"Nikt nie traktuje nas jak nauczycieli". Oni też strajkują, ale ludzie nie rozumieją dlaczego

Logopeda, psycholog, pedagog specjalny – nie wszyscy traktują ich jak nauczycieli. Też strajkują. (zdjęcie ilustracyjne)
Logopeda, psycholog, pedagog specjalny – nie wszyscy traktują ich jak nauczycieli. Też strajkują. (zdjęcie ilustracyjne) Fot. Screen/https://youtu.be/CkFB2soVPpU
Anna jest logopedą i ma ochotę krzyczeć, że też jest nauczycielką, bo mało kto tak ją traktuje. Strajkuje jak inni, ale ludzie się dziwią, "bo co z niej za nauczycielka". W całej Polsce strajkują nie tylko szkoły, ale również poradnie pedagogiczne i psychologiczne, a w nich cała masa specjalistów. – Rodzice nie mają pojęcia, że my też jesteśmy nauczycielami. Niektórzy się awanturują – słyszymy w niektórych placówkach.


Strajkujący nauczyciele to jedno, a oni drugie. Jak wobec tych pierwszych niektórzy nie mają zrozumienia, to dla nich jeszcze bardziej. "Poradnia odmawia pomocy chorym dzieciom. Odwołują wizyty u specjalistów" – to jeden z głosów oburzonych rodziców w internecie.


Dolores Wasilewska, dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Lęborku czyta nam pierwszy z brzegu komentarz z profilu poradni na Facebooku. Jedna mama napisała: "Nie wstyd wam odmawiać pomocy dzieciom przez strajk polityczny? Wydawałoby się, że w poradni powinny pracować osoby inteligentne, a nie marionetki. Niedobrze się robi. Nie macie wstydu".


"Rodzice: Jak to strajkujecie?"
Pani dyrektor mówi, że podobne reakcje rodziców zdarzają każdego dnia, odkąd poradnia przyłączyła się do strajku. Dziś też była taka sytuacja. – Jedna mama była bardzo niezadowolona, że badanie jest odwołane, mówiła, że pójdzie z tym gdzieś wyżej. Niepokoją nas takie zachowania, bo każdy pracownik ma prawo żądać lepszych zarobków. Również pracownicy poradni – mówi.


Pod tym względem nauczyciele w szkołach bez wątpienia mają lepiej. Szkoła jest zamknięta na czas strajku. Nie ma bezpośredniej styczności z rodzicami, jak właśnie tu, w poradniach, które też przystąpiły do strajku. Tu codziennie trzeba dzwonić do rodziców i odwoływać badania.

– Nie mogę zapytać pracownika dzień wcześniej, czy jutro strajkuje. Dopiero rano wiem, kto bierze udział w strajku. Wtedy wydzwaniamy do rodziców, informujemy, że badanie czy terapia się nie odbędzie. Pani sekretarka codziennie niejednokrotnie mierzy się z negatywnymi emocjami i pretensjami rodziców – opowiada. Rodzice mówią na przykład: "Jak to strajkujecie? Dziecko potrzebuje pomocy, opieki".

– Ale my nie udzielamy opieki. My badamy dziecko i organizujemy terapię. A i tak jedna mama żądała opieki – odpowiada Dolores Wasilewska. Ma np. kontakt z powiatową poradnią w Słupsku, która też strajkuje. A koleżanka w Olkuszu również mówi, że u nich wszystkie panie strajkują.

"Nie traktują nas jak nauczycieli"
W całej Polsce strajkują również placówki, które przeciętnemu Polakowi nie kojarzą się ze szkołą. A także specjaliści, którzy nie budzą skojarzeń z nauczycielami, choć nimi są. Pracując również w szkołach. To logopedzi, fizjoterapeuci, psychologowie...

– Tak, były takie głosy od rodziców, że ok, nauczyciel może strajkować, ale jak może strajkować pedagog specjalny? Przecież on ma pracować z osobami niepełnosprawnymi. Był zarzut, że to nie nauczyciele – opowiada nam Anna, logopedka. Pracuje w szkole specjalnej na północy Polski. Jest nauczycielką, ale nigdy przez rodziców nie była traktowana jak nauczyciel. Choć, jak inni, jest zatrudniona na Karcie Nauczyciela.

