"Reklama otyłości". Wyszła w bieliźnie na ulicę i wylał się hejt, teraz odpowiada internautom

Zuzanna Zakrzewska (kobieta w błękitnej bieliźnie) zorganizowała pokaz The Real Catwalk Polska, ponieważ chciała pokazać tzw. prawdziwym kobietom, że warto jest pokochać siebie.
Zuzanna Zakrzewska (kobieta w błękitnej bieliźnie) zorganizowała pokaz The Real Catwalk Polska, ponieważ chciała pokazać tzw. prawdziwym kobietom, że warto jest pokochać siebie. Fot. Gutek Zegier
"Promujecie otyłość!" - usłyszały uczestniczki pokazu The Real Catwalk Polska. Kobiety o różnych kształtach pokazały się w samej bieliźnie na Starówce w Warszawie, aby promować akceptację siebie. – To jest po prostu głupota. Nie stałyśmy tam z hamburgerami, nie rozdawałyśmy ich i nie polewałyśmy się tłuszczem, aby promować otyłość – mówi w rozmowie z nami organizatorka pokazu i finalistka programu "#Supermodelka Plus Size" Zuzanna Zakrzewska.


Burza wokół uczestniczek "The Real Catwalk Polska", rozpętała się po wpisie umieszczonym na facebookowym profilu bloga "To tylko teoria". Jego autor stwierdził, że promowanie szkodliwej dla zdrowia otyłości jest skrajnie nieodpowiedzialne: "Bardzo szkodliwe jest pokazywanie nadwagi i choroby jaką jest otyłość, jako coś normalnego, fajnego, pozytywnego. Koszty jednostki, społeczne i ekonomiczne wynikające z otyłości są ogromne, a nadwaga i otyłość to jedne z największych problemów zdrowotnych w UE czy USA".Te słowa wystarczyły, aby internauci podzielili się na dwa zwalczające się obozy. Walka toczyła się oczywiście w komentarzach, i choć prowodyr tej dyskusji próbował ugasić pożar, jednocześnie wyjaśniając że nie miał złych intencji i nie chciał nikogo obrazić, było już za późno.
"Ideą 'The Real Catwalk' jest pokazanie, że ciała są różne, a w Warszawie było jakby jednorodnie" - tak brzmi jeden z wielu negatywnych komentarzy w internecie. Komentarzy, których autorzy chcą podkreślić, że w waszej akcji brały udział tylko kobiety otyłe.


W takim razie osoba, która napisała ten komentarz, na pewno nie było na pokazie, chociaż był on otwarty dla wszystkich, dla prawdziwych ludzi. Rzeczywiście dziewczyn plus size było najwięcej – dziwnym trafem są najbardziej odważne – ale nie tylko one zdecydowały się na taki krok.


Były też dziewczyny z anoreksją, była dziewczyna łysa, która cierpi na łysienie plackowate, dlatego zdecydowała się zgolić głowę i pokazała się bez peruki. Były dziewczyny, które są owłosione, które się nie golą, bo uważają, że to jest naturalne. Od XS do XXL, każdy rodzaj kobiecego kształtu, rozmiaru i historii.
Idea jest taka, że nie chodzi o promowanie jakiegokolwiek kształtu, tylko o namawianie do akceptacji siebie?


Tak. Dlatego ten pokaz był otwarty na każdą osobę, aby pokazać jak różnorodni jesteśmy, aby pokazać ludzi, którzy otaczają nas na co dzień, a nie tych, których widzimy na okładkach gazet, czy na Instagramie. Chciałyśmy pokazać kobiety, które są naszymi matkami, sąsiadkami, koleżankami z pracy, czy ze szkoły.

Chcieliśmy pokazać prawdziwych ludzi, zarówno kobiety, jak i mężczyzn – niestety panowie się nie zgłosili, może za rok się uda – dla których nie ma miejsca na pokazach, na sesjach zdjęciowych. Chodzi o to, aby akceptować siebie i nasze ciała, a walczyć z uprzedzeniami. Chodzi o tolerancję. Za każdym ciałem kryje się jakaś historia.

