? Czy można tak w ogóle powiedzieć?

Na pewno odżyłam. Mam wokół siebie rodzinę, przyjaciół, pracę. Rodzina zadbała o to, żebym wyszła do ludzi. Jestem po grupie wsparcia dla ofiar przemocy. W tej chwili jestem spokojna, aczkolwiek mam w świadomości to, że te 15 lat minie. Być może nawet będzie to krótszy okres, więc gdzieś tam głowie jest trochę strachu o to, że on wyjdzie.

Twój były maż wysłał ci jakiś czas temu list, w którym napisał, że ci wybacza. On tobie wybacza. Jaki jest twój stosunek do tego listu i do niego?

To był jeden z jego pierwszych listów, który już wtedy mnie zaskoczył. Natomiast jego stosunek z kolejnymi listami się zmieniał. Na początku mi wybaczał.

A później?

Zaczął coraz bardziej mnie obwiniać. Pisze też listy do dzieci, w których obwinia mnie o wszystko. Szczególnie o to, że one nie mają ojca.

Na czym ta wina polegała według niego?

Nie opisał tego zbyt szczegółowo. Ogólnie zrzuca na mnie winę za rozpad małżeństwa, rodziny. Nie przyznaje się w ogóle do tego, że ta przemoc istniała. Natomiast mój stosunek do niego? Jest dla mnie obcą osoba. Czułam to już przed wypadkiem i tak mam do dziś.

Czy można było wyczuć w jakiś sposób wcześniej, że ta przemoc może się pojawić? Czy były jakieś sygnały, które wtedy ignorowałaś, a dzisiaj z perspektywy czasu i doświadczenia dostrzegasz?

Tego na początku się nie zauważa, bo to są absurdalne rzeczy. Jedną taka sytuację pamiętam dokładnie, to było na początku naszej znajomości. Jeszcze nie byliśmy małżeństwem. Nosiłam wtedy dłuższe włosy, mogłam je spiąć w kucyk.

Na pewnym wyjeździe nosiłam je rozpuszczone. Najpierw mój mąż poprosił, żebym spięła je w kucyk. Nie miałam na to ochoty, więc atmosfera zaczęła się zagęszczać. Czułam wtedy, że robię coś złego, bo nie spięłam włosów w kucyk. Nie znałam mechanizmów, czy symptomów dotyczących przemocy. Traktowałam to po prostu jako "kłótnię dnia" i tyle.

W jaki sposób ta przemoc zmieniła ciebie jako kobietę?

Cały ten proces wychodzenia z przemocy pozwolił mi na odbudowanie swojej pewności siebie. Czuję, że stałam się kimś trochę innym, niż byłam wcześniej. Mam większą świadomość swoich zachowań, siebie, jak reaguję na rożne sytuacje. Jako ofiara przemocy zauważam często na ulicy, że to, co innym może wydawać się zwykłą sprzeczką, ja widzę w tym jakiś podtekst.
W jakim celu o tym wszystkim opowiadasz?

Przede wszystkim żeby uchronić inne ofiary, żeby mogły posłuchać czyjejś historii. Żeby mogły zobaczyć, że można z tego wyjść i że warto to zrobić jak najszybciej. Tkwienie w przemocy niszczy nas, dzieci i im dłużej zostaje się w takim związku, tym trudniej jest podjąć ten pierwszy krok.

Jest to zapis wywiadu, który pierwotnie ukazał się na YouTube na kanale Rafała Gębury pt. "7 metrów pod ziemią". Ten i inne materiały znajdziesz też na Facebooku i Instagramie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...