
We wtorek w Sądzie Rejonowym w Kłodzku miała odbyć się rozprawa dot. znęcania się nad Violettą Villas. Rozprawę trzeba było jednak odroczyć, gdyż biegły nie dotarł na czas do sądu. Syn śpiewaczki jest oburzony całą sytuacją – podaje "Super Express".
REKLAMA
Proces dot. znęcania się fizycznego i psychicznego nad Villas toczy się od czerwca 2016 roku. Oskarżona w tej sprawie została dawna opiekunka piosenkarki Elżbieta B. Podczas ostatniej rozprawy sąd miał przesłuchać biegłego, który zajął się analizą wyników sekcji zwłok artystki, jednak ten nie zdążył zjawić się na czas w Kłodzku. Z tych względów rozprawę odroczono.
– Ten proces to koszmar, który dręczy moją rodzinę. Chcę, żeby się skończył i żeby w końcu wyjaśniono, kto jest odpowiedzialny za straszne warunki, w których zmarła moja mama. Dlaczego tak bardzo cierpiała przed śmiercią i to przez długi czas – powiedział "Super Expressowi" syn divy Krzysztof Gospodarek.
– Jak czytam wyniki sekcji zwłok, to zastanawiam się, skąd w jej mózgu ślady po udarze, skąd ogromna ilość tlenku węgla w płucach, zapalenie płuc, połamane kości, żebra, kość udowa, splot słoneczny, rozległe odleżyny. Jak mogły powstać tego typu obrażenia i kto na to pozwolił? – dodał.
Violetta Villas zmarła w grudniu 2011 roku w Lewinie Kłodzkim. Utajniony raport z sekcji zwłok artystki wykazał, że kobieta musiała bardzo cierpieć przed śmiercią. Nie była też odpowiednio leczona. Za nieudzielenie pomocy piosenkarce Elżbieta B. trafiła do więzienia, skąd po kilku miesiącach została zwolniona.
źródło: "Super Express"