Przez to, że te dziewczyny, które wyszły w pokazie, akceptują siebie, to pokazały innym kobietom, które jeszcze wstydzą się swojego ciała, wstydzą się siebie, zamykają się w domach, ubierają na siebie worki, że można inaczej. Dały tym wycofanym takiego kopa, powera, aby nie rezygnowały z życia.

Ciągła kontrola tego jak wyglądamy chyba odbiera tę radość życia. Ciągłe zastanawianie się czy na pewno dobrze siedzę, czy nikt nie widzi moich niedoskonałości, tu za mało, tam za dużo...

Tak, to jest spory problem. Zwłaszcza w Polsce, kiedy mamy kilka sklepów z odzieżą plus size, ale to są sklepy internetowe, więc nie możemy sobie tak o iść do sklepu i wybrać, to co nam się podoba. Tu oczywiście skupiam się na dziewczynach większych rozmiarów.

A jeśli chodzi o to, że codziennie rano wstajemy i zastanawiamy się, jak ja ten dzień przeżyje, i to będąc bardzo szczupłą, otyłą, łysą, czarną, białą itd... Jeżeli tak myślimy, bo mamy jakiś kompleks, to jest to tylko i wyłącznie spowodowane tym, że nasz kraj jeszcze jest bardzo zaściankowy.

Przykro mi to mówić, bo jestem dumna z tego, że jestem Polką, chwalę się tym zagranicą, ale niestety jesteśmy nietolerancyjni. Nie spodziewałam się, że będzie taki negatywny odzew na ten Catwalk.
Jedna z moich przyjaciółek powiedziała mi ostatnio: "Aneta, ja całe życie będę myślała o jedzeniu, o tym jak wyglądam". Czy właśnie komentarze tego typu, jakie pojawiają się w internecie, powodują, że jeszcze trudniej zaakceptować siebie, że nie skupiamy się na tym, co bardziej istotne?

Zamiast cieszyć się życiem, zamiast pójść na kolację z koleżankami ubrana seksownie mając pełniejsze kształty, to my się przejmujemy tym z powodu opinii innych ludzi. Nie robimy tego dla siebie. Nie chcemy, aby ktoś skomentował mój wygląd, aby mnie wyśmiał, a ludzie, którzy śmieją się i wyzywają, to chyba robią to, bo po prostu nudzi im się w życiu.

Zacytuję jeszcze kilka komentarzy. Jeden z internautów tak skrytykował akcję: "Ogólnie to chyba akceptacji siebie bardziej potrzebują kobiety po odcięciu piersi, niż grube kobiety".

Takiego komentarza w ogóle nie powinno być. Nie wiem czemu miał on służyć. Akceptacja siebie jest potrzebna każdemu. Nawet tej osobie, która to napisała. Każdy się tak – przepraszam za wyrażenie – przypieprzył do tych grubych i nie widzą innych. I pani z anoreksją, i pani otyłej, i pani po mastektomii potrzebna jest akceptacja. Jeśli ona siebie pokocha, a otoczenie przyczyni się do tego, to będziemy szczęśliwsi.
Wiele osób krytykowało akcję The Real Catwalk, ponieważ ich zdaniem promuje otyłość i nadwagę, zamiast mówić o zagrożeniach z tym związanych.

Po tym pokazie bardzo zaczęły śmieszyć nas te komentarze. Jeżeli komentarz zaczynał się od "promocji otyłości", to my już dalej tego nie czytałyśmy, bo to jest po prostu głupota. Nie stałyśmy tam z hamburgerami, nie rozdawałyśmy ich i nie polewałyśmy się tłuszczem, aby promować otyłość.

Owszem były dziewczyny z nadwagą, z bardzo dużą nadwagą, ale nie mówiły: "Słuchajcie, grube jest piękne i fajne". Pokaz był po to, aby zaakceptować siebie. Jeżeli zaakceptujemy siebie, to będzie nam łatwiej zrobić coś z tym, że jesteśmy otyłe lub, że jesteśmy za chude.

Jeśli wiesz, że masz problem, ale zaakceptujesz siebie i będziesz siebie kochać, to będziesz w stanie pójść do lekarza, czy rozmawiać o tym otwarcie. Nie będę się katowała jakimiś dietami, które i tak nie pomogą, bo z powodu stresu, tego co ludzie mówią i tak zacznę więcej jeść.