– To jest bardzo trudna sytuacja. Jestem logopedą od sześciu lat. I w ciągu tych sześciu lat dostałam od ucznia tylko jedną różę na zakończenie roku. Zawsze wmawiam sobie, że to nie jest ważne. Ale w sercu to trochę boli. Tak samo mają fizjoterapeuci – opowiada.

Anna ma lekcje z dziećmi zapisane w planie lekcji – i grupowe, i indywidualne. – Z niektórymi spotykam się cztery razy w tygodniu. Ale rodzice nawet nie kojarzą nauczyciela od logopedii. Tak bardzo nie traktują nas jak nauczycieli, że przestałam traktować Dzień Nauczyciela jako swój. Nigdy go nie celebruję, wyparłam go – opowiada.

Bierze udział w strajku. I właśnie on spowodował, że bardziej poczuła się jak nauczycielka: – Dużo lepiej poznałam osoby, z którymi pracuję. Dostaję wiele smsmów ze słowami wsparcia. Myślę, że ta nasza solidarność przetrwa dłużej.

"Traktują nas jak służbę zdrowia"
Dolores Wasilewska też wskazuje, że rodzice w ogóle nie łączą ani poradni psychologiczno-pedagogicznych, ani osób, które w nich pracują z nauczycielami: – Chyba nie do końca mają świadomość, że my też jesteśmy nauczycielami. Mamy poczucie niezrozumienia całej sytuacji. Bo skoro mamy psychologów, logopedów, to niektórzy chyba traktują nas trochę jak służbę zdrowia.

U niej w poradni jest 12 pracowników pedagogicznych. Zajmują się wszystkimi dziećmi – trafiają się nawet kilkumiesięczne. Gdy ktoś ma 20 lat, ale się uczy, poradnia też oferuje mu pomoc.

– Wszyscy są nauczycielami. Wszyscy są zatrudnieni na Kartę Nauczyciela. Mamy też terapeutę integracji sensorycznej. To też jest pani nauczycielka. Wszyscy mają przygotowanie pedagogiczne. Jak najbardziej są nauczycielami – podkreśla.

– Rodzice postrzegają nas jako specjalistów, a nie nauczycieli. Przychodzą do logopedy, do pedagoga, który zajmuje się terapią integracji sensorycznej, do trenera biofeedback, do psychologa, który zajmuje się dziećmi z zaburzeniami autystycznymi. A nie do nauczycieli – reaguje pracownica Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Kole, która też strajkuje.

Pytam, czy czują się nauczycielami. – Oczywiście, że jesteśmy nauczycielami! Według Karty Nauczyciela jesteśmy pełnoprawnymi nauczycielami! – pada żywiołowa odpowiedź.

"Podlegają Karcie Nauczyciela jak każdy pracownik"
Dlatego, jeśli ktoś zamierza się burzyć i krzyczeć, że ci ludzie nie mają prawa protestować, podkreślamy, że mają. Jeśli ktoś się dziwi, to nie powinien mieć powodu.

– Poradnia jest placówką oświatową i również podlega pod Ministerstwo Edukacji Narodowej. Żeby pracować w poradni, trzeba mieć przygotowanie pedagogiczne. Generalnie są nauczycielami. Jest nauczyciel pedagog, nauczyciel psycholog, nauczyciel logopeda. I mają prawo tak samo strajkować o wyższe pensje jak każdy nauczyciel ze szkoły. Podlegają Karcie Nauczyciela jak każdy pracownik pedagogiczny w szkole czy przedszkolu – tłumaczy nam dyrektorka z Lęborka.

Owszem, w poradni nie mają lekcji, ale mają pensum. I mnóstwo pracy po. – W szkole jest 18 godzin, w poradni jest 20 godzin. To jest praca tylko wyłącznie z dzieckiem albo na jego rzecz. W ramach 40 godzin w tygodniu panie przygotowują się do badań, terapii, po badaniu muszą opracować wyniki, przygotować diagnozy, opracować opinie i orzeczenia – słyszę. Moja rozmówczyni podkreśla, że dla nich sytuacja jest bardzo trudna. Bo nikt nie lubi odwoływać badań. Wszyscy wiedzą, jak bardzo rodzicom na nich zależy.

Ale nie ma wyjścia.