
Jak działają mechanizmy rekrutacyjne w instytucjach kultury? Co liczy się przede wszystkim – wykształcenie, doświadczenie czy "czynnik towarzyski"? Czy zatrudniony zostaje raczej kandydat spełniający wszystkie merytoryczne wymogi, czy raczej ktoś perfekcyjnie ustawiony w środowisku?
REKLAMA
W środowisku kulturalnym, tak jak w większości innych środowisk zawodowych, układy są bardzo ważne. Można je nazywać neutralnie, z lekkim pseudowyrafinowaniem ( w końcu po angielsku), networkingiem. Można mówić po prostu ( i po polsku) o kontaktach. Można również nazwać swoje kontakty "znajomościami", które to określenie ciągnie już za sobą nieprzyjemny smrodek nepotyzmu.
Wszystko po staremu?
Instytucje kultury mają obowiązek przeprowadzać swoją rekrutację w sposób jawny i dostępny do wglądu dla wszystkich ewentualnych chętnych. W praktyce często wygląda to tak, że oficjalna rekrutacja jest narzędziem drugiego wyboru, najczęściej pomocnym do odpowiedniego dorzeźbienia rekrutacji "nieoficjalnej". Instytucje kultury lubią tych ludzi, których znają – nie bez racji – kultura wymaga czegoś więcej niż imponującego CV, "czynnik ludzki" jest bardzo ważny. Martwi tylko fakt, że ów czynnik często kończy jako "czynnik towarzyski". Czyli nie jest ważne to, że kandydat ma "to coś", co mnie ujmuje, więc nie będę się wczytywał w CV – ale raczej kandydat jest powiązany z panem X, więc na pewno będzie miał "to coś". W kulturze potrzebny jest taki rodzaj szeptanego marketingu – sprawia, że środowisko się miesza i bulgocze. Sprawia jednak także, że trudno wrzucić coś nowego do tego kociołka. Wydaje się, jakby pewne mechanizmy i pewna grupa ludzi była po prostu "nie do ruszenia".
Kasia, 27 lat, w kulturze od 7 lat, jest pesymistką:
Zadaliśmy pytania dotyczące procesu rekrutacji na stanowisko pracownika merytorycznego w kilku instytucjach kultury. Zachęta: "Wakaty zostają ogłoszone na stronie Zachęty i podane w newsletterze. Wybieramy wśród nadesłanych CV te najlepsze, potem rozmowa kwalifikacyjna." Instytut Adama Mickiewicza: "Tak normalnie. Na podstawie CV i rozmowy kwalifikacyjnej". Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie: "Po wcześniejszej współpracy przy projektach, przez konkursy". Czy wiele hałasu o nic? Wszystko działa transparentnie?
Wszystko "tak normalnie"?
Joanna, która pracuje w kulturze od niecałych trzech lat, uważa, że owszem – co prawda z potknięciami, ale mechanizmy oficjalnej rekrutacji działają:
Najlepsi pracodawcy na świecie. Zadbają o pracownika i jego rodzinę, nawet po jego śmierci
Z tezą, że procesy rekrutacyjne przebiegają w oparciu jedynie o kryteria merytorycznie zdecydowanie nie zgadza się Kamila. Ma 28 lat, pracuje w kulturze od dziewięciu, związana jest z łódzkimi instytucjami kultury
Z tezą, że procesy rekrutacyjne przebiegają w oparciu jedynie o kryteria merytorycznie zdecydowanie nie zgadza się Kamila. Ma 28 lat, pracuje w kulturze od dziewięciu, związana jest z łódzkimi instytucjami kultury
Demonizowanie czy realizm?
W środowisku osób zatrudnionych w instytucjach kultury w całej Polsce nie brakuje zarówno głosów, które proces rekrutacji opisują zdecydowanie idealistycznie ( chociaż są z zdecydowanej mniejszości), jak i tych, które mocno podkreślają, że zasada tego procesu jest jedna: znajomości, często cenione ponad umiejętności. Czy jednak "kryterium towarzyskie" realnie wpływa na jakość działań pracowników kultury? Czy naprawdę na stanowisku utrzyma się kompletne beztalencie tylko dlatego, że ma czyjeś "plecy"?
Marta, 32 lata, która próbuje szukać pracy w kulturze bez wykorzystywania znajomości przestrzega przed hiperbolizowaniem problemu.
Kultura to obszar rekrutacyjnej "wolnej amerykanki" – na pewno najbardziej nieprzewidywalny obszar dla szukających zatrudnienia. Można wysłać CV w każde miejsce i nie dostać żadnej odpowiedzi, można wysłać tylko w jedno i zostać zatrudnionym, bo pojawiło się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Można zostać wybranym, bo lubi się ten sam film, chodzi się do tej samej kawiarni, bo ciekawe rzeczy wyskakują, jak wpisze się nazwisko kandydata w google.
Czy w tym konglomeracie potrzebna jest większa transparencja? Czy potrzeba większej i szerszej wymiany osób "do" i "z" środowiska? Rekrutacja do instytucji kultury jest podobna do samej kultury polskiej – często jeszcze nie wie, co jest jej największym atutem, więc nierzadko zdarza się, że woli polegać na tym, co już zna.
*Imiona bohaterów na ich prośbę zostały zmienione