Body positive to nie jest promocja żadnego z ciał, żadnej sylwetki. Też nie jestem za tym, aby dziewczyna, która się obżera, mówiła, że ona jest body positive i wszystko jest super fajne. Tak samo w przypadku dziewczyny, która nic nie je. W tym nie ma nic dobrego.

Każda z kobiet, która wyszła w pokazie, wie, że zarówno anoreksja, jak i otyłość są problemami. Jednak problem nadwagi często nie wynika z tego, że się obżeramy. Bywa, że jest to spowodowane np. chorobą, ciążą, brakiem czasu... Człowiek, który komentuje złośliwie nie sprawdzi tej historii, nie zapyta dlaczego tak jest.

Czasami trzeba ugryźć się w język, bo co dziewczyna, to inna historia. Takie ocenianie bardzo rani. Może ta osoba jest już w połowie swojej drogi. Może już schudła 30 kilogramów.

To taki banał, ale zmiana zaczyna się w głowie?

Jeśli pokochamy siebie, to będziemy dbać o siebie.
Niektórzy twierdzą, że takie "body positive" rozleniwia. Akceptuję siebie, jest dobrze, więc nie pracuję nad sobą. Jeśli ktoś jest chory, to trudno coś zdziałać, ale jeśli waży więcej, to przecież można coś z tym zrobić, można schudnąć. Wszystko w naszych rękach.

Ale i anoreksja i otyłość to też są choroby. Poza tym niektórzy mają dodatkowo jakieś schorzenia, które nie pozwalają z wielkimi sukcesami walczyć z otyłością, albo i z niedowagą. Mam przyjaciółki, które są bardzo chude, jedzą więcej niż ja, a nie mogą przytyć.

Nowo poznane osoby mówią im, aby coś zjadły, sugerują, że za bardzo się odchudzają. A one wtedy mają łzy w oczach, bo już przecież zjadła dwa obiady, ale nie może przytyć.

Bardzo mi jest przykro, że wiele osób mówi, że można od tak przejść na dietę i schudnąć. Ja na przykład mam straszną słabość do czekolady. Codziennie sobie powtarzam, że dziś jej nie zjem, że jestem na diecie, ale im częściej mówię sobie dieta, tym więcej jem. To jest czasami jak uzależnienie.

Nie można tak sobie oceniać i być specjalistą, chociaż specjalistów mamy jak się okazuje bardzo dużo. Te wszystkie komentarze utwierdzają mnie w tym, że Polacy są znają się na wszystkim i wszyscy na pewno prowadzą mega zdrowy tryb życia.

My naprawdę nie mówimy: jest super, zjedzmy jeszcze jedną paczkę chipsów, bo to nie zaszkodzi. Bardzo dużo dziewczyn plus size, które korzystają z Instagrama, promuje aktywny tryb życia. Wstawiają zdjęcia z siłowni, pokazują jak biegają.

Jedna z moich koleżanek, która jest modelką plus size, ma bardzo krągłe kształty, natomiast jest tak wysportowana, że niejedna chuda osoba mogłaby jej pozazdrościć, ale niestety jakoś dziwnym trafem nie chudnie.

Łatwo jest zaakceptować siebie?

W Polsce uważam, że jest bardzo trudno. Ja zaakceptowałam siebie dopiero, jak wyjechałam na cały sezon do Hiszpanii. Bardzo mi pomogło to, jacy ludzie tam mieszkają. Otwarci, szanujący drugiego człowieka, uśmiechnięci. Oni nie zwracali uwagi na to, jak kto wygląda. Pełna akceptacja.

Poznałam wspaniałe osoby, które naprawdę mnie zaakceptowały, po czym przyjechałam do Polski... Jestem tu już kilka lat i gdyby nie to, że mam już 30 lat i dużo przeżyłam – jestem dojrzałą osobą na tyle, aby nie przejmować się pewnymi rzeczami – to pewnie popadłabym w jakąś depresję.

Moi znajomi potrafią mi nawet powiedzieć: "Zuza, co ty masz za brzuch. Wczoraj takiego nie miałaś". Boli mnie to gdzieś, ale się nie przejmuję, oni niby chcą dobrze, teoretycznie się martwią.

A przed wyjazdem do Hiszpanii bywały bardzo trudne momenty?

