
Właściwie każdego dnia dochodzi w Warszawie do pobić i rozbojów. Wielu ludzi boi się wychodzić z domu po zmroku. Jednak Dyrektor Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy zapewnia, że władze robią wszystko, by ludzie czyli się bezpiecznie. – Od lat ściśle współpracujemy z Komendą Stołeczną Policji. W tym roku wydamy 4,4 miliona złotych na służby ponadnormatywne – mówi Ewa Gawor.
REKLAMA
Internauci mnożą przykłady rozbojów i napaści, do których dochodzi w mieście. Warszawa to obiektywnie bezpieczne miast?
Ewa Gawor: Obiektywnie, czyli według danych Policji i wyników "Barometru Warszawskiego", tak. Porównując wyniki Warszawy z innymi miastami wojewódzkimi od 2007 roku to bardzo bezpieczne. Jesteśmy na czwartym miejscu, jeśli chodzi o najmniejsze poczucie zagrożenia na 100 tysięcy mieszkańców. Przed nami są tylko Białystok, Rzeszów i Radom, więc miasta małe w porównaniu ze stolicą.
Nie dość, że mieszka tu na stałe około 1,7 miliona ludzi, to każdego dnia przebywa około 3 milionów. To są studenci, pracujący, którzy przyjeżdżają na cały tydzień albo na dzień. Oni też mogą padać ofiarami przestępstw i zgłaszać je tutaj. Warszawa jest więc miastem bezpiecznym, ale nie wolnym od przemocy.
Z kolei w "Barometrze Warszawskim" 76 procent badanych stwierdziło, że czuje się bezpiecznie w okolicy swojego miejsca zamieszkania.
Internauci wskazują, że niebezpiecznie jest właśnie w "obcych" dzielnicach. U siebie znają wszystkich i wiedzą, że raczej nic im się nie stanie.
To nie jest wynik tego, że w jednej dzielnicy jest bezpiecznie, a w innej nie. To naturalne, że u siebie czujemy się bezpiecznie, bo znamy otoczenie - ulice, oświetlenie i nie wybierają się tam, gdzie wiedzą, że jest niebezpiecznie. Podobnie jest, gdy jedziemy do obcego miasta - również czujemy się mniej bezpiecznie niż u siebie.
Dla nas najważniejsze jest to, jak czują się mieszkańcy w swojej okolicy. To najbardziej miarodajny wskaźnik.
Co władze miasta robią, żeby podnieść poziom bezpieczeństwa?
Od lat ściśle współpracujemy z Komendą Stołeczną Policji. Z miejskiego budżetu finansujemy zakup samochodów oznakowanych, nieoznakowanych i terenowych, mobilnych posterunków, ambulansów, psów policyjnych. Wszystkie konie policyjne w Warszawie zostały zakupione przez miasto. W tym roku wydamy 4,4 miliona złotych na służby ponadnormatywne. Dzięki temu od lutego do grudnia będzie w sumie 22 tysiące dodatkowych służb.
Co roku sprawdzamy jakie skutki one przynoszą i w 2011 roku tylko na tych finansowanych przez miasto patrolach dokonano 411 zatrzymań, ujęto 641 osoby poszukiwane, wystawiono prawie 20 tysięcy mandatów. Policjanci wykonali 62 tysiące interwencji i wylegitymowali 106 tysięcy osób. Poza tym wydamy około 1,5 miliona złotych na staże adaptacyjne. Adepci ze szkoły policyjnej we Szczytnie przyjeżdżają na pół roku do Warszawy i biorą udział w patrolach.
Czy to przy to przynosi jakiś skutek?
Duże miasta to teren, który przyciąga grupy przestępcze. Ludzie czują się tutaj anonimowo, więc przyjeżdżają złodzieje, kieszonkowcy, włamywacze. Pomimo to Warszawa jest daleko przed Poznaniem, Krakowem czy Wrocławiem w rankingach bezpieczeństwa. Gościliśmy policjantów na przykład z Anglii czy Niemiec i pytali nas, jak my to robimy, że jest tak bezpiecznie.
Poza tymi wymienionymi działaniami, są na przykład grupy osiedlowe. Policjant, strażnik miejski i pracownik Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego rozmawiają z mieszkańcami i pytają ich w jakich punktach trzeba jeszcze poprawić bezpieczeństwo. Często na przykład zgłaszają, że chcą więcej kamer.
Które z tych działań są najważniejsze i najbardziej skuteczne?
Wszystkie. Dlatego stosujemy tak szeroką gamę działań, bo one wszystkie przynoszą oczekiwane przez nas skutki. Inna jest rola kamery, inna policjanta w patrolu pieszym, a jeszcze inna w radiowozie. To system naczyń połączonych, które ciągle analizujemy, by wiedzieć na które przeznaczyć więcej środków, a na które mniej.