Oczywiście. Bywało tak np. kiedy nie mieściłam się w jakieś ciuchy, albo kiedy ktoś powiedział mi coś niemiłego. Wydawało mi się, że wszyscy dookoła wyglądali pięknie, tylko nie ja. Ja taka bambaryła plus moje 184 cm wzrostu. Wysoka i szeroka. Zawsze byłam dużo większa.

Kiedy się zaakceptowałam, to zaczęłam dużo lepiej żyć, zaczęłam po prostu korzystać z życia. Nie wstydzę się wyjść z koleżankami, które są np. dużo niższe ode mnie. Nie wstydzę się wyjść na dyskotekę, zagadać do ludzi, nie wstydzę się zjeść całej pizzy sama w restauracji, nie wstydzę się ubrać krótkiej spódniczki chociaż mam cellulit. Cieszę. Się latem, chodzę na plażę, a kostiumy dwuczęściowe to jest dla mnie norma.

Poza tym, czy ten ktoś kto mógłby skomentować nasz wygląd negatywnie jest kimś dla nas ważnym? Nie sądzę. Moja rada jest taka, aby otaczać się dobrymi ludźmi. Lepiej mniej, ale takich którzy się wspierają wzajemnie.
Wracając do pokazu. Trudno było uczestniczkom pokazać się w samej bieliźnie w centrum miasta?

Na początku zgłosiło się siedemdziesiąt pięć pań i wszystkie chciały wyjść. Natomiast codziennie ktoś się wykruszał. Myślę, że to było spowodowane tym, że właśnie się wstydziły. Zostało ponad czterdzieści osób i wszystkie panie wyszły. Połowa była bardzo pewna siebie i najchętniej przez całe miasto by szły w bieliźnie, żeby się pokazać, a druga połowa bardziej się krępowała.

Po wszystkim poczuły fajną energię?

Tak. Po wszystkim tak bolały nas szczęki od uśmiechania się i to nie był uśmiech sztuczny. Dostałyśmy takiego powera, a niektórym dziewczynom jakiś balast, kamień spadł z serca. Bardzo dziękowały, że je jednak namówiłam. Wyszły i poczuły się tak lekko. Nie wierzyły w to co zrobiły.

Pani też jest modelką?

Właściwie to jestem nią tylko dlatego, że poszłam do programu "Super modelka plus size" w Polsacie. Nigdy jednak tak siebie nie nazywałam, nie działałam dużo w modelingu. Może kilka pokazów, czy sesji zdjęciowych. Poszłam do tego programu bardziej w celach społecznych. Chciałam pokazać moją historię, udowodnić, że plus size to nie jest zbrodnia. I chciałam też, aby te młode dziewczyny nie zmarnowały szansy, którą daje życie, jak ja zmarnowałam.

Walczę już od ponad dziesięciu lat z brakiem tolerancji, ale i tak na samym początku nie akceptowałam siebie. Bałam się rozmawiać z ludźmi. Nie wykorzystałam swoich szans pod względem teatralnym, filmowym, bo też jestem zajawiona na takie rzeczy.

Choć teraz, kiedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, kiedy tak bardzo się oceniałam, to widzę, że byłam mega fajną dziewczyną. Z kształtami, ale na pewno nie grubą. Myślałam pewnie usłyszeć raz, czy drugi jakiś komentarz, który zakodowałam sobie w głowie. Taką energię też wysyłałam do ludzi

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
#SkuteczniePosprzatane 0 0Znamy wyniki akcji #SkuteczniePosprzatane. Organizatorzy przygotowali ogromną niespodziankę
NSC 0 0National Sales Congress po raz trzeci na Narodowym. Motyw przewodni ma wiele wspólnego ze sportem

TYLKO W NATEMAT

0 0"Znajomi mi wyjaśnili". Kaczyński popłynął mówiąc o dzieciach – lekarka obala jego teorię
0 0Kaczyński cieszy się, że gonimy Niemców. Ale powołuje się na raport, którego nie zrozumiał
0 0Borys Szyc wspaniały, tylko film słaby. Widziałem "Piłsudskiego" i czuję się znieważony
NATEMAT EXTRA 0 0“To jakby odbity człowiek”. Tutaj zachowały się ślady krwi powstańców